6 października 2020 roku, godz. 13:54 4,2°C

Taniec niedostrzeżony

Po leśnym dywanie szedł człowiek i śpiewał.
Nuty zgrzytały jak w zębach piach,
spontaniczne słowa kaleczyły drzewa
i tonęły dysharmonią bezwładnie wśród traw.
A jednak spieniony radością tej chwili,
jak wstrząśnięta butla przedniego szampana,
miał za nic, że mniej śpiewa a bardziej jakby kwili
i skrzeczy jak kawka w klatce zatrzymana.
Niedaleko, w grzybowym aromacie zieleni,
szła dziewczyna z uśmiechem na prześlicznej twarzy.
Choć jej rozum na wariackich tonach złożył wieniec,
to jej serce szczęśliwe tańczyło wśród marzeń.
Szli tak oboje, myśliwi z ostrzami uśmiechów,
jak gdyby partyzanckie czynili zadanie.
Nie skradali. Dzikiej pieśni rozbujałe echo
nie szkodzi zwierzynie podczas grzybobrania,
bo w istocie tym były ich radosne łowy.
Śpiew zaś nie-śpiewaka był dziękczynnym psalmem,
w części zwykłym żartem i cudem w połowie,
za koszyk obciążony prawdziwkową wiarą
i za magię chwili, zdobnej pięknem świata,
co tak wdzięcznie spala rzeczywistość szarą,
zostawiając zgliszcza w przecudownych kwiatach.
Skąd ta radość? Ten balet domowej roboty?
Czyżby populację całą dzielnych kapeluszy
żniwiarze bezwzględni złożyli pokotem?
Och, nie! nie bądź ekonomem, którego może wzruszyć
tylko liczba, miara na efektów wadze...
I nie żądaj od nich na zdjęciach wyniku!
Zapomnieli smartfonów ze sobą na spacer,
niczego, co zapisze powody muzyki.
Pomyślisz, że szkoda? że stracony czas?
Kiedy zrozumiesz, skąd te spontaniczne tryby
z szacunkiem i śmiechem skłonisz się im w pas...
Wyjaśnię.. Kiedy pierwsze natrafili grzyby,
opasłych biskupów klasztoru tej braci,
on chciał zdjęcie zrobić, by chwili nie stracić.
Zdziwienie! Nie ma telefonów! Szansa utracona!
smutno pochylone zbieracza ramiona.
Nagle, z magią piękna spotkanych prawdziwków,
z koron drzew spadł wodospad słonecznych rozbłysków.
Pokryły skrami ciepła okoliczną ziemię.
Z nich do grzybiarza dotarło olśnienie!
To sam Bóg telefony schował,
Aby pełnię chwili im tylko darować!
Nie trzeba już myśleć o dobrym ujęciu,
o tym, czy ostrość właściwą użyto na zdjęciu.
Nic już nie bzyczy, wibruje czy świeci,
prócz nich i lasu nic nie ma na świecie.
O jakość nagrania też martwić się nie muszą,
bo nagrywają wszystko nieśmiertelną duszą!
Ta prawda uderzyła jak zwycięski dzwon -
Teraz, tu - tylko Bóg, ziemia, ona i on.
Nikt nie pozna prawdy w najlepszym ujęciu,
bo jedynie obraz zostaje na zdjęciu.
Nie ma tam ciszy, zapachów, szumu drzew...
I żaden aparat z wymiarów ledwie trzech,
nawet z najlepszym kompresji formatem,
nie zarejestruje jak Bóg tańczy z wariatem!

sprajtka Ala
 6 października 2020 roku, godz. 15:31

"Nikt nie pozna prawdy w najlepszym ujęciu..."
Dodałabym to jako osobną myśl:)