9 kwietnia 2013 roku, godz. 16:27 27,2°C

Drogi Andrzeju

Kiedy nas już nie będzie. Nie zmieni się czas, nie przeinaczy swych zachowań, by się dostosować. Krzesło nie opadnie pod ciężarem kruchego ciała. Szafy nie przesiąknie zapach, za słodkich perfum, czy męskich koszul. Łóżko zapomni jakie winno wydawać dźwięk, jak pieścić ciało i kogo ogrzewać. Sprężyny odnajdą wolność a koc w jakim uwielbiałam przesiadywać stanie się schronieniem dla myszek... i jedynie szafki oddadzą nam hołd pamięci przyozdabiając się suknią uszytą z drobin szarej masy, przesłaniającej ich jaskrawą barwę. Jednak w ich samotność wplecione zostaną inne ramiona, choćby skrzydeł muszki zamieszkującej starą kamienicę na przedmieściach. Czy tych maleńkich łapek, zwiedzających z ciekawością labirynt solidności, którą przyjdzie im pielęgnować po naszym odejściu. Wciskania sześciu szybko bijących serduszek do szuflady, czy czterech par łapek do pudelka po chusteczkach.
Dzikich lokatorów nie powinno się wypraszać. Potem, tylko oni będą pamiętać...
Mimo wszystko, zanim odejdę chciałabym zapamiętać ten czas, kiedy zapatrzeni w swe twarze spijaliśmy łzy opadające ze zmarszczki na zmarszczę. Czy walczyliśmy? Sama nie wiem jak powinnam nazwać gonitwy na miotłach uprzątające klonowe liście z ganku. Walki na kasztany i całonocne wycie do księżyca w nadziei, że ktoś zatrzyma zegar, który i tak nie rusza się od 22.22 tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego. Nie pomogło nam to okiełznać rzeczywistości. Postęp nas odkrył, niczym archeolog odnalazł stary eksponat sprzed siedemdziesięciu jeden lat, nie pasujący ani do dzisiejszych, ani przeszłych czasów. Nie kwalifikowaliśmy się nawet do miana zabytku. Śmiesznie pisać, że byliśmy za młodzi do wzmianki w księdze a za straży do życia wśród sosnowych lasów i złocistych pól.
Pamiętam, że pewnego ranka, kiedy stanęłam w samej halce, przy starej studni z żurawiem aby wydobyć z kamiennego wnętrza chłód wody - przeraziłam się. Pierwszy raz od tylu lat... i jak niegdyś nie mogłam przyzwyczaić się do wybuchów granatów na ulicach i zmasakrowanych ciał przyjaciół dla jakich tańczyłam w nadziei, że obudzę ich ze snu... Nie rozumiejąc wyrwania z nich ducha, braku ożywienia i uśmiechu na widok malej dziewczynki w brązowej sukience kiwającej się na boki jak pingwinek, albo obracającej się do okola z szerokim uśmiechem - zamarłam. Wokół mnie znalazł się inny świat. Wyrwał z pszenic ziarna przemieniając je w ulice Sympatyczną. Osuszył stawy, zapełnił je gruntem i wybudował sklep Promyczek. Wykarczował serce lasu, tworząc z ofiar masakry chałupę, nazwaną pubem Wieczny Dąb. Wydobył z mego ciała szloch... Który mogłam skryć jedynie w Twych ramionach. Rozumiałeś mnie i cierpiałeś, jednak byleś silny. Dla mnie... Widziałam jak potem starałeś się walczyć o naszą mała utopię, ale było za późno. Powiedziano Ci, że nasz czas się skończył, powinieneś wspierać młodzież zamiast pielęgnować swą starość...
Potem odszedłeś.
Kazałeś mi być silną, patrzeć na świat i kochać go nieustannie niezależnie od zmian... Musiałam w końcu pamiętać. Widzieć rzeczywistość również Twymi oczami. Choć powieki miałeś zasklepione na zawsze...
Wiesz, że zatańczyłam na Twym pogrzebie tango? Pamiętasz ile wymagało od nas zatańczenie tanga? Odnalezienie wyzwolonej kobiety?... Nie opuściłeś mnie w tedy. Byłeś wraz ze mną, gdy skremowano Twe ciało, a ja tańczyłam mimo potępiających spojrzeń innych ludzi. Trzymałeś me dłonie, patrzyłeś głęboko w oczy i doprowadzałeś me zmysłu do obłędu. Dałeś mi siłę i odwagę do czynów niemożliwych. Wiedziałam, że muszę żyć za nas oboje. Nie poddawać się. Być silną dla Ciebie tak jak niegdyś Ty, byleś silny dla mnie. Dotrzymałam słowa.
Podnosiłam się każdego dnia z uśmiechem i zasypiałam z myślą o Tobie. Nie przywoływałam ciemności, nie prosiłam o odnalezienie Cię w tamtym świecie. Nie przyjęłam żałoby. Żyłam. W wieku osiemdziesięciu lat skoczyłam ze spadochronem, mimo lęku wysokości i tego, że z kabiny wyciągało mnie czterech młodych mężczyzn. Wiesz jak bardzo komiczna była ta sytuacja? Jednak nie żałuje. Widziałam widok piękniejszy od pól zalanych wodą i jaśniejących w promieniach zachodzącego słońca. Mogłam znów nacieszyć swe oczy kolorami pasteli jakie podarowałeś mi na dwudzieste urodziny. Dziękowałam, że nawet wtedy byleś ze mną, trzymając moją dłoń i szepcząc - Jestem dumny .
Ja również jestem z siebie dumna. Wygrałam ze swym lękiem, spełniłam Twe marzenie i miałam tyle siły, by nie sprzedać nikomu naszego królestwa.
Dziś wiem, że nie żałuje żadnego dnia, żadnej chwili, żadnego wydarzenia. Dziękuję za to co podarowało mi życie. Dziękuję za Ciebie...
Teraz wiem, że po mnie przyjdziesz. Zaprosisz ostatni raz do tańca i poprowadzisz wprost do krainy jaką poznałeś. Tam rozpalimy nasze szczęście. Będzie płonąc prawdziwym ogniem, bowiem teraz iskrzy się wspomnieniem i szczerym uczuciem.
Zawsze wstydziłam się zamykać drzwi, więc i dziś pozostawię je otwarte. Ktoś musi zapełnić zrujnowane ściany życiem.
Teraz zasnę.
Jednak zanim odpocznę, położę list na kominku. Powiadają, że jeśli chce się zapomnieć, wyrzucić z głębi duszy ból - trzeba napisać coś do osoby, za którą się tęskni. Nie ważne czy jedno słowo, wiersz, list czy wiadomość. Istotne, by było to z głębi serca. Następnie nigdzie tego nie wysyłając - spalić.
To pozwala zacząć coś na nowo.

Kochamy was,
jeśli potrzebujecie - wrzućcie list do kominka.

A. i D.

Ps. Dziś wasza kolej na bycie przewodnikiem ślepców, którzy pragnęli, by czas ich nigdy nie sięgną.

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 23:35

Dobrze, że czasem czytam coś co sama napisałam...

Albert Jarus Albert
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 23:31

a teraz to rozumiem :)

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 23:30

Małe sprostowanie - Zamiast kłamią miało być płaczą ;p

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 22:36

Hm... czemu niektóre zachowania są przypisywane "babom" a inne "chłopom"? Nie widzę sensu w stereotypach czy... jakkolwiek to nazwać. W końcu każdy ma uczucia ;) Tak samo jak łamiąc wszelkie przekonania prawdziwi mężczyźni kłamią.
Dziękuję raz jeszcze cenię sobie wszelkie opinie, choć ostatnio brakuje mi konstruktywnej krytyki...
Również pozdrawiam ;)

Albert Jarus Albert
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 22:30

no oczywiście że trzeba spalić, bo nie zakończone... kurcze gadam jak baba ;p nie obrażam oczywiśćie :) pozdrawiam ciepło
pewnie, że Ci ładnie to wychodzi, jak dla mnie rozwijasz się bardzo pięknie

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 19:08

Cóż... powiem, że napisać list - też napisałam, przez Twoje wspomnienie to przypomniało mi się, że powstał... W sumie, jeśli się zastanowić to pomogło, choć nadzieja do dziś się tli - może powinnam spalić... ;) choć nie potrzebuję na dziś dzień.
Zadziwiasz mnie, bo sadziłam, że raczej się trochę opuściłam a tu proszę... Nie mniej jednak, mym zdaniem, jeszcze daleko mi do zaniemówienia ;)

Albert Jarus Albert
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 18:58

oj miałem ja miałem taką sytuację.. osoba śniła mi się po nocach, ciągle czekałem że gdzieś na nią trafię, że muszę coś powiedzieć.. ciągnęło się to miesiące, po napisaniu listu jak ręką odjął, a nie wierzyłem, potem powtórzyłem z inną osobą i to samo - dział!
to tylke musiałem dać dowód :) A piszesz coraz bardziej... ech zapierająco, wstydem już jest napisanie "pięknie", bo to stanowczo za mało.

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 18:52

Sama co prawda nie sprawdzałam, choć różnorakie sytuacje się zdążały... Mimo wszystko, zaskakujące są takie "drobnostki".
Ciesze się, że przypadło Ci do gustu. Mimo, że jesteś ;)
Również pozdrawiam.

Albert Jarus Albert
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 18:38

oj działą to z pisaniem i paleniem, zakończyłam tak niektóre sprawy z pewnymi osobami
Tekst... WIlczku słów mi brakuje
cudne to jest, mógłbym czytać znów i znów i jeszcze raz
pozdrawiam

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 17:44

No i w końcu zakończenie się pojawiło ;)

Papużka unaware
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 16:49

To na pw. :)

WilceeQ` Di.
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 16:48

Brakuje tu chwilowo PS. Tylko coś strona nie chce byś łaskawa go dodać.

Zależy o czym myślisz względem "A"? Zdradzisz mi tą "tajemnicę"? :)

Papużka unaware
 9 kwietnia 2013 roku, godz. 16:46

Zbieg okoliczności z "A"? Czy może jednak dobrze myślę? Świetnie piszesz.