21 grudnia 2014 roku, godz. 22:37

Sprawiedliwi

Pamiętam tamten czas i tę dziwną wigilię.
Mamy tradycję, by po wieczerzy wigilijnej otwierać prezenty pod choinką. Wszyscy układaliśmy je, każdy od siebie. Było dużo radości. Zakradło się jednak coś mało świątecznego tamtego grudnia.
Spośród trójki dziewczynek czekających na swoją kolej, tylko jedna potraktowana została wyjątkowo. Dostała torebkę cukierków. Dwie pozostałe- jedna w tym samym wieku, druga młodsza, dostały duuużą pluszową maskotkę. Dziewczynka trzymając słodycze patrzyła z radością na kuzynki.
-Mamusiu! Dziewczynki powiedziały, że będę mogła pobawić się z nimi. Bardzo się cieszę. Koniki są takie słodkie i mięciutkie. Szkoda tylko, że Mikołajowi zabrakło pieniążków na konika dla mnie.
Co roku w grudniu mam łzy w oczach. I choć wiem, co ludzie powiedzą-że nie ważne są prezenty itp, ja staram się znaleźć córce coś wyjątkowego. Nigdy nie wspominam jej tego, jak ciocia i wujek rozdzielili rodzinne święta. Pozostał żal.
Najgorsze jest to, że tamta mała dziewczynka jest teraz nastolatką... i wciąż o tym pamięta...

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa L.T., gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.