18 marca 2012 roku, godz. 1:51 5,7°C 3

Renegatka

Ten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym, było tylko może trochę chłodniej niż zwykle o tej porze roku. Mimo to tłumy ludzi wyszły na największy z miejskich deptaków, by zrelaksować się, spotkać ze znajomymi, lub po prostu obejrzeć najnowsze ozdoby sklepowych wystaw. Gwar, ruch, pęd i wirujące kolory mieszały się ze sobą, a ludzie szli, szli i szli we wszystkich kierunkach.
Jednakże nie każdy gnał przed siebie w swoich sprawach – uważny obserwator mógłby dostrzec na tym obrazku jeden, jedyny statyczny element. Przed małym sklepikiem z tanią biżuterią siedział na ławeczce pewien młody człowiek. Nie wyróżniał się niczym od sobie podobnych, równych mu wiekiem wyrostków, którzy nie wydorośleli jeszcze, ale też nie byli już tacy zupełnie zdziecinniali. Proste, długie włosy barwy kasztanów niósł związane w węzeł, który swobodnie zwieszał mu się na plecy, wzdłuż linii kręgosłupa. Odziany był w skórzaną, lekką kurtkę, powycierane i noszące liczne, wielobarwne łaty jeansy, oraz czarne, skórzane oficerki. Można by rzec – typowy przedstawiciel swego pokolenia, lub przynajmniej jakiejś subkultury. Jednak tego konkretnego młodziana spośród miliona innych wyróżniała jedna, konkretna cecha – kunsztownie wykonany pierścień, który nosił na lewym palcu serdecznym i choćby po sposobie, w jaki mimowolnie pocierał palcami swoją ozdobę, poznać można by, że nie jest to zwykła, tania błyskotka, a raczej przedmiot, który ma dla posiadacza wielką wartość.
Chłopak przeciągnął się, odetchnął głębiej i rozejrzał się, najpierw w lewo, potem w prawo, a następnie na odwrót, by powrócić zaraz do przerwanej obserwacji witryny sklepowej przed nim. Pośród umieszczonych za szybą półek wypełnionych wisiorkami, bransoletkami i innymi świecidełkami miernej wartości przechadzało się młode dziewczę, okiem znawcy przyglądające się całemu wystawionemu asortymentowi sklepiku. Jej gładka, piękna twarz drgała niebezpiecznie, zdradzając, że pod maską obojętności i uśmiechu kryje w sobie wielkie pokłady złości. Co jakiś czas zerkała ukradkiem przez okno, by sprawdzić, czy rozparty nonszalancko na ławeczce mężczyzna nie odszedł przypadkiem. On jednak, wciąż uparcie nie zmieniał pozycji, ani zajęcia.
Zniecierpliwiona dziewczyna odłożyła na półki cały sklepowy towar, który miała akurat w dłoniach, po czym, ewidentnie wzburzona, wyszła ze sklepu sprężystym krokiem. Widząc ją w drzwiach, młodzieniec podniósł się z ławki i poprawił kurtkę. Słońce, jakby na umówiony sygnał zalśniło promieniami na jej sięgających ramion prostych włosach i na błękitnym kamieniu, stanowiącym oczko jego pierścienia.
Dziewczyna przyjęła surową, marsową minę i posłała chłopakowi nienawistne spojrzenie, po czym drobnym gestem wskazała mu jedną z bocznych, pustych o tej porze uliczek odchodzących od deptaka. Ruszyła spiesznie w tamtą stronę, jej prześladowca po krótkiej chwili oczekiwania podążył za nią. Gdy stanęli wreszcie naprzeciw siebie, sytuacja od razu wyklarowała się, pozwalając obiektywnie ocenić, które z nich panuje niepodzielnie nad zaistniałą sytuacją. Oddech chłopaka był spokojny i wyrównany. Szare, śmiejące się oczy dokładnie lustrowały śliczną twarz dziewczyny, ręce schował do kieszeni kurtki, dając tym samym wyraz lekceważenia jakichkolwiek potencjalnych niebezpieczeństw. Jej tętno było szybkie, gniewne i nieregularne. Źrenice pulsowały rozdrażnieniem, a zadarty lekko nosek marszczył się, gdy patrzyła w twarz młodzieńca. Przez postronnych mogliby zostać wzięci za dwoje skłóconych kochanków, szukających w tym opustoszałym zaułku chwili intymności, by wylać żale i troski z przepastnej czary goryczy.
Przez kilka minut jeszcze każde z nich wypróbowywało cierpliwość drugiego, w końcu jednak chłopakowi sprzykrzyło się jałowe milczenie.
- Dobrze widzieć cię w zdrowiu i ogólnym powodzeniu życiowym, Rerio...- Rzekł, a echa jego głosu utonęły w gwarze przetaczających się deptakiem tłumów.
- Chyba kpisz sobie ze mnie, Mikołaju!- Warknęła gniewnie blondynka.- I, jeśli łaska, nie używaj więcej wobec mnie mojego prawdziwego imienia. W tym świecie nazywam się Aniela.
- Ach, jakże trafnie dobrane, zważywszy na twoje pochodzenie i rodowód, moja droga.- Uśmiechnął się Mikołaj.- Czy miejscowi ludzie zachowują jednaki humor przy nadawaniu imion innym aniołom zbiegłym z Paradiso?
- Nie naigrawaj się ze mnie!- Fuknęła gniewnie.- Nie wiedziałam, że takie zachowanie przystoi mistrzom-Strażnikom!
- Dobrze.- Skinął głową Mikołaj i uniósł nieznacznie ręce w geście prośby o rozejm.- Jednak doskonale zdajesz sobie sprawę, że jeśli gdziekolwiek słowo Strażnika nic nie znaczy, to właśnie tutaj. Chyba tylko dlatego mistrz Teofil nie nakazał jeszcze ujęcia cię i odprowadzenia do Pałacu Jasności.
- I tak bym się nie poddała...
- ...co w praktyce odróżnia ciebie, od twoich pobratymców.- Wpadł jej w słowo Mikołaj.
- Ty nie rozumiesz jak to jest!- Krzyknęła Aniela. Jej głos zlał się z gwarem ulicy.- Codziennie żyć jak mniszka, wstawać, jeść, pracować i spać na komendę starszych. Oglądaliśmy niespotykane rzeczy, cuda stworzenia, o których nawet wy, Strażnicy, możecie tylko śnić, ale to było puste. Nie dany był nam zachwyt, nie dana kontemplacja. Ruszaliśmy na krańce Światów tylko po to, by pracować. By służyć jako ogrodnicy, architekci i robotnicy. Nie mogłam żyć tak dłużej...-
Z jej jasnych oczu pociekły po policzkach lśniące łzy. Widać było, że ten wybuch kosztował ją wiele emocji. Mikołaj skrzyżował ręce na piersi i patrzył na nią uważnie skoncentrowanym wzrokiem.
- Musiałam stamtąd uciec.- Podjęła dziewczyna.- Zabrałam noże Gabrieli i po prostu... po prostu... Odeszłam. Już nigdy tam nie wrócę!- Wykrzyknęła na koniec.
- Ależ nikt cię do powrotu nie namawia.- Odparł Mikołaj uśmiechając się dobrodusznie i uspokajająco. Uznał, że nadszedł najwyższy czas, by wyjawić dziewczynie prawdziwy cel jego przybycia.- Mój mistrz uznał po prostu, że powinniśmy sprawdzić jak sobie radzisz poza Paradiso.
- Ach tak... mistrz...- Mruknęła anielica kpiąco.
- Tak.- Skinął głową chłopak.- Wierz, lub nie, ale pośród nas więzi nauczyciel-uczeń są niezmiennie bardzo silne.
- Zdaję sobie z tego sprawę, a poza tym... Zresztą, nieważne. Kiedy odejdziesz, pozdrów ode mnie tego starego drania.- Reria uśmiechnęła się, pierwszy raz dzisiaj, jednak zdaje się, że bardziej do swoich wspomnień, niż do Mikołaja. Jego dawny mistrz musiał cieszyć się u anielicy dalece większymi względami.
Młodzieniec skinął głową, a następnie delikatnie ukłonił się dziewczynie, by po chwili odwrócić się i zniknąć w tłumie. Aniela została sama w chłodnym cieniu bocznego, ludzkiego zaułka, w który leniwie wlewał się gwar rozmów wesołych, ludzkich przechodniów. Pierwszy raz od jakże wielu lat zatęskniła za białymi murami Pałacu Jasności, za nieprzebraną rzeszą mniejszych aniołów, za jej braćmi i siostrami, za starszymi aniołami, archaniołami, cherubinami, serafinami… Prawie zapomniała już jak to jest grzać się w kojących promieniach gorącego, jakże bliskiego słońca w Ogrodzie Życia.
Jednak po chwili krótkiej jak myśl uczucia te zniknęły, ciężar grzechów ponownie dał o sobie znać w młodym anielskim sumieniu Rerii, a ona sama opuściła zaciszną uliczkę. Ruszyła przed siebie, by przeżyć kolejny wyrwany z kontekstu dzień jako uciekinierka. Anielica-renegatka.

Lacrimas M.
 18 marca 2012 roku, godz. 14:17

Bardzo dobrze napisane, nie ma się do czego przyczepić.
Jeśli zaś chodzi o samą treść - hmm... mam mieszane odczucia. Głównie z racji tego, iż nie jestem zwolennikiem koncepcji stawiającej Boga w centrum wszechświata. Prawda jest taka, że to ludzka wyobraźnia nadała mu właśnie takie koordynaty. Dlaczego sprowadzamy wszystko do sztampowego myślenia :
Jest sobie wszechświat, miliardy galaktyk, a w ich centrum znajduje się siedziba Boga. Wielkiego zegarmistrza, który za pomocą swoich aniołów sprawuje absolutną [...]

Shadow_lady E***
 18 marca 2012 roku, godz. 10:33

Świetne;-)