14 stycznia 2019 roku, godz. 8:36

13.11.2019r.

Po ósmej godzinie byliśmy już wyspani i radosnym zaciekawieniem wyglądaliśmy przez okna, a tam na świecie niestety dodatnia temperatura więc rozumieliśmy, że zaczną się roztopy. Wiało też mocno i sypał gęsty śnieg, więc mieliśmy obawy, co do popołudniowego wyjazdu na sztukę teatralną w bielskim centrum kultury, ale póki co wstaliśmy, zeszliśmy do kuchni i łazienki ubrać się. Wziąłem skrzydło dla kota i zeszedłem do piwnicy, otwarłem drzwi wejściowe do domu. Na progu siedziały dwa koty sąsiada, ale naszej kotki nie było, więc wróciłem z powrotem zabierając ze sobą mleko. Mleko było nam potrzebne do płatek owsianych z żurawiną, rodzynkami i słonecznikiem oraz masłem, czyli takim było nasze dzisiejsze śniadanie. No tak, wstając przyjrzałem się zapiskom na stoliku na lampkę nocną i postanowiłem zabrać z niego kartkę z dwoma limerykami, które wrzuciłem do sieci, aby bawiły jednych, gorszyły bulwersowały i wołały o pomstę do nieba u drugich. Jemy mleczne śniadanie, a potem się tulimy do siebie, długo tulimy się do siebie i rozważamy te nasze wtulanie się się w siebie przytulną rozmową.

Po wtulaniu się w siebie przytulamy w nasze dłonie kubki z gorącą kawą, a usta smakują pomadki, czyli jak mnie uczono czekoladki z Wawela i Michaszki. Atakują nas messengerem serduszka WOŚP, że po którymś z kolei nie wytrzymuję i na fb daje cudne zdjęcie naszego kościoła i piszę wiersz o tym, że w naszym kościele jest skrzynka na której pisze NA POTRZEBUJĄCYCH i tam zawsze po mszy wrzucam datek, bo jak pisał kardynał Wyszyński do Polaków nie powinniśmy ratować całego świata, ale dbać o dobro spraw polskich i tych, które nas bezpośrednio dotyczą, a nieszczęścia w naszej wiosce jest na tyle dużo, że to nim powinniśmy się zająć, a nie wyręczać odpowiedzialne osoby za prawidłowe funkcjonowanie szpitali, a moim zdaniem pan Owsiak taką osobą nie jest i nie ma prawa wchodzić ze swoją inicjatywą do państwowych i samorządowych szpitali. Jeszcze z rozpędu oglądam zdjęcia w smartfonie i do dwóch z nich piszę inne wiersze, a potem ponownie się przytulamy i rozmawiamy, a z rozmów rodzą się we mnie dwa mikroopowiadania na temat odwiecznych problemów ludzkości, a więc teściowej i plotki. W moim ujęciu jest trochę przekornie, więc w finale plotka korzystnie wpływa na los oplotkowanego, choć nie jest to na pewno zgodne z moralnością chrześcijańską, czy nawet moralnością ogólnie przyjętą za wskazaną przez wszelką ludzkość. Wredota teściowych natomiast jest po prostu złem, które trzeba wystrzelić we wszechświat, oczywiście ze zdecydowanym błogosławieństwem Boga.

Obiad, to kwaśnica z ziemniakami i schabowy z grecką sałatką. Jemy, zbieramy się i ubieramy pięknie, bo wprawdzie sztuka grana nie będzie na scenie teatru, ale przyjadą wielcy mistrzowie: Wojciech Pszoniak, Jerzy Radziwiłowicz i Wojciech Malajkat i trzeba uszanować i oddać hołd WIELKOŚCI i GENIUSZOWI. Na CPN marzną woluntariuszki z puszkami. Ekspresówką wracają do domów Krawaciarze z nart i "Hanysi" z obiadu u mamusi w górach. Jest lodowisko czynne przy centrum kultury, więc mamy drobne kłopoty z zaparkowaniem, ale kończy się poszukiwanie miejsca sukcesem i spokojnie idziemy do BCK mijając przed wejściem kolejne puszki. Bierzemy bilety i idziemy oddać płaszcze do szatni, a potem spokojnie rozsiadamy się w fotelach w trzecim rzędzie. Bierzemy cukierki do ssania na gardło, żeby ewentualnie nie kaszleć z powodu suchego powietrza podczas spektaklu. Byliśmy pół godziny przed spektaklem, ale na początku sztuki dochodzi do niesamowitej wiochy, bo obsługa wpuszcza spóźnialskich i następują głośne przekomarzanki o miejsca, że aktorzy postanawiają przerwać grę i z wymownym zabawnym ironicznym popartym mimiką zaciekawieniem przyglądają się żenującym sceną dziejącym się teraz na widowni. Wielcy aktorzy przyjechali na wieś i wieśniacy postanowili jednak pokazać, że słoma w butach jest ważniejszą o Sztuki przez duże S. To jest problem współczesnych Polaków - brak szacunku do drugiego człowieka i nie podchodzenie do artystów, a zwłaszcza do aktorów i teatru z NABOŻNOŚCIĄ. Widzieliśmy więc w teatrze Bagatela w Krakowie ludzi w krótkich spodenkach.Teatr, to akurat nie jest miejsce gdzie wolno ulegać duchowi czasu i fertig. A potem gra Wielkiego Tria jest po prostu wspaniała, rewelacyjna i porywająca - kunszt słowa, mimika twarzy i gesty całego ciała każdego z Mistrzów, to po prostu wielkie wielkie spełnienie naszych marzeń o uczestnictwie w pięknie i mądrości! Sztuka skandynawskiego dramaturga NASZE ŻONY jest wielką i ponadczasową, zadającą odwieczne pytania o ludzkość, czyli prawdę w naszym życiu, uczciwość, kłamstwo. Aktorzy w swoich kwestiach poruszają temat przyjaźni na wielu poziomach jej funkcjonowania między ludźmi. Wreszcie aktorzy dywagują o związkach kobiet i mężczyzn, o małżeństwie, o uczciwości małżeńskiej, zdradzie, o ważności i wielkości rozmów, przytulenia, wspólnocie prowadzonego życia, aż do relacji rodzice dzieci i często tragizmowi tych relacji, polegającemu na tym, że jedni drugich niszczą oczekiwaniami nie mającymi pokrycia w drugim człowieku, że chora osobowość jednych determinuje chore losy drugich. Jestem podglądaczem, więc dla mnie często ważniejszym było to, co działo się z widownią, a nie to co się dzieje na scenie. Jako, że treść sztuki była bardzo mocna i bezkompromisowa, to patrzyłem na reakcję ludzi, a na widowni, zwłaszcza starsze kobiety miny miały srogo przygnębione, nie zgadzające się, zbulwersowane, ano takie jak widzimy u ludzi, którym powiedzieliśmy prawdę w oczy lub czasem są takie komentarze pod tekstami na fb i innych portalach, gdy w treści tekstu podsumowujemy mocno zakłamanie współczesnej ludzkości oparte o fałsz dzisiejszych autorytetów. Potem są te rozgrywki zakulisowe i telefony do administratorów portali z krzykiem - Ukrzyżuj, ukrzyżuj!!! Te panie dzisiaj na widowni były właśnie tymi słusznie oburzonymi z portali internetowych, przyszły do teatru, bo chciały wieczorem w kawiarni przy winie pochwalić się, że były i widziały samego Pszoniaka, tylko nie spodziewały się, że Pszoniak odtworzy im kim są i kim są ich mężowie, a więc czym jest ich życie. Po spektaklu mocno bije brawo, wstaję, a za mną prawie wszyscy, ale część nie ruszyła szanownych siedzeń z foteli, to ci oburzeni i śmiem twierdzić nie mających pojęcia o aktorstwie, dlatego nie umiejących docenić genialności, którą dane im było obejrzeć.

Przyjechaliśmy do domu i potem była 20 : 08

- Posłaliście na WOŚP?
- Nie. Posłaliśmy na konto Twojej koleżanki Angeliki.
- Wiesz, że słuch noworodkom badają w każdym szpitalu na sprzęcie WOŚP.
- Wiem, że obowiązkiem ordynatora oddziału jest wiedzieć jaki sprzęt potrzebuje, a dyrektor szpitala ma ten sprzęt zakupić. Jeśli tego sprzętu nie mają, to powinni być zwolnieni przed organ nadzorczy, a szpital nie powinien mieć zgody ministerstwa na funkcjonowanie.
- I dają certyfikat.
- WOŚP to kuriozalna akcja, może nawet wymyślona przez peerelowskie służby specjalne, my tu na wsi mamy swoich biednych i chorych, więc dajemy na tutejsze inicjatywy.
- Jakby nie było tej maszyny, to trzeba by było chodzić prywatnie.
- I tak się chodzi prywatnie.
- Mogliście wrzucić 2 złote.
- Wrzucam gdzie chce i komu ufam.
- Szkoda, że nigdy nie byliście z dzieckiem w szpitalu, to byście wiedzieli.
- Byliśmy z Tatą i z Mamą, Tatę przyjmowali na wewnętrzny 12 godzin, bo ciągle ktoś znajomy był badany przed nim, a gdy poszliśmy się pytać o stan zdrowia mamy, to najpierw nie chcieli z nami rozmawiać, a potem ordynatorka przeczytała nam historię choroby pacjentki z innej sali o tym samym nazwisku.
- Gregoria, weź wyluzuj, najważniejsze, że na Rydzyka nie dają.
- Właśnie, że dają.
- Na Rydzyka nigdy, chyba, ze wybuduje szpital.
- Jak chcecie! To wasze sumienie.
- Jednak wolimy jak to Kościół kształtuje sumienia.
- Wrrrrrrrrrrrrrr
- Mirek Ci powie ile się musiał tego interesu Owsiaka na zabezpieczać, ile razy miał dodatkową służbę, bo trzeba zabezpieczyć jakieś chore kuriozum - światełko do nieba.
- Tak Drogie Dziewczyny, ja się nigdy nie pogodzę z tym, że w tą niedzielę pracownicy domów kultury muszą iść do pracy i z naszych podatków przeznaczane są pieniądze na organizację prywatnej imprezy pana Owsiaka, a oni to nie wszyscy, bo ściąga się jeszcze tysiące policjantów z domu, strażaków, pracowników pogotowia i innych instytucji, a wszystko po to, aby odbyło się szoł i żeby wykreować postać superbohatera w czerwonych portkach i różowych okularach. Moim zdaniem hasło - "róbta co chceta" jest wielce demoralizujące młodzież i ma wpływ na antypaństwowe, niepatriotyczne postawy młodych ludzi. Na końcu tego łańcucha zbiorowego szaleństwa jest " Przystanek Woodstock". Jak dzisiaj pamiętam pociągi upadku przejeżdżające przez Brzeg i te fujary wyciągnięte na schodach piętrowych wagonów i bezwstydne w amoku sikanie na perony oraz wulgarne ryczenie na policjantów, wreszcie te tyłki nagie nastolatek wystawione przez okna wagonów i załatwiające potrzeby fizjologiczne. Potem byli ci dwaj co wyskoczyli z pociągu prosto na słupy trakcyjne i oczywiście śmierć na miejscu. Właśnie - ciekawe ile jest ofiar Przystanku Woodstock - ofiar śmiertelnych, ofiar zdemoralizowania, które tam sięgały po raz pierwszy po alkohol, narkotyki, dopalacze, które zostały pobite, okradzione itd? Wybaczcie, ale ja na to zgody nie daję, nasi funkcjonariusze byli tam i są po cywilnemu i ich świadectwo było porażające. Za koncert to trzeba zapłacić i trzeba zachowywać w granicach norm przyjętych, moim zdanie tam one są przekraczane i propagowane są hasła zmierzające do zdestabilizowania państwowości polskiej.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.