19 maja 2020 roku, godz. 22:06 4,0°C 46

Wybór Zary

Wybór Zary
Blask świateł pałacyku Von Tis przedzierał się przez gąszcz liści i mącił jego smugi z mleczną mgłą, spowijającą rozległy park Von Tis. Ciepłe, wilgotne powietrze i ostatnie krople deszczu złociły się w blasku świateł pałacyku i wraz z radosnym świstem cykad tworzyły swoistą magię wieczoru 25 sierpnia 2018r. Nieliczni goście prowadzili ciche rozmowy na rozległym tarasie konsulatu. Z wewnątrz docierały dżwięki muzyki i gwar rozmów gości konsula. Ten wieczór miał dla Zary wielkie znaczenie gdyż mając zaledwie 28 lat była na szczycie wielkiej dyplomatycznej kariery. Był to ważny dzień. Tuż przed południem tego dnia Zara podpisała dokumenty rozwodowe z Markiem. Nie miała zbyt wiele czasu na przeżywanie tej sytuacji gdyż, tego również dnia otrzymała nominację na stanowisko Atache kulturalnego w Księstwie Monako. Zatopiona we własne myśli mechanicznie starała się ukryć przeżycia dzisiejszego poranka. Prowadziła kurtuazyjne rozmowy z każdym w zasadzie z gości bankietu u konsula. Starała się ukryć swój żal. Jej kariera nabierała tempa. Była doskonała, doceniona i ten dzień był wspaniałym podsumowaniem jej czteroletniej zaledwie kariery. Czuła sie jak gwiazda, na zewnątrz promieniała radością i posyłała wszystkim życzliwe uśmiechy.
Kwartet muzyczny w głębi salonu grał właśnie Ballade pour Adeline, gdy usłyszała dobiegający z wnętrza jej purpurowej kopertówki dźwięk telefonu. Śięgnęła do środka, ale nie zdążyłą odebrać połączenia, zajęta rozmową z kimś, z korpusu dyplomatycznego Węgier, kogo nie znała nawet z nazwiska. Schowała więc telefon do torebki. Po chwili znowu dwa krótkie dźwięki i cisza. Pomyślała to zapewne nic ważnego i sięgnełą po koktajl malinowy. Wypiła kilka łyków. Jego smak wywołał kolejny obraz w jej wyobraźni. Iwo!-Jej trzyletni syn. Zobaczyła wpatrzone w nią czarne oczy, małą pyzatą twarz..., a ten widok przywołał kolejny -Marek! - jej były już od 11.40 dnia dzisiejszego mąż. Marek tuż po rozwodzie, rejsem norweskich lini lotniczych poleciał do Maroko leczyć swoją traumę porozstaniową u stóp Kilimandżaro. Sytuacja rodzinna Zary tym samym stała się trudna. Nie chciała rezygnować z kariery i liczyła, że Marek zajmie się Ivem, kiedy ona wyjedzie do Monako. Chciała ustalić z nim warunki opieki nad synem.
Zara tego wieczoru wyglądała promiennie. Mała czarna sukienka koktajlowa i naszyjnik z pereł doskonale komponowały się z jej grecką urodą. Zbliżała się północ. Goście powoli zaczęli opuszczać przyjęcie w konsulacie pałacyku Von Tis. Żegnając się, dyplomatycznie wymieniali uprzejmości. Także ona podeszła do konsula i podając mu rękę powiedziała:
- Panie konsulu, pozwoli Pan że, się pożegnam.
- Będzie Pani doskonale dbać o interesy naszej kultury w Monako, powiedział ściskając dłuższy czas jej rękę.
- Chciałabym zając się przygotowaniami do wyjazdu. Sprawy organizacyjne potrwają kilka tygodni. Poza tym mój syn...
- Ach tak, rozumiem że, wyjeżdża Pani wraz z rodziną. Zakłopotana Zara nie chciała odsłaniać bolącej prawdy przed obcym człowiekiem. Nie chciała się przyznać do porażki jaką z pewnością był rozpad jej rodziny. Przyjęcie dobiegło końca, sala opustoszała. Zara zarzuciła na ramiona cienki kaszmirowy płaszcz koloru, który przypominał piaski kreteńskiej plaży. Szła wolno w stronę parkingu przy bulwarze przemierzając park otaczający pałacyk Von Tis. Pozwoliła sobie na luz. Uwolniła się myślami od minionychy przed chwilą zdarzeń i ludzi a powróciła do stanu umysłu, tej Zary, dziewczyny z Krety, która właśnie została samotną matką. Myślała o Ivo i o Marku. Planowała w myślach ich przyszłość na najbliższe 4 lata. Kusiła ją zemsta. Nie chciała dopuścić, aby jej były mąż z łatwością i radością tworzył swoje nowe życie. Postanowiła żę, Ivo zostanie z Markiem w kraju. Nie! mówiła sobie w duszy. Za żadną cenę nie zrezygnuję z kariery. Potrzebowała rekompensaty za odejście Marka. Stanowisko Atache wydawało jej się darem niebios w tej trudnej sytuacji. Nagle deszcz ponownie zaczął sie nasilać. Zara przyspieszyła kroku, gdyż wraz z nagłą ulewą zaczął wzmagać się wiatr, który smagał strugami deszczu płaszcz i twarz Zary, szarpał włosy a te przyklejały się do jej szyi i twarzy niczym sitowie. Zara biegła w stronę swojego Vana, od którego dzieliło ją zaledwie może 30 metrów. Dobiegła w końcu do swojego auta. Wsiadła i rzuciwszy płaszcz i torebkę na siedzenie pasażera ruszyła wolno w stronę domu w Damos, lewą dłonią przecierając mokrą twarz. Zastanawiała się, czy wykonać telefon do Ireny, opiekunki jej syna, ale telefon właśnie zadzwonił.
- Pani Zaro! usłyszała śpiewny głos Ireny
- Dobry wieczór, za chwilę będę w domu.
- Doskonale, ponieważ Ivo płacze, gorączkuje i ma jakąś wysypkę na twarzy. A druga rzecz to to Pani Zaro, że dzwonił ktoś i mówił w obcym języku, chyba po angielsku. Nie rozumiałam co mówił, ale domyślam się tylko że, chodzi o Pana Marka.
Słowa Ireny zaniepokoiły Zarę - Najdłużej za pół godziny będę w domu. - Odparła i odłożyła telefon.
Burza szalała za oknem samochodu. Silny wiatr urywał drobne gałązki drzew i miotał nimi w powietrzu, na jezdni, uderzał o szyby samochodu Zary. Jechała wolno, choć chciałaby przycisnąć pedał gazu, przyśpieszyć. Kakejdoskop myśli, uczuć, przewidywań, lęków przemykał w głowie i duszy młodej kobiety. Wycieraczki z cichym piskiem przesuwaly tumany deszczu. Zara starala się planować swoją przyszłość nimo wszystko, zastanawiala się, czy Marek zaopiekuje się ich synem w należyty sposób i czy w ogóle zgodzi się na takie rozwiązanie? W malutkich migawkach radosnych myśli widziała siebie już w Monako, miala zarys zadań, jakie sobie ambitnie wyznaczyła. Cel jest w zasadzie osiągnięty, tylko trzeba go wykonać- myślala. Obraz kolejnego sukcesu mąciła jej tylko sytuacja rodzinna. Wiedziała przecież, że droga jej kariery i droga jej rodziny, a nawet więcej, jej jako matki to są dwie różne drogi, których nie da się połączyć. Marek nie zawiedzie przecież syna, nie zaszkodzi jej w karierze! Nie może!
Ulewa cichła powoli, kiedy tuż po 1-ej po północy dojechała do swojej willi w Damos. Szybkim krokiem przeszla dziedziniec, niosąc w ręku swój elegancki i przemczony do suchej nitki płaszczyk od Diora. Weszła do domu i z przerażeniem patrzyla na kamienną twarz kobiety. Irena, stała na środku salonu tuląc do siebie małego Iwo, który zmęczony placzem i tęsknotą za rodzicami zasnął na rękach niani . Do tego wysypka i 39 stopni gorączki.
- Pogotowie! Pani Ireno, wezwijmy pogotowie, to pewnie ospa ! Iwo! synku- wolała Zara.
Widok syna z wypiekami na twarzy i purpurową wysypką złamał jej serce. Teraz czuła tylko żal i rozpacz. Wyjęła delikatnie z ramion niani swoje dziecko. Jego bezwiedne ciało prawie zawisło na ramieniu matki, gdy jedną ręką wybierała numer pogotowia ratunkowego.
- Marek mimo wszystko powinien w takiej sytuacji być z nami powiedziała Zara. Iwo potrzebuje go w tej chwili tak samo mocno jak mnie, a wkrótce przecież zostaną tylko obaj. Dlaczego nie ma go z nami! Krzyczała wręcz.
- Właśnie - zaczęła niepewnie niania - musi Pani wiedzieć, że Marek niestety nie przyjedzie tak prędko, bo właśnie tuż przed Pani powrotem ponownie zadzwonił telefon. Przekazano nam smutną informację, ...
Zara ułożyła synka na kanapie w salonie i ponownie starała się zmierzyć tempereturę. Ten dzień skończył się już, czyżby kolejny miałby być podobny? Myślała.
- O czym ty mówisz? przerwala wypowiedź niani; Co się stało? Mów szybko!
- Bo włąsnie Pani mąż tuż po wylądowaniu w Marakeszu wypożyczył samochód i miał wypadek. Żyje... , ale jest nieprzytomny i niewiadomo kiedy wróci . Tak powiadomiła nas, tzn. panią ambasada w Marakeszu . Chyba musi pani.... ,
-Nic nie muszę! odkrzyknęła załamana i zrozpaczona Zara. Gdzie to pogotowie? Dlaczego ich nie ma tak długo!?
Atache kulturalny, samotna matka, 27- letnia kobieta siedziała blada w salonie swojej willi w Damos z rozplywającym się makijażem i w zniszczonej fryzurze. Były to najdłuższe chwile w jej dotychczasowym życiu. Wszystkie zdarzenia, ludzie i myśli przebiegły błyskawicznie przez jej głowę. Była gotowa do drogi."Gdzie jest paszport Iva?"- zastanawiała się, gdy na dziedziniec wjechał ambulans pogotowia.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Alice Veronca, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.