3 sierpnia 2020 roku, godz. 20:34 8,0°C

tak, wiem... nigdy ci się nie przydarzyłam.

Minęło już tak dużo czasu, a ja wciąż stoję boso na skraju wspomnień. Na samą myśl znów czuję coś, czego nie potrafię nazwać i nawet nie chciałabym tego robić w obawie, że odebrałabym tym cały urok, pozostawiając tylko wspomnienie piękna. Wciąż pozostajesz nienazwaną chwilą, do której będę powracać po więcej, wciąż otrzymując to samo, myślą, że bliskość odziera z samotności, byśmy mogli na nowo, nadzy i drżący, zatopić się w pustce, w ciemnej przestrzeni, która wpełza pod stopy i ramiona, unosi ku górze i rzuca w nieznane, roznosząc na strzępy jaźń tak kruchą, którą nie tak dawno temu jeszcze nazywano zawieszone u sufitu oczy, spoglądające na szepty w głowie. Były jak wiatr, który zgubił drogę do domu albo jak pisklęta, które wypadły z gniazda. Nawoływały podmuchów matki, która przecież ucichła, pozwalając zaznać snu tafli jeziora. Wypłynęła na powierzchnię, nozdrzami wciągając pierwsze oddechy śmierci, przykucnęła na brzegu, dłonią lekko burząc cichą toń wody. Dziś powolnymi falami dopływa do mnie, niczym świadomość otwiera oczy, nie chcę już żyć, ani mieć, pragnę tylko pozostać tam, gdzie nienazwane jest poczęciem świata, a zwane jest jego upadkiem. Tyle kolumn, pomiędzy którymi krążą cienie, a ani jedna z nich nie jest w stanie unieść ciężaru cierpienia, które skruszyło górę samotną, wewnątrz której skryto skarby mądrości, skarby istnienia, ludzkie zamysły i ich wyobrażenie. Nie jesteśmy niewolnikami, a jeńcami, nie przegraliśmy bitwy, a wojnę, nie przyjdzie odkupienie, lecz nadejdzie pomsta. Na kim?

Nie oddałam się emocjonalności. Jest zbyt silna. Sprawiłaby, że oboje odpłynęlibyśmy w nieznane, odległe, w świat, który mógłby nas pomieścić, w którym moglibyśmy znaleźć swoje dłonie... Znów zatraciłbyś się w aromacie moich włosów, spacerując ustami pomiędzy łopatkami, a potem wspinając się kolejnymi pocałunkami w górę szyi, aż w kosmyki, w których może zaplątałbyś kilka słów, oddechem zahaczając o ucho... I tak niezdarnie patrząc w dół, czasem tylko podnosząc oczy... Zastanawiając się jak wygląda moje spojrzenie, gdy słucham słów, wyznań... Mógłbyś cały być ze słów, słowników, definicji, które tłumaczą dlaczego się rumienię, gdy opuszkami palców próbujesz uchwycić dźwięk mojego głosu, głaszcząc krawędzie ust, dotykiem zapamiętując ich kształt. Brzmi przecież tak płynnie, spokojnie, nieuchwytnie... Gdybyś przytulił mnie, przytulił mocno, a ja obejmując Cię, złożyłabym swój oddech na Twoim ramieniu... Gdybyś wiedział, że oboje jesteśmy tylko dla siebie, tylko siebie... Wtedy mogłabym ujrzeć w Twoich oczach łzy szczęścia, czegoś, co bardzo chciałeś mi ofiarować, złożyć w prezencie. A może wszystko to po to, by móc znów się pożegnać, by wiedzieć, że jest ktoś, do kogo możesz wracać? Ja nie odchodzę, a zostaję. Zostaję tym, kim jestem... Milcząca, samotna i odległa...

https://youtu.be/Qv4tNwsb_rc
if there is a will there is a way

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Starlight, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.