3 kwietnia 2014 roku, godz. 00:20 0,4°C

Wyczekany,

Czy kiedy siedzę nad pustą kartką, a słowa wcale nie chcą opuścić ram mojego zmęczonego dniem umysłu, to znaczy, że przestaję cię kochać? Czy kiedy w dniu pełnym monotonii myślę o tobie nieustannie, to znaczy, że kocham cię bardziej, mocniej, prawdziwiej? I co znaczy kochać poprzez słowa spisane na ekranie monitora? Czy to umniejsza ich wartość? Czy sprawia, że okłamujemy siebie nawzajem? Sama odbijam się od minut, które leniwie płyną po okręgu moich fantazji. Pełno w nich ciebie, a jednak zbyt mało. Nie dotkniesz mojej dłoni, nie przytulisz twarzy do policzka, nie wyszepczesz mi do ucha słów, zapewnień i marzeń.
Proste rzędy liter, a z nich słowa, zdania i myśli. Przesyłasz je do mnie. Może nawet nie tak często jak bym tego chciała. Czy z uśmiechem? Jak patrzysz, jak się złościsz i kiedy nie możesz mnie znieść?
Ciepło twoich oczu przeszywa mnie na wskroś, a jednak nie czuję. Nie czuję.
Nie pozwól mi zginąć w natłoku codzienności. Nie daj mi umrzeć w zachodzie słońca, gdy ostatni promień leniwie dotknie twej myśli i zaśniesz.

Pamiętasz jak mówiłam o domu na wsi i może pensjonacie? Pamiętasz jak wspominałam o pogoni za psem, który prosto z podwórka wpadł do salonu? Może przypominasz sobie naszą nie-wycieczkę po górach i nadmorskiej plaży? Jestem dla Ciebie nadzieją na przyszłość. Ale co mam zrobić z teraźniejszością? Z dniem, w którym nie ma Cię obok?

... bo miłość przyszła do nas z daleka. Proszę, zdobądź w sobie odwagę, pozwól się kochać. Takim, jaki jesteś. Czasem z nadmiarem rozsądku i niewiarą w samego siebie.
Tęsknię.

Dla ciebie, na zawsze.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Anvaine, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.