27 listopada 2019 roku, godz. 15:04

EMIGRACYJNE PRZYJĘCIE NA TRZYNAŚCIE OSÓB PLUS SIEDEM CZ. 2

W pewnym momencie po kilku mocnych drinkach do dyskusji włączył się dwudziestopięciolatek - emigrant ze wsi gdzieś pod Beskidami.
- Bo jest konflikt między wsią, a miastem, słowo przeciw słowu. Mówią, że w mieście jest lepiej i są mądrzejsi, a to nieprawda, nie! We wsi ludzie wiedzą i robią swoje i wychodzą na ludzi. Mój brat uczciwie wybudował dom, to znaczy z uczciwej pracy i jeszcze ma kilka samochodów. Naprawdę na wsi żyje się lepiej i spokojniej, i ludzie głupi nie są. Choć my na wsi nie mamy takich samych możliwości jak ci z miasta.

Wtedy odpowiedział mu stanowczo dwudziestotrzyletni informatyk. Powiedział mu, że każdy i wszędzie może się uczyć i nauką i pracą osiągnąć wiele w życiu, czego on i jego partnerka są dowodem. Są młodzi i wiedzą, że tylko będą się wznosić na kolejne wyżyny. Nikt nikomu się nie bronił uczyć i zarabiać stukając palcami w klawiaturę, ale wcześniej myśląc głową.

Ruszyło to młodego emigranta ze wsi i całą robotniczą emigrancką brać. Emeryt liczył, że zaraz będzie co najmniej przewrócony stół, ale stało się inaczej. Robotnik emigracyjny stwierdził tylko - i tak jest, słowo przeciw słowu, wieś mówi swoje, a miasto mówi jak Ty. To wszystko przez system i czynnik ludzki. System dzieli.

I wywiązała się dalsza dyskusja. Wiejscy robotnicy emigracyjni bronili się, że to nie jest tak do końca jak mówi informatyk, że nie każdy się chce uczyć, ale każdemu należy się godna zapłata, że w sumie dobrze, ze jest demokracja, bo ona daje możliwość wyboru, czyli emigracji. Na co zareagował półwieczny emeryt z kolei mówiąc, że on jednak podziwia ich za ślepą wiarę w bóstwo demokracji i, ze on jednak woli umiarkowany dyktat, taak jak było za PRL, czy teraz jest za Putina w Rosji, bo ludzie wiedzą, że mają pracować, umiarkowanie zarabiać i spokojnie żyć, a nie twierdzić, że nie podoba im się płacenie podatków.

Szwagier wnuka prababci i kuzyn oraz zięć prababci zbliżyli się do siebie i rozmawiali o historii dwudziestego wieku. Zastanawiali się czemu alianci bombardowali Kęty, Andrychów czy Oświęcim, to znaczy fabryki, a nie zbombardowali komór gazowych i krematorium w KL Auschwitz? Rzeczywiście dobre pytanie, a odpowiedź była prosta z punktu widzenia emeryta - bo zawsze byli i są wrogami i zdrajcami Polaków. Ale nie wychylał się do dyskusji. Milczał i bawił się obserwacją i słuchaniem.

A tak tak. W opowiadaniu pojawiła się nam nowa postać. Tak oczywiście. Dwudziestotrzyletni informatyk z byłego miasta wojewódzkiego. Siedział przed szwagrem wnuka prababci, a za półwiecznym emerytem. Był narzeczonym siedzącej przy półwiecznym emerycie córki emeryta żony, która gospodarzyła tegoż dnia z jej siostrą żoną wnuczka prababci. Córka emeryta żony uciekła z zapyziałej choć gminnej podbeskidzkiej wsi, bo była wykształcona, mądra, miała aspirację, czyli też jest informatyczką. Z informatykiem rówieśnikiem spotkali się w mieście eks wojewódzkim do którego uciekła i z nim postanowili przenieść się do byłej stolicy Polski, gdzie mieszkają ludzie im myśleniem i postawą życiową odpowiadający, ale w sumie jeszcze też chcą emigrować ze względów politycznych, bo nie chcą żyć w kraju, w którym połowa populacji głosuje na partię prezesa. Jest dla nich też nie do pomyślenia, że podatki mają płacić na cele socjalne jak 500 plus, czy trzynastą pensję półwiecznego emeryta. Każdy ma dbać o siebie, a nie żyć z zasiłków według nich. Prezes i socjal oraz socjalobiorcy to patologia. Dlatego może Dublin, może Reykjawik, może Nowy Jork, ale nie Polska.

Tymczasem w domu momentami było tak jak gdyby stado Indian atakowało dyliżans, w który jedzie John Wyane. To dzieci kuzyna wnuka prababci i jego siostry smakowały bezstresowe wychowanie. Polegało to na tym, że okładały się pięściami po policzkach, uderzały lalkami Barbie po głowach, skakały po ławie czy też wchodziły na kanapę za schodek mając głowę któregoś z nich, a szczęśliwe mamusie w tym czasie filmowały ich radość z życia, po czym zaraz umieszczały filmiki na portalach społecznościowych. Nie znają pojęcia wychowania własnych dzieci, ale za to są ogromnymi obrończyniami praw zwierząt na co dzień i kiedy mogą uczestniczą w lokalnych paradach równości, a zwłaszcza latają do Polski na takowe i nie mogą się doczekać kiedyż wreszcie homoseksualiści wszelkiej maści w Polsce będą mogli zawierać związki małżeńskie oraz adoptować dzieci, zatem kiedy wreszcie Polska dołączy do grona krajów cywilizowanych.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.