25 stycznia 2012 roku, godz. 16:26 7,1°C

~bez tytułu~

Tego dnia było ciepło. Chociaż dzisiaj wydaje mi się, że był to środek zimy. Siedziałam na ławce bawiąc się zerwanym kwiatkiem, gdy podszedłeś i uśmiechnąłeś się do mnie. Romar było ciche i spokojnie. Nawet najmniejszy podmuch wiatru nie kołysał liśćmi. Wietrzna Pani tego dnia była chyba bardzo leniwa? Uśmiechnęłam się do Ciebie nieśmiało, bo tylko na tyle zdobyłam się w geście powitania. Ja - jeszcze nic nieznacząca istota, która szukała określenia, a Ty? Dumny Książę kociego miasta. Dlaczego zwróciłeś na mnie uwagę? Dlaczego usiadłeś na mojej ławce? Wokół było przecież milion innych istnień.

Siedzieliśmy na miękkiej klanowej kanapie i rozmawialiśmy. Ile to już minęło czasu od naszego pierwszego spotkania? Śmiałam się z Twoich żartów patrząc w ten nieodgadniony kolor Twoich oczu. Już się zaklimatyzowałam. Odzywałam się coraz częściej, poznałam innych. Ogień w kominku trzaskał wesoło. Wyciągnęłam zmarznięte dłonie ku płomieniom. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będziesz mi mówił Ogniku. Za oknem deszcz nieprzerwanie cerował niebo z ziemią.

WEST stało się moim drugim domem. Nie widzieliśmy się już tak często jak dotychczas. Miałeś na głowie swoje problemy, zadania do wykonania. Miałeś swoje marzenia i plany na przyszłość. Wprowadziłeś mnie w ten świat, a ja gotowa byłam dziękować Ci codziennie, tylko za to, że jesteś. W końcu stałam się samodzielna. Już nie musiałeś trzymać mnie za rękę. Potrafiłam sama stawiać mocne kroki w przyszłość.

Ta wiadomość spadła na mnie jak deszcz z pochmurnego nieba. Moje życie przecięła błyskawica smutku i podarła tak idealnie złożony świat. Dlaczego nie zauważyłam, że coś jest nie tak? Dlaczego wtedy nie zapytałam, jak mogę Ci pomóc? Odszedłeś. A z Tobą znikła iskra radości w moich malachitowych oczach. Nawet ta ich zieleń stała się jakaś nieznośna. Niebo tamtego dnia obsypane było smutkiem. Pisałam do Ciebie miliony listów, które zawsze, po postawieniu ostatniej kropki spoczywały na dnie szuflady przewiązane cienkim sznureczkiem. To był mały cmentarz moich wspomnień.

"(...) odkąd Cię nie ma, nawet wspólne melodie brzmią jakoś inaczej... Trochę obco, trochę znajomo. Jakby szukały zagubionego właściciela, by zagrać mu ten ostatni raz (...)"*

Siadałam w Twoim fotelu starając się przypomnieć sobie Twój głos, Twój śmiech. Z każdym dniem było coraz trudniej. Klan umarł razem z Twoim odejściem. Zupełnie jak ja.
Nie ruszałam się z miejsca, ale trwałam tam jak ten mały posążek na swoim - na Twoim – piedestale, obrastając w kurz i tracąc wspomnienia.

Obracałam w dłoniach mały, żywy płomyk, gdy podszedł i uśmiechnął się do mnie. Za oknem, z drzew spadały liście. Jesienna Panienka nie próżnowała. Uśmiechnęłam się do niego smutno, a on odpowiedział mi bajką. Dzięki niemu WEST wracało do życia. I ja także. Nauczyłam się śmiać, nauczyłam się oddychać. Nauczyłam się żyć - na nowo. Mimo wszystko Ty nadal byłeś w moim sercu.

Niewiele dni później znudzona przewracałam strony jakiejś książki przytaszczonej tu z biblioteki, którą udało się nam odkryć. Zasuwa w drzwiach zaskrzypiała cicho. Po przesunięciu sekretnych lewarków i wciśnięciu odpowiedniej kombinacji znaków na zamku, drzwi Przymierza uchyliły się lekko.
To byłeś Ty! Ze łzami w oczach patrzyłam na Twoje, tak dobrze znane mi ruchy. Zmieniłeś się, ale nadal byłeś moim Hordem. Moja radość nie miała granic.

Kolejne chwile różniły się od siebie nieopowiedziane. Wielkie zgubiska, małe tęsknoty. Śmiech i płacz. Kłótnie i powroty. Ale o tym wiesz. Byłeś tam.

Dzisiaj stoję i patrzę przez to samo, co zawsze, wysłużone okno i widzę jak Pani Zima nakrywa śnieżną kołdrą dachy ukochanego mi miasta. Jesteś obok mnie. Siedzisz tam, przy kominku. Czasem jak dawniej przycupniesz w miękkim fotelu, a ja u Twoich stóp i opierając głowę na Twoich kolanach opowiem Ci, co u mnie.
Dzisiaj już żadne wspomnienie nie zamazuje się w mojej pamięci.
Dzisiaj jest inne, ale mogę stanąć przy Tobie i złapać Cię za dłoń.
Dzisiaj wiem, że nic nas nie pokona...

Przyjacielu.

*myśl autora: ~Czarne_Serce, z serwisu cytaty.info

Albert Jarus Albert
 26 stycznia 2012 roku, godz. 20:57

bardzo podoba mi sie ten spacer slow, wszystko tak naturalnie i ladnie

Sheldonia Laura
 25 stycznia 2012 roku, godz. 17:01

Takie nie w moim stylu, ale strasznie mnie urzekło. Pięknie napisane;)