30 stycznia 2022 roku, godz. 20:17

SDM

Ponad dwugodzinne cudne manowce z Edwardem Stachurą, Janem Rybowiczem, Bogdanem Loeblem i oczywiście Krzysztofem Myszkowskim, czyli byliśmy w Bieszczadach, na Brooklynie, w Lisiej Górze, w Złocieńcu na skrzydłach Bieszczadzkich Aniołów, zatem, to kolejny krok do przodu z SDM, marząc, aby wreszcie wróciło wczoraj, czyli cudowny rok 2018. Nawet 2019 rok, bo wtedy było jeszcze przepięknie i tak normalnie.

Kiedy Krzysztof Myszkowski wspominał swoje cudne manowce życia, to ja wspominałem moje cudne manowce z nim i z SDM na zamku w Brzegu, jak przez nich zakochałem się najpierw w Stachurze, potem w Rybowiczu i Ziemianinie. Wtedy jeszcze Adam Ziemianin występował i recytował wiersze z tymi cudnymi muzykami. Wspominałem normalność na zamku, gdy po koncertach artyści rozmawiali ze słuchaczami, podpisywali żartując płyty.

Wspominałem manowce życiowej klęski - rok 2015. Koncert SDM w Namysłowie. Nie poszedłem. A jak ja nie poszedłem, to byłem bliski decyzji o końcu nie tylko manowców. Chciałem już dalej nie przedzierać się przez obłęd i w nim, z niego, przez niego los. Chciałem końca świata. Na szczęście przyszedł 24 września i wraz z nim koncerty SDM w Bielsku-Białej w Bielskim Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej w latach 2016, 2018 i 2022.

Koncert piątkowy był cudny, choć oczywiście, jak zawsze nie pozbawiony elementów siekierezady i baru w Chodakowie. Dwa przeboje i dwie nowości i tak przez półtorej godziny, a potem jeszcze bisy, czyli cztery razy po dwa razy hiciorskiej klasyki, odśpiewanej przez zawsze, ale to zawsze pełną salę. Siekierezada, to pieśń "Zgodliwość" i bezkompromisowo-bezpardonowy, wręcz wulgarnie przywołujący do szczerosci protest song. Bar w Lisiej Górze, smutne mementa Bieszczadzkich Aniołów i dworcowych bezdomnych, to przypomnienie tragicznego losu Jana Rybowicza, ale przede wszystkich jego, jak skalpel, albo rozgrzany do czerwoności pogrzebacz strof.
Byłem na czterdziestych urodzinach Krzysztofa Myszkowskiego, potem na pięćdziesiątych, za rok sześcdziesiąte. Czterdzieści lat SDM, to też dzisiaj lub jutro.

Taaaaa. Byliśmy na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa. To więcej niż Brooklyński Most, mocniejsze doznanie, niż zawieja w Michigan i ludzie, którzy słuchają wspólnie takiego koncertu, to nigdy nie przyjdzie im do głów powiedzieć - z nim będziesz szczęśliwsza, czy też przyjść do bruku, bo oni się czytają, jak sam się czyta ów list o czwartej nad ranem i nikt nikomu nie powie, że jednak musi pójść, nieprzekroczonym zostanie próg, bo przekroczony będzie przez dwoje, trzymających w dłoni dłoń, którzy idą spotkać się u studni z poezją, poetami, aby żyć, aby koić ludzkość i siać oazy nadziei, piękna, mądrości i dobra.

Jezu Drogi! Zapomniałbym o boskości smyczka Wojciecha Czemplika. Boże Najukochańszy. Obłęd człowieczy bez jego niebiańskich solówek, to raczej pozostałby tylko żelaznym mostem w Nowym Jorku albo tym w Brzegu, na Odrze. Wojciech Czemplik, jego imaginacja i wirtuozeria, to jest dopiero coś.

STARE DOBRE MAŁŻEŃSTWO

Koncert w Bielskim Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej

Krzysztof Myszkowski śpiew, gitara, harmonijka ustna

Wojciech Czemplik skrzypce mandolina

Tomasz Pierzchniak gitara basowa kontrabas

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.