8 września 2020 roku, godz. 9:18 10,3°C

WRZEŚNIOWY OGRÓD

Siedzimy w ogrodzie i pijemy kawę. Jestem przygwożdony wiadomością o śmierci Piotra. Przeważnie pierwszy lajkował dodawane przeze mnie zdjęcia na moim profilu. Był moim wiernym czytelnikiem i widzem, i oczywiście ja czytałem i oglądałem jego posty. Będzie mi go bardzo brakowało. Cześć jego pamięci.

Wrzesień. Pierwsza odsłona jesieni. Niby jest te 20 stopni w cieniu, ale dopiero, kiedy siądzie się w słońcu, to jest przyjemnie. W cieniu jest chłodno, a gdy zawieje wiatr, to robi się nieprzyjemnie. Siedzimy więc tutaj gdzie jest słońce i gdy ono świeci, to zdejmujemy bluzy, a gdy przysłoni je chmura, to z powrotem je zakładamy.

Na naszych oczach kosy buszują w aronii i w zasadzie wyjadają nam to, co ma być pysznym dżemem, który potem jest nieodzownym składnikiem twoich doskonały pierników. Wzięliśmy więc wiaderko i oberwaliśmy obydwa krzewy. Aronia była bardzo dojrzała i bardzo soczysta. Niektóre owoce przy poruszaniu gałęzi oblatywały w trawnik. W tym roku było mokro, więc owoce nie są suche, ale duże i bardzo okrągłe, no i tryskające sokiem.

Wygrzewamy się w popołudniowym wrześniowym słońcu. Jemy węgierki. Do węgierek zlatują się osy, ale z chęcią przysiadły by też na moich dłoniach, na których jest mnóstwo soku z aronii. Muszę iść je umyć, bo stają się agresywne. Osy przylatujące do kawy, owoców czy do innego pożywienia, to charakterystyczny obrazek dla września, jak babie lato osiadające na czole lub we włosach. Ciągle nas to spotyka, to smyranie latających pajęczyn.

A w ogrodzie dookoła nas też już zakotwiczyła flota jesiennej flory. Zakwitają pierwsze kwiaty Michałków i chryzantem. Rozkwitają kolejne barwy astrów i cynii. Cudnie wyglądają w blasku zachodzącego słońca kolejne kwitnące słoneczniki. Wciąż rozbłyskują ogniska kwiatów dalii. I po raz trzeci w tym roku zakwitają ubiegłoroczne lwie paszcze. Absolutnie nie kończą kwitnienia nemezje i dzień po dniu ukazują kolorowe koszyczki kwiatów. Wciąż kwitną floksy i na nowych wyższych piętrach zakwita malwa. Pojawiają się kwiaty jednorocznych rudbekii.

Na rabacie warzywnej dojrzewają kolejne pomidory. A pomiędzy nimi snują się liany wilców, nie wiadomo skąd tutaj przybyłych.

Monika M. M.
 9 września 2020 roku, godz. 12:54

Sentyment mnie zagarnął, bo już rok właśnie mija jak widziałam Beskidy...
Wszystkiego dobrego i bez chorowania już!:)

fyrfle Mirek
 9 września 2020 roku, godz. 12:38

Dziękuję za odzew. Z tego co wiem moje teksty nie ukazują się na ogólnej stronie Cytatów.Tym bardziej dziękuję, że kilka kilkanaście osób sięga specjalnie po mnie. Były wakacje,to mnie nie było, no i choroby. Na południu ciepło bardzo i słonecznie, więc jest radość.

Monika M. M.
 8 września 2020 roku, godz. 10:53

Chyba ściągnęłam Cię dzisiaj myślami, że dawno Cię nie było..., co tam na południu..., że już prawie "wjesień"...
:)