1 sierpnia 2021 roku, godz. 10:59 19,8°C

łączy nas wolność.

Miała 11 lat i wpiętą we włosy różową różyczkę. Siedząc rano w ogrodzie przed domem, mama uśmiechnęła się i wplotła jej pachnący kwiat we włosy. Dochodziła 16:00, wtorek, 1 sierpnia 1944 roku. Dowódca spojrzał na nią z góry, zadumał się na chwilę i orzekł: ''Twój tajny pseudonim to Różyczka, do Twoich obowiązków należało będzie opatrywanie rannych i pomoc w szpitalnych salach''. Stanęła na baczność i przytaknęła skinieniem głowy.

Godzina W. Cisza. Zaczyna się - myślała podekscytowana. Przecież wiedziała od starszych kolegów, że pogonią Niemców w dwa, góra trzy, dni. Miała na sobie kolorową sukienkę, przepaskę z czerwonym krzyżem na ramieniu. W torebce bandaże i opatrunki. Nawet nie zabrała ze sobą bielizny na zmianę. Mieszkała zaledwie kilka ulic stąd. Zawsze mogła pobiec do domu i się umyć, przebrać. Wkrótce usłyszała kilka strzałów. Rozległy się gdzieś w oddali. Jakieś krzyki. I cisza. Siedziały z koleżankami, Zosią, Alutką i Marysią na ławce pod ścianą. Serca ściśnięte w oczekiwaniu, podchodziły do gardła. Stopy niespokojnie podrygiwały. W milczeniu, spoglądały na wiszący na ścianie zegar i co kilka minut wyglądały przez uchylone lekko okno.

Przynieśli go na noszach, we trójkę. Ubrania całe mieli ubrudzone kurzem. Spojrzeli po sobie i bez słowa wyszli. Została sama w sali. Chłopak na noszach cicho pojękiwał, zaciskając dłonie w pięści. Zapach krwi unosił się w powietrzu. Kręciło jej się w głowie i przez chwilę gotowa była się rozpłakać, ale wtedy przypomniała sobie słowa powstańczej przysięgi, składanej przed dowódcą i oddziałem powstańców. Pomagać rannym, dzielnie służyć w imię wolnej Polski... Klęknęła przed rannym chłopakiem. Wiedziała, co robić. Szkoliła się przez kilka dni, bez ustanku, dzień w dzień, pod okiem prawdziwej szpitalnej pielęgniarki - siostry Zosi, która zgodziła się nauczyć dziewczynki, jak zakładać bandaż, jak sprawdzić, czy ranny oddycha kiedy jest nieprzytomny, jak opatrzeć ranę. Chłopak spojrzał na nią błagalnym wzrokiem, mocno zagryzając wargi. Musiała działać. Nożyczkami rozcięła nogawkę u spodni. Dłonie zalała krew. Przewiązała, zacisnęła, opatrzyła. Kropelki potu spłynęły po jej czole, kiedy już było po wszystkim. Dała radę! Uratowała życie! Ona, 11-letnia sanitariuszka Różyczka...

Recerz Max
 1 sierpnia 2021 roku, godz. 11:17

Dobrze napisane, aczkolwiek patetyczne, taki sezon.