12 września 2021 roku, godz. 20:50 20,1°C

Z duchowości benedyktyńskiej: "Stracić i zachować"...

... czyli poznać i zrozumieć wolę Ojca

"... Wyobraźmy sobie, że mamy okazję porozmawiać z kimś niezwykle potężnym. Jak w takiej sytuacji będziemy się zachowywać? Oczywiście chcielibyśmy „z pokorą i szacunkiem”. A jeśli naszym rozmówcą jest sam Bóg? Co wtedy?

W praktyce wiemy, że różnie bywa. Czasem mamy dużo sił i ochoty, jesteśmy otwarci i pojętni, czytanie Pisma Świętego cieszy nas jak nic innego na świecie, daje dużo światła i pokoju. Obok tych, nielicznych przecież, chwil bardzo często naszym udziałem jest zgoła odmienny stan. W najlepszym przypadku jest zwyczajnie – bez uniesień, ale i bez trudu, po prostu czytamy i mniej więcej rozumiemy, co Autor miał na myśli; ale bywają i chwile, w których jest nam naprawdę trudno wytrwać nad otwartą Księgą i wszystko w nas krzyczy, że powinniśmy ją zamknąć i wreszcie zrobić coś konkretnego. Czasem przysypiamy, bądź to, co właśnie przeczytaliśmy, budzi nasz głęboki sprzeciw.

Wszystkie te sytuacje są normalne. Żyjemy w świecie i jesteśmy podatni na jego falowanie. Nasze emocje i pragnienia też czasem dają się mu ponieść, daleko od brzegu, którym jest Bóg. Cóż mamy czynić? Po prostu czytać. Orygenes radził, że bez względu na wszystko nie wolno zaniechać lektury Pisma, bo my czasem go nie pojmujemy, ale złe duchy wobec Bożego słowa pierzchają w popłochu. Biblia przemienia nas, sprawia, że serce ludzkie dojrzewa i otwiera się jak kwiat. Ten proces ukryty jest przed naszymi oczami. Powtórzę: co możemy i powinniśmy robić, to pracowita lektura, codzienna i nieustępliwa. Ewagriusz radzi:

Słowa Ducha Świętego niech cię nie opuszczają, a rękoma cnót pukaj do drzwi Pism. Wtedy wzejdzie w tobie beznamiętność serca i umysł zobaczysz na modlitwie podobny do gwiazdy.

W tym tomie zebrano zapis jednej z form lectio divina. Niżej podpisany dzielił się z czytelnikami portalu ps–po.pl swoimi przemyśleniami i „przemodleniami” nad kartami Pisma świętego. Raz lectio szło łatwiej, raz trudniej. Istotne jest to, jeśli spojrzeć z perspektywy czasu, że towarzyszyło każdego dnia, ponieważ to dla wytrwałości zarezerwowane jest otwarcie bram Pisma, a ostatecznie i niebios. Jeśli czytelnik po lekturze tych kart „złapie bakcyla” cierpliwego czytania Biblii, to znaczy, że spełnią one swoje zadanie..."
...
XXIV Niedziela Zwykła
Iz 50,5–9a; Jk 2,14–18; Mk 8,27–35

"Ewangelia stawia nam pytanie, czy myślimy o sprawach Bożych czy raczej o ludzkich? Jak należy zrozumieć to problematyczne określenie? Jak nie popaść w banał? Z jednej strony bowiem, mamy stwierdzenie bardzo ostre pod adresem św. Piotra, a z drugiej – trudno nam nie zrozumieć głosu apostoła – kochał Pana Jezusa i nie chciał, żeby jego Nauczyciel cierpiał. Nikt z nas nie chce tego dla swych bliskich.

Kluczem do tej Ewangelii są te momenty naszego życia, w których widzimy jasno, jak bardzo różnimy się od Pana Boga, ile w nas rzeczy, które nas od Niego oddzielają. Możemy wtedy doznać pokusy, że On nie jest dla nas, że lepiej zrezygnować z prowadzenia życia duchowego. A jednak to wtedy właśnie trzeba „zaprzeć się siebie”, porzucić to, co nas od Niego dzieli, zobaczyć inny świat i uwierzyć, że Bóg jest naszym Ojcem i należymy do Niego pomimo wszystko i na przekór wszystkiemu, że o względy ludzi musimy zabiegać, ale nie o względy Boga. To może być prawdziwa walka, długotrwała, wyczerpująca, to może być nasz krzyż, który poprowadzi nas po drogach nieznanych, choć przecież wiodących do nieba…

Boję się często tej Ewangelii, często nie rozumiem jej, a potem mam chwile, że namiętnie recytuję ją z pamięci. Stracić życie to chyba jak urodzić się na nowo, zobaczyć, że na ruinach naszego życia powstaje coś nowego, a śmiertelna rana, którą nosimy w sercu, ostatecznie daje życie…

Warto przypomnieć tutaj fragment wiersza ks. Twardowskiego, dość trudnego, który także mówi o tym, co naprawdę trudne, mianowicie o relacji z Bogiem:

Nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata
biblijnego tupania
boję się Twojej miłości
że kochasz zupełnie inaczej
tak bliski i inny
[…]
ludzi do ludzi zbliżasz
i stale uczysz odchodzić
mówisz zbyt często do żywych
umarli to wytłumaczą
boję się Twojej miłości
tej najprawdziwszej i innej..."

autor: Szymon Hiżycki OSB ("Słowo jest blisko ciebie. Refleksje wokół czytań liturgicznych")
...
"...Mówimy: „Ojcze… bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. A ponieważ powinniśmy nie tylko o to prosić, ale także nad tym pracować – na ziemi – zastanówmy się, jak to jest z tą wolą Ojca w niebie. W sytuacji wzorcowej. Otóż uderza przede wszystkim, że tam wola Ojca jest rozumiana i przyjmowana, i to rozumiana i przyjmowana właśnie jako wola Ojca. Nie jako arbitralne zarządzenie tyrana, nie jako złośliwe ograniczenie wolności, nie jako ucisk wywierany z pozycji siły, ale jako wola Ojca.

Tam nie ma wątpliwości, jaki to jest Ojciec. Ten Ojciec nie dał nikomu życia przypadkiem, jak to się zdarza ziemskim rodzicom. Ten Ojciec każde swoje dziecko znał z góry i pragnął go, razem z jego niepowtarzalnością; ten Ojciec cały świat tak urządził, żeby to dziecko mogło się nauczyć odpowiadania miłością na miłość, i to bez przymusu, z wolnego wyboru. To nie znaczy, że dał nam świat łatwy: ale dał nam świat funkcjonalny, bo prowadzący w Jego ramiona. Prawo moralne jest w ten świat wpisane równie nieodwołalnie, co prawa przyrody. Jeśli lekceważymy prawo moralne, to nie jest to dowód naszej wolności ani wzniosłego ducha, ale mniej więcej to samo, co gdybyśmy trzymając ciężką cegłę nad własną (lub cudzą) stopą, postanowili zlekceważyć prawo ciężkości i wypuścili tę cegłę z rąk.

Wola Ojca jest więc drogą i darem: co do tego nie mogą mieć w niebie żadnej wątpliwości ci, którzy już tam doszli! Jeśli my jeszcze jakieś wątpliwości mamy, to właśnie po to jest ta prośba w Modlitwie Pańskiej, żebyśmy je przewalczyli. To jest pierwszy krok do miłości..."

autor: Małgorzata (Anna) Borkowska OSB ("Jednego potrzeba. Refleksje biblijne")

oprawa gadana: o Adam Szustak ("Bóg to nie jest krowa") https://youtu.be/l179hp2SceU

m.M marta
 13 września 2021 roku, godz. 15:17

Dziękuję za dobre słowo i motywację :)
To prawda...choć tak bardzo chcę być blisko ze Słowem Bożym, to czasami po prostu mi się nie chce...

Myślę, że robisz dużo dobrego dla ludzi, mam nadzieję, że dla siebie też jesteś dobry... :)
Pozdrowienia serdeczne!

Odys syn Laertesa dandeLion  13 września 2021 roku, godz. 20:58
Edytowano 16 września 2021 roku, godz. 11:24

https://youtu.be/-lWd_Bicjwc
"Jeden tylko jest dobry" 🙂 A w nas właśnie za Jego przyczyną... Dziedzictwo.
Dzięki za dobre słowo, które u Ciebie też podpatruję. Pozdrawiam serdecznie ✋

szpiek Mariusz, Belzebiusz
 13 września 2021 roku, godz. 8:22

To jeszcze nie spalili Szustaka na stosie?