22 października 2021 roku, godz. 9:10 28,0°C

Nić wiatrem snuta

Kiedy właśnie zrosły się skrzydła
Ptak przestał chcieć latać.
Niewielka, ktoś powie, krzywda,
I tak była z nich łat szmata.
Zresztą parszywy z niego był ptak,
W końcu nie darmo gadali
O jego lichym stylu i groźnych kłach,
Ci, co go najlepiej nie znali,
A było tych nieznawców tylu! …
Chociaż ostatnio, dziwna sprawa,
Zdawało się, że lotem sięgnie nieba.
Patrzącym cieniom się wygadał,
Że siły ma z darowanego chleba.
Po coś się chełpił, poczciwy głupcze?
Zawistne cienie wsiąknęły w miąższ,
Aż smak powoli gasł, by gorzko umrzeć.
Teraz skrzydła bez treści są.
Głupi, naiwny, uparty opierzeniec.
W karmie zesłano mu anioła,
Któremu sam uplótł niewinnie wieniec,
Obiecując bezkresne loty dookoła:
Słońca, planety, krainy i gniazda.
Nieważne które - razem wybiorą.
Ważne, by razem przebyli każdą.
Teraz sam, z nim smutny wiatr i cisza
Wśród szeptów cienistych koron drzew.
Już nie zje chleba, choćby smak usłyszał.
Ptak patrzy niemo na zdumiony gniew.
Na nić wciąż całą martwo patrzy prządka.
Tylko wiatr, jak kot, łasi się do piór,
Grając bez nut melodię na lotkach.
Wtóruje mu zielonych liści chór.
Ptak spogląda w czupurne wiatru strugi,
A jego dusza, strzępiona i szara,
Kuszona powiewem, chce go obudzić,
Gdy swoje lotki składa na marach.

Widziałem tą scenę przypadkiem z boku.
Ot, cały legion snów mrocznych się ziścił.
Ptak w końcu kamieniem serce swe podkuł…
Wyście, garbate sępy, na stypę znów przyszli,
Lecz on wciąż nad wami pasterzem obłoków.

Quid Quidem

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa exsilentio, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.