8 stycznia 2020 roku, godz. 12:41 7,0°C

DWÓCH PAPIEŻY(recenzja filmu)

Znakomitym pomysłem scenarzysty i reżysera było wymyślić spotkanie kardynała Bergoglio i papieża Benedykta XVI w Watykanie i Castel Gandolfo. Pierwszy przylatuje do drugiego rozczarowany jego władaniem i próbuje złożyć dymisję. Obaj panowie nie przepadają za sobą, ale dochodzi między nimi do szczerej rozmowy, która przeradza się we wzajemną spowiedź i odpuszczenie wzajemne wielkich upadków. Bergoglio nie dostaje dymisji, ale zostaje namaszczony przez papieża Benedykta XVI na swojego następcę.

Idąc do kina spodziewaliśmy się kolejnego filmu antykatolickiego, tym milsze było nasze zaskoczenie, bo film jest wielkim hołdem dla obydwu papieży i pokazuje wiarę katolicką w jak najlepszym świetle. Katolicyzm - religia ludzi, którzy czynią dobro, choć czasem gubią się w rozumieniu dobra i boleśnie dla wszystkich upadają, ale powstają, naprawiają swoje błędy po wielokroć. Dzięki takiej postawie katolików i Kościoła Rzymskiego na świecie da się żyć, bo inne religie i politycy wszystkich krajów muszą i chcą brać przykład z działalności Kościoła i oczywiście przesłania zostawionego w Ewangeliach przez Jezusa Chrystusa.

Scenarzysta ukazał obu papieży od bardzo ludzkiej strony.Kardynał Ratzinger jest twardym zwolennikiem tradycji i bardzo zabiega o wybór na tron Piotrowy, ale zderza się z nowotworami,czyli Kurią Rzymską, Bankiem Watykańskim i w szerokiej perspektywie tym, że kapłaństwo stało się Mekką i rajem pedofili na całym świecie. Scenarzysta i reżyser sugerują w końcowych scenach filmu, że papież Benedykt XVI wiedział o tym zbrodniczym procederze i chronił instytucję Kościoła, a nie ofiary księży pedofilów. W końcu pogubił się w natłoku przestępczych procederów, które drążyły Watykan i cały KRK, więc postanowił poszukać prężnego następcy i kardynał Bergoglio jakby sam mu się podał na tacy. Joseph Ratzinger przyznaje się w spowiedzi swojemu następcy, że uciekał od życia w świat nauki i sztuki, stąd też kompletnie nie miał przygotowania do bycia zarządcą tak ogromnej instytucji jaką jest Kuria Rzymska i Kościół Katolicki. Wiemy, że nie był też dyplomatą, stąd też konflikt z islamem w wyniku kazania w Ratyzbonie, w którym otwarcie potępił niektóre wersety Koranu dotyczące przemocy i to, że wielu duchowych przywódców tej religii bazuje w swoim nauczaniu na tych wersetach, rozsiewając ziarna nienawiści w sercach i rozumach swoich wiernych. Nie pałał też udawaną atencją do innych światowych religii.

Kardynał Jorge Bergoglio, czyli dzisiaj papież Franciszek, też nie był w przeszłości krystaliczną postacią, bo może nie popierał wojskowej junty rządzącej od roku 1976 w Argentynie, ale próbując chronić zakon Jezuitów przed jej zbrodniami popełniał koszmarne błędy, które kosztowały zdrowie i życie bardzo wielu zakonników i wiernych Kościoła Katolickiego. W pewnym momencie drogi kapłańskiej zdał sobie sprawę, że nie powinien głosić kazań, bo w sumie zawiódł i upadł tak nisko, że sprawca nieszczęść i tragedii swoich owieczek nie ma im nic do przekazania, a jedynie może prosić o przebaczenie. Jedni mu przebaczyli, inni nie nawidzą go do dzisiaj w Argentynie. Konfrontując jego działalność jako papieża z ostrymi jego poglądami z czasów gdy był kardynałem,czy szefem argentyńskich Jezuitów, to ma się wrażenie, że jego pontyfikat, to też zatrzymanie się w pół drogi i lawirowanie między postępem, a tradycją. Papiestwo dalej toczy spory w jakim języku odprawiać mszę, czy kapłan ma być odwrócony do ołtarza czy wiernych, a świat nowoczesny ucieka i z nim młodzi odchodzą, a kościoły stają się hotelami z kasynami. Rozpleniły się od piątego wieku anioły i królują w modlitwach i kazaniach, a zszedł z oczu kapłanów ubogi człowiek - ubogi materialnie i ten opływający w bogactwa materialne, ale totalnie wyzuty z ducha, a najbardziej z Ducha Świętego i przykazania Miłości Chrystusowej. Watykan nie robi wiele, aby rozwarstwienie społeczne zmniejszyć. Żeby ten 1 procent ludzkości mający 99 procent zasobów pieniędzy chciał się dzielić z resztą ludzkości. Papież stara się i owszem, ale opór kurii i banku jest betonowy. W tle filmu cały czas przewija nam się myśl, że Jan Paweł I myślał bardzo podobnie i był bardzo zdecydowany na zmiany, stąd też jego tylko 33 dni pontyfikatu. Oczywiście jest w tych rozmowach Franciszka z Benedyktem temat kapłaństwa kobiet i pławienia się w bogactwie wielu biskupów. Papież Franciszek, który zaznał życia cielesnego i omal nie wstąpił w związek małżeński chce znieść celibat i dopuścić żonatych świeckich mężczyzn najpierw do kapłaństwa, a w perspektywie kobiety. A przecież wielu reformatorów Kościoła i doktryny chce pójść dalej i żąda zniesienia spowiedzi usznej, dogmatów maryjnych i niepotrzebnej celebry związanej z Jej kultem i kultem świętych. Wielu chce się rozprawić z doktorami i mistyczkami Kościoła, których nauki to poniżenie zwłaszcza dla kobiet.

Reżyser i scenarzysta przypominają o teologii wyzwolenia,czyli o Kościele Południowoamerykańskim opartym o komunizm, czyli nauki Marksa i innych myślicieli komunizmu, których zwolennikiem był Bergoglio, a znajdują one swój pierwowzór przecież w Biblii, w jej części zwanej Dzieje Apostolskie, czyli w komunach pierwszych chrześcijan, gdzie św. Piotr odstępstwa karał natychmiastowym osądem bez krzty Miłosierdzia i szybkim wyrokiem śmierci. Teologię wyzwolenia zniszczył brutalnie papież Jan Paweł II. Zresztą Kościół argentyński zdaje się dzisiaj podążać w jakiejś części tą drogą i zrezygnował z państwowych dotacji, a biskupi zdecydowali, że parafie mają być wspólnotami, jak te z dziejów apostolskich.

Film wielki, film, w którym autorzy zadają wiele pytań zwłaszcza Franciszkowi - quo vadis i czemu tak wolno, czemu w pewnych tematach zatrzymałeś krok swoich decyzji w pół drogi, zamiast postawić go zdecydowanie i rozgnieść robale autentycznej przestępczości, rozpasania władzy, zbrodni pedofilii, ciemnogrodu tradycji.

Jednocześnie to film uświadamiający, że mimo wszystko Kościół daje nadzieję i konkretne dobro w życiu codziennym. Przez swoje instytucje łagodzi biedę na świecie, pomaga wyjść z bezdomności, czy wspomaga osoby opiekujące się osobami niepełnosprawnymi, daje człowiekowi prostą moralność, której efektem może być uczciwe i dobre twórcze życie. Prawie, bo człowiek niekochany, samotny w związku małżeńskim, poniżany, bity ma prawo do nowego szczęścia, a teraz nadal doktrynalnie Kościół skazuje go na cierpienie, a kiedy wybierze szczęście, to jest potępiony i odsunięty na bok społeczności wiernych. Do tego właśnie przyczynili się średniowieczni doktorzy Kościoła i ówczesna choćby zbrodnicza organizacja - inkwizycja.

Oglądamy popis aktorski duetu Anthony Hopkins i Jonathan Pryce. Zachwycają swoją grą i sprawiają, że chcemy się dowiedzieć czegoś więcej. Jest więc nadzieja, że w wyniku ich koncertowej gry jacyś widzowie sięgną po książki obu papieży, czy książki o nich, a zatem siłą rzeczy dowiedzą się trochę o kościele, o świecie i problemach współczesności. Może więc widz zapragnie wiedzy. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu przykruchcianych bezwolnych wrzucaczy na tacę film będzie obrazoburczy i niszczący deprecjonujący sacrum urzędu kardynalskiego, papieskiego, ale to tylko tych, których wiara wywodzi się z klasycznej dulszczyzny i nadal za pedofilię księży szczują dzieci i ich rodziców domagających się traktowania bandyty jak traktuje się bandytę - ksiądz pedofil to bandzior i tyle, i takie przekonanie i działanie ma obowiązek wyciągnąć z tego filmu każdy katolik.

Przecudnej urody zdjęcia zafundował nam operator, czyli Watykan, Rzym, Castel Gandolfo są piękne i to piękno cały czas nam jest serwowane jak na jakiejś królewskiej uczcie, że aż trudno się skupić na fantastycznych, mądrych i momentami przezabawnych dialogach, którymi raczą nas Pryce i Hopkins z mocy genialnej treści scenariusza Anthony McCartheena. To nie koniec, bo dochodzi wspaniała muzyka i ta partyzancka pieśń Bella Ciao, nie bezpodstawnie sugerująca, że obaj papieże znajdują się na froncie i są bohaterami swojego ludu, który oczekuje od nich walki za Chrystusa aż po krzyż. Może nie dosłowny, choć przecież w dzisiejszych bardzo niespokojnych czasach niewykluczony. W sumie Fernando Meirelles - reżyser filmu pokazuje według nas Kościół tryumfujący, a tryumfuje ten nasz Kościół mądrością i roztropnością swoich pasterzy oraz zdecydowaniem w działaniu na rzecz łagodzenia skutków rozwarstwienia społecznego i nierównej dystrybucji bogactw. Nikt po prostu nie działa na rzecz człowieczeństwa, pokoju, zdrowia i dobrobytu tyle, ile działamy my Katolicy. I o tym to film.

yestem yestem
 23 stycznia 2020 roku, godz. 23:16

Film warty obejrzenia bez względu na światopogląd. Ciekawe kulisy watykańskiej polityki, piękne zdjęcia, świetna gra Hopkinsa, Pryce'a też, choć moim zdaniem Hopkins go przyćmił talentem, odrobina humoru,
ale Franciszek przesłodzony, "podretuszowany", tak myślę.
Obaj walczą, czy dla ludu?... Nie roztrząsam kwestii moralnych, ani religijnych. Pokazani są ludzie, nie są święci, mają swoje wady, dylematy, problemy zdrowotne i trudną rolę.
Czy sobie radzą? Chyba nie, obaj, choć w filmie tylko jeden.
Niemniej jednak film warto zobaczyć.
Pozdrawiam. :)

scorpion Gajowy
 9 stycznia 2020 roku, godz. 12:35

Cóż, to co wymieniłeś robią też inne organizacje, a gdyby zabrakło Caritasu to wskoczyłby ktoś inny. Nie można przez 30 lat pomocy społecznej wymazać całej historii kościoła. Wszędzie są dobrzy ludzie, którzy chcą pomagać, po prostu w kościele mają to ułatwione, ale to nie zmywa cierpienia i grzechów, przekrętów i całego diabelskiego wizerunku kleru.

fyrfle Mirek
 9 stycznia 2020 roku, godz. 10:15

Dziękuję za Twoją opinię Gimli. Podtrzymam jednak twierdzenia zawarte w swojej recenzji, która na pewno jest specyficzna, ale nie jest streszczeniem. W praktyce katolicyzm, to tydzień ferii dla dzieci w mojej wiosce z bardzo atrakcyjnym programem i to dzienny dom pomocy osobom o znacznej niepełnosprawności ruchowej i umysłowej oraz puszka w przedsionku kościół, gdzie składamy datki dla naszych potrzebujących w parafii i ze środków tych kupujemy pampersy dla dorosłych dogorywających w domu, węgiel biednym, podstawowe środki czystości i artykuły żywnościowe. To nie jest doskonałe jeszcze na pewno, ale poprawia jakość życia. Pozdrawiam.

scorpion Gajowy
 8 stycznia 2020 roku, godz. 20:25

"(...)na świecie da się żyć, bo inne religie i politycy wszystkich krajów muszą i chcą brać przykład z działalności Kościoła i oczywiście przesłania zostawionego w Ewangeliach przez Jezusa Chrystusa." - faktycznie, kościół katolicki na przestrzeni dwóch tysięcy lat bardzo wziął sobie do serca słowo "muszą", przez co rozminął się z naukami Chrystusa, a nawet odwrócił je o 180 stopni. Wybacz, że spróbuję Cię wybudzić z tego pięknego snu, ale inne religie i politycy wcale nie chcą, o ironio dzięki Bogu, czerpać z kościoła, który nie dość, że jest skażony, to gnije od wewnątrz. To najgorsze ścierwo jakie spotkał świat, więc nie knuj tu jakichś usprawiedliwień typu "Katolicyzm - religia ludzi, którzy czynią dobro, choć czasem gubią się w rozumieniu dobra i boleśnie dla wszystkich upadają". To jest podłe i nieprzyzwoite.

Swoją drogą to recenzja czy streszczenie? Zatrzymałem się w połowię, bo chciałbym obejrzeć ten film, a nie go przeczytać.