15 września 2012 roku, godz. 19:47 2,3°C

Prolog.

- Z racji, iż jestem wielką pasjonatką skoków narciarskich, a 11 miesięcy i 6 dni temu zginął młody, obiecując zawodnik, szalenie skromny i wspaniały człowiek, powstało to, co dziś tu zamieszczam.

Spakowała cztery lata życia w jedną podróżną walizkę... W domu panowała głucha cisza. Odkąd poprzedniego wieczoru zamknął za sobą drzwi i wyszedł, by już nigdy do niej nie wrócić. Została sama. W tej pustej, zimnej, czarnej Rosji. Jej płomień ciepła zgasł dzisiaj nad ranem. Kiedy się dowiedziała, parsknęła nerwowym śmiechem. Wybrała jego numer. Raz, drugi, dziesiąty. W końcu dowiedziała się od jakiejś kobiety w słuchawce, że ''Abonent jest nieosiągalny''. Chyba masz, kobieto, rację- przyznała z płaczem, ciskając telefonem prosto w ścianę. Nigdy nie piła. Tego poranka zaczęła. Drżącymi dłońmi odkręcała nakretkę butelki czystej wódki i przytykała ją sobie do ust. To lek, który mi pomoże- przekonywała siebie, krzywiąc się przy każdym kolejnym łyku. Ból nie zniknął. Na chwilę zasnął. Nie pamiętała, jak znalazła się w metrze, jak dojechała do Związku i jak pozwolono jej się tam dostać. Pamiętała, że krzyczała. Krzyczała po niemiecku i zalewała się łzami. Wrzeszczała i wyła. To wy go zabiliście, to przez was go tu nie ma- jęknęła szeptem, zwijając się w kłębek, kiedy wylądowała już na posadzce i zabrakło jej siły. Ktoś coś do niej mówił, ktoś chwycił ją za ramiona i zdecydowanie szarpnął ku górze. Nie chcemy więcej tutaj Pani widzieć, Pani Bodmer, proszę się spakować i opuścić Rosję jak najprędzej- surowy głos rozsadzał jej mózg. Nagle zrobiło jej się niedobrze. Potwornie niedobrze.

Spakowała cztery lata życia w jedną podróżną walizkę... Panował mrok, kiedy ostatni raz przemierzała drogę z sypialni do salonu. Nie potrafiła patrzeć. Patrzenie na to, co urwało się zdecydowanie zbyt szybko, zbyt boleśnie, brutalnie i definitywnie, nie mogło nie boleć. Przytknęła opuszki palców do jego kurtki, wiszącej na wieszaku w przedpokoju. Chciała, by wszystko zostało tak, jak było, kiedy wychodził. Kiedy krzyczał, że rano będzie, kiedy śmiał się, że ma zamknąć na zamek, żeby jej nie ukradli, i że ma się nie martwić, kiedy zamknął za sobą drzwi. Zamknął już na zawsze. Schwyciła rączkę walizki i wyszła, przekręcając klucz i ostatni raz spoglądając na taflę drewna z jego nazwiskiem na srebrnej tabliczce. Ruszyła schodami w dół. Ruszyła w najdłuższą podróż jej życia.

Spakowała cztery lata życia w jedną podróżną walizkę... Ciągnęła ją teraz za sobą szarym asfaltowym chodnikiem. Miasto powoli układało się do snu. Szalał jesienny wiatr, co chwilę targając jej włosy w przeciwne strony. Most nie był długi. Za to widok na Niżny przepiękny. Przysiadła na brzegu walizki i wtopiła spojrzenie w jego panoramę. Pavel kochał to miasto, kochał do niego wracać. Ból ścisnął jej gardło, serce zastygło na moment, a z oczu popłynęły gorące krople łez. Chyba wtedy zrozumiała, że nic już nie będzie takie samo. Że jej życie nie ma już sensu. Że dziś nad ranem umarła część jej- Dusza.

Spakowała cztery lata życia w jedną podróżną walizkę... I uciekła...

Papużka unaware
 5 marca 2017 roku, godz. 22:44

Nie pomyliłam się.. bardzo dobrze piszesz. Jest to coś. :)

anathematise Elena
 16 września 2012 roku, godz. 18:30

Zapowiada się bardzo ciekawie. I wzruszająco.
Czekam na dalszy ciąg.