31 marca 2019 roku, godz. 13:29 4,2°C 1

31.03.2019r.

Patrzę przez okno łazienki na zachodnią część ogrodu i widzę, że powoli figlując leci z północy motyl, najprawdopodobniej Bielinek, ale nie mam okularów, więc nie jestem pewny. Przeleciał do węgierki i tuż przed nią zawrócił, by polecieć z powrotem zygzakowatym lotem i w końcu przysiąść na pączkującej łodydze czerwonej porzeczki. Wziąłem aparat i poszedłem zrobić mu zdjęcie, ale już go tam nie było. Widocznie w tym czasie odleciał, albo zeszedł po łodydze w partie niższe i schował się gdzieś w trawie.

Przy okazji zobaczyłem, że wzeszła pietruszka, którą posiałem na zimę, a więc w ostatniej dekadzie listopada. Ciekawy jestem czy i marchewka wzejdzie? Pietruszka liściasta tymczasem ma się bardzo dobrze i korzysta z ciepłych dni, więc możemy już ją dodawać do zup. Przy pietruszce powoli z ziemi wychodzą zielone pędy szczypiorku i siedmiolatki.

Powoli leniwie prawie dzieje się dzień. Kot Adaś wolnym krokiem przemierza ogród, oczywiście bez jakiegoś sensownego celu, a kiedy przyjdzie odpowiednia chwila, to położy się na nasłonecznionej trawie i odda się całkowicie drzemce i nie będzie przeszkadzał mu Budrys poszczekujący od czasu do czasu w kierunku spacerowiczów na ulicy. Chce by najlepiej dzieci zauważyły go i pochwaliły za majestatyczny i piękny wygląd jak to u Bernardyna.

Nie zwróci też uwagę na bijatykę odbywającą się w gęstwinie głogu. Dwa wróble jak koguty skaczą na siebie i niemiłosiernie tarmoszą się wzajem dziobami, skrzydłami i szponami. Nie przeszkadza to w niczym cukrówce też, która w przestrzeń śle dumne pohukiwania i też przyczynia się do szczególności tej chwili - szczególności, czyli wiosenności w pierwszej dekadzie tej cudnej pory roku.

Niedziela. Można ze spokojem napatrzeć się ogrodu, można się w niego wsłuchać. Wiatr dzisiaj jest dość zdecydowany, ale mniej niż spodziewaliśmy się po wczorajszej różowości nieba. Bawi się swoją porywczością, ale konsekwentny jest w tym, że wieje z północnego zachodu i od czasu do czasu uda mu się zerwać suchy brązowy liść z buka i ponieść go jak narowisty rumak jeźdźca i zrzucić z impetem w trawę lub pod krzew borówki amerykańskiej. Te porywy nie przeszkadzają wronom, które wytrwale kołują nad ogrodowymi drzewami jak latawce i zdaje się, że to po prostu taki ich sposób na niedzielne popołudnie.

Mogę jeszcze stanąć przy jednym z południowych okien i spróbować spojrzeć słońcu w twarz. Zaraz zmrużyć oczy przed ogromem jasności i po prostu dać się objąć jego ciepłu. Powoli schylić przed nim czoło i patrzeć w wielkie pąki magnolii, z których już wyglądają różowe płatki. Lata dzień krzew będzie jakby wielkim ogniem o różowym płomieniu.

fyrfle Mirek
 1 kwietnia 2019 roku, godz. 12:58

Dziękuję, również pozdrawiam!

Lola Lola Mika
 31 marca 2019 roku, godz. 15:43

Pięknie :) U mnie w ogrodzie zielenieją powoli drzewka. A agrest ma już małe kwiatki. Pozdrawiam kwitnąco :)