19 maja 2020 roku, godz. 8:15 40

KOBIETA MIŁOŚCI cz. 3

Tworząc kolejne misterne zdania, przy tym logiczne i do bólu merytoryczne, dobrnęła do godziny piętnastej, czyli do momentu w którym normalnie kończy swoje urzędowanie, ale dzisiaj jej czas pracy wynosił dziesięć godzin. Dwie godziny dodatkowe raz w tygodniu dla ewentualnych różnych ludzi, którzy tak jak ona pracują od siódmej do piętnastej. Przerwała pisanie i twórcze urzędnicze myślenie. Poszła do łazienki. Wysikała się,umyła ręce, przemyła twarz, nabrała wody do czajnika, wreszcie z pietyzmem i namaszczeniem umyła golden deliciousa oraz kaki. Wróciła spokojnie nie niepokojona przez nikogo do korytarzem do miejsca pracy. Włożyła do kubka herbatę i włączyła czajnik. Podeszła do okna. Było prawie ciemno. Na polu szalało coś w rodzaju śnieżycy wzmaganej porywami wściekłego wiatru. Było słychać głośne świszczenie i trzask łamanych gałązek. Gałęzie lip tańczyły w ramionach obłędu wiatru. Gałązki lip znowu uderzały o dachy garaży, budynków lub samochodów. Skutek toten tanz z wiatrem. A ją ten widok cieszył. Piękny dzień. Cudna zmienna aura.

Czajnik zagrał. Odwróciła się i nalała wrzącej wody na woreczek z herbatą będący na dnie kubka. Herbata była czarna. Odłożyła czajnik, wzięła jabłko, odgryzła pierwszy kęs i delektowała się rewelacyjnym słodkim, soczystym smakiem. Powoli rozdrabniała zębami kawałek jabłka w ustach i starała się, aby przez jej kubki smakowe przeszedł każdy moment słodyczy zawartej w miąższu i soku. Jadła i patrzyła przez okno za okno w burzę śnieżną. Tam daleko za tą burzą ponownie tworzyła się jasność. Liczyła, że za 20 minut kolejny raz wróci słoneczna pogoda i pocieszycielska jasność. Syciła duszę i ciało oraz regenerowała rozum słodkim smakiem słodkiego soczystego owocu. Coraz bardziej zagłębiała się oczami we wnętrze burzy i widziała coraz dokładniej jej poszczególne elementy. Dostrzegała te tam za oknem dziejące się wewnątrz żywiołu mikroświaty. Tymczasem jednak drzwi otwarły się i weszła Jewdokia Kiryłowa. Ona wolno odwracała się od boskiego widowiska, a Jewdokia już do niej mówiła.
- Mogłabyś ogarnąć to sprawozdanie, bo my już drugi tydzień próbujemy i nic nam z tego próbowania nie wychodzi, wciąż wyniki się nie zgadzają.
- Nie mogę i nie chcę. Mówiłam wam tydzień temu, że przyjęłyście zły wzór sprawozdania, a w dodatku dane, które wprowadziłyście są nieprawdziwe dla tego modelu. Pomijacie istotne fakty i kopiecie się w bagno. Efektem tego w przyszłości spotkacie się jeszcze z większymi problemami. Może nawet jak Natalia dostaniecie zaproszenie do spowiedzi w biurze antykorupcyjnym.

Po czym zrobiła łyk gorącej herbaty i wchłaniała w siebie jej ożywczy smak i aromat. Uwielbiała herbatę. A Jewdokia w tym czasie naskakiwała na nią słowną niepohamowaną emocjonalną aagresją.
- Ty zawsze jesteś problematyczna i ziejesz pesymizmem!

Postawiła kubek i ruszała dłonią, w której trzymała żółto-zelone jabłko. Natychmiast zebrała myśli i wyartykułowała je w odpowiedzi. Spokojnej, znudzonej, flegmatycznej jaką jest pewność wynikająca z doświadczenia i życia w zgodzie ze sobą i zasadami.
- Mylisz się. Mam kręgosłup. To co nazywasz pesymizmem, to jest realizm życia, zawodowe doświadczenie. Czasem bolesne są, jak teraz w tej chwili, ale w sumie sumienie mam bardzo spokojne. Śpię nie śniąc koszmarów. Nie budzi mnie lęk. Nie zasypiam z poczuciem winy. Lubię siebie, gdy rano przed lustrem stawiam kreski pod oczami i prostuje włosy. Tak. Prostuję w sobie tylko włosy. Nie naginam ich i swojego rozumowania. Nie brzydzi mnie mój widok z zewnątrz i od wewnątrz.
- To co mam robić?!
W tym momencie drzwi otwarły się i wszedł pan dyrektor.
- Tu pani jest pani Jewdokio!
- Tak panie dyrektorze.
- Dzwoniła do mnie pani dyrektor z regionu i przekazała mi informację, że faktycznie panie przyjęłyście zły sposób tworzenia sprawozdania. Zacznijcie po prostu dostosowywać się do modelu, który przyjęło i jest na stronach biuletynu ministerstwa. Wprowadzajcie wreszcie rzeczywiste dane pani Jewdokio. Nikt wam teraz za prawdę nic nie zrobi. Obiecuję. Pora wrócić do rzeczywistych danych,a nie kreowania ich do życzeń przełożonych i ich dziwnych powiązań z różnymi ludźmi. Będzie trzęsienie ziemi, to będzie. Za bardzo mnie to nie obrusza. Po trzęsieniach ziemi najczęściej się buduje od początku. Jestem więc za zawaleniem się tego i tak już rumowiska. Spróbujmy to zacząć od zera. Uczciwie. Wie pani, że jest takie słowo i tak się postępuje w codziennym życiu i pracy?
- Wiem! - powiedział zdruzgotana, patrząc w posadzkę i naprawdę się trzęsąc.
- Cieszę się. To do dzieła. W takim razie wierzę, że sprawozdanie do podpisania będę miał na biurku w piątek.
- Tak, bierzemy się do pracy - mówiła drżącym głosem i oczy jej się już naprawdę szkliły.
Wyszła.
- A pani przyniosłem podpisaną decyzję. Dziękuję!
Po czym wyszedł z jej gabinetu. Wzięła decyzję, którą pisała kilka szycht. Jedną z najtrudniejszych w jej życiu. Na kartce była nalepiona żółta karteczka. Wzięła okulary i przeczytała napisaną na niej wiadomość - Doskonałe uzasadnienie decyzji. Dziękuję!

koniec części trzeciej

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.