19 października 2020 roku, godz. 19:14 1,9°C

PAŹDZIERNIKOWY OGRÓD 3

PAŹDZIERNIKOWY OGRÓD 3

Październik w ogrodzie beskidzkim jest bardzo deszczowy, a zatem wszędzie dookoła domu jest bardzo grząsko, bardzo mokro i bardzo wilgotnie. Rozmięka gleba, a głowy słoneczników, rudbekii i aksamitek nabierają wody. Pod wpływem jej ciężaru aksamitki i rudbekie kładą się na błotnistej glebie, a słoneczniki upadają twarzami w kałuże, siejąc popłoch wśród szczygłów, sikorek, wróbli, które właśnie trwały wczepione w ich głowy i smacznie zajadały się oleistymi ziarnami. No i kotów, które kawałek od nich czyhały na jeden fałszywy ruch, chwilę gapiostwa, moment zachłyśnięcia się smakołykami. Taki słonecznik upada prawie z hukiem i rozbryzguje kałużę, a przerażone koty rozbiegają się w panicznym popłochu na drzewa i balkony. Widok komiczny i bardzo bardzo rozweselający. Potem wbijam dwa pale wokół systemu korzeniowego prawie trzymetrowej wysokości słonecznika. Powoli podnoszę go i pień mocuje sznurkami do pali. Przywracam go użyciu i ogrodowi. Jeszcze przecież kwitną boczne kwiaty na bocznych łodygach, więc jeszcze będą długo karmiły ptaki i nasze oczy. Potem zawiesimy na nich karmiki i płaty słoniny. Są miejsca, gdzie trzeba wziąć do rąk szpadel i uwolnić rośliny od wody, bo zwyczajnie by zgniły. Nawet borówki amerykańskie nie wytrzymają tych setek litrów wody i powoli zamierają, jak wcześniej umarły krzewy porzeczek i agrestu. Słabną rośliny fasoli i nie kwitną, a pąki nie przekształcają się w strąki, a strąki zaczynają gnić i pleśnieć. Tak samo dzieje się z obfitością owoców winogron. W wyniku zimna nie przebarwiły się w kolor różowy i granatowy. Pokrywa je pleśń i miąższ jest skrajnie kwaśny, więc w tym roku po prostu trzeba je spalić, chociaż jeszcze dopytam ludzi zorientowanych i może da się z nich zrobić jakieś skrajnie wytrawne wino.

Mimo trudnych warunków atmosferycznych, w przerwach między kolejnymi rekordowymi opadami, staramy się dbać o ogród i na przykład zbierać jakieś plony. Właśnie pozrywaliśmy jagody dyni ozdobnych i teraz cieszą nasze oczy cudnie zdobiąc stół w pokoju, wraz ze storczykami, wrzośćcami oraz bukietami w wazonach z rudbekii, słoneczników, dalii i żywotników. Jeszcze wciąż owocują i wymagają zbiorów truskawki, maliny, borówki i poziomki. Obficie plonują w tym roku szyszki świerków i jodeł. Wnętrza ich i nawet zewnętrza łusek pokrywają się żywicą. Górne partie drzew są nimi objuczone, że gałęzie ich opadają wzdłuż pni. Wkrótce zaczną się silne jesienne i zimowe porywy halnego i zaczną opadać na ziemię. A co można z nimi zrobić? Wysuszyć i naturalnie przyozdobione żywicami stają się pięknymi osobami choinkowymi, czy elementami stroików bożonarodzeniowych do naszych domów i na groby naszych bliskich. Można te szyszki wysuszyć i pomalować najprzeróżniejszymi błyszczącymi farbami. Wyschnięte szyszki, których łuski rozeszły się są przepięknymi ozdobnikami wszelkich pomieszczeń, w których pracują i mieszkają ludzie. Zbieramy z części warzywnej buraczki i kapustę. Buraczki gotujemy, trzemy, dodajemy cebulę i paprykę oraz przyprawy i wkładamy do słoików. Kapustę szatkujemy, dodajemy marchewkę, kminek, sól, ziele angielskie i liście laurowe i umieszczamy intensywnie ubijając w kamiennej beczce. Taki jest doroczny cykl życia ogrodu, którego elementami są ogrodnicy.

Powoli w październiku rozkwitły ostatnie słoneczniki i spokojnie dojrzewają mimo bardzo obfitych deszczów. Na szczęście przesuszane silnymi wiatrami nasiona dojrzewają i nabierają słodyczy, wielkości i wytwarzają olej. To powoduje, że stają się bardzo apetyczne, więc jesteśmy świadkami nalotów szczygłów, wróbli i sikorek. Pięknie pozują do zdjęć i filmów. Powoli czyszczą zawartość główek słoneczników. Część ziaren spada do gleby i wiosną przyszłego roku wzejdą ponownie dając piękne kwiaty na ogromnych wieloramiennych roślinach, a potem ponownie będą stołówkę dla cudnokolorowych skrzydłach braci naszych. Innymi stołówkami dla ptaków są gałęzie głogu i jarząbu pełne czerwonych smacznych słodkich nasion i wkrótce też nimi będą nasiona winobluszczy.

Przechadzamy się jak eteryczne wspomnienia motylich skrzydeł pomiędzy kroplami październikowych deszczy i zbieramy z kwiatów ich przyschnięte już nasiona jako materiał siewny na przyszły albo będą one ozdobą waszego domu przez całą zimę, jak to dzieje się w przypadku trwałego piękna i radości z kwiatów słomianek. Wciąż prawie codziennie wychodzimy do naszych roślin i zbieramy torebki nemezji, beczułki lwich paszczy, kwiaty cynii i astrów, mini tykwy śmierduchów, nerki nasturcji albo serca dzwonków. Ścinamy suche kwiatostany i segregujemy je. Chore idą na ognisko, a zdrowe rozdrabniamy i trafiają do kompostu. Powoli ogród czyścimy z szat lata. Nikną jeżówki, rudbekie, dzwonki, lwie paszcze, floksy, malwy, astry, cynie, osty, mieczyki i inne.

Ale teraz swój czas mają samosiejki. Gdzieś więc w donicach i skrzynkach, teraz właśnie intensywnie kwitną lobelie. Pod oknami, między pomidorami i jeszcze między aksamitki wkradły się sanwitalie i ozłacają glebę. Wszędzie rosną dziesiątki lwich paszczy i raz po raz zapalają przestrzeń którymś ze swoich bajkowych kolorów lub mieszaniną tej bajkowości. Jeszcze same ze siebie często i gęsto zaistniały bratki i smagliczki. Lubimy taki nieposkładany i samoistny ogród i wspieramy jego wolność. Tak budujemy swoje szczęście i poczucie, że nasz los jest tym losem, który Bóg chce żeby był. Jesteśmy tymi kim mamy być i jeszcze my to my dla siebie. Mamy więc do czynienia z cudem.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.