6 kwietnia 2021 roku, godz. 8:12

06.04.2021r.(wtorek)

Jedna pani na jednej ze stron literackich zdecydowała się spektakularnie odejść i z pompą. No to z ciekawości przekierowałem się na jej profil i tam zdaje się jej mottem było coś w rodzaju - bądź sobą, a nie będziesz miał konkurencji. Po pierwsze przyszło mi do głowy, że skoro odchodzi, to nie cierpi tego, że inni na stronie są sobą i piszą swoje, tak jak czują. Po drugie pomyślałem sobie i zadałem sobie pytanie - czy na stronie literackiej można być sobą? Odpowiedziałem sobie zdecydowanie, że nie można. Są regulaminy, które bycie sobą bardzo minimalizują, wręcz, moim zdaniem, jest to niemożliwe. Kiedy kilka lat uczestniczy się w jakiejś stronie literackiej, to cenzurę, presję i przesądy literackie bardzo ciążą. Ja też miałem moment, że chciałem porzucić jedną z najważniejszych dla mnie stron literackich i też zapowiedziałem spektakularne odejście wtedy i na szczęście tego nie zrobiłem. Przecież, skoro już, to niech to zrobi Administracja. A ja zdecydowałem się być sobą na ile się da i uczestniczyć dalej. Jest w tym świadomość, że muszę też płynąć z prądem, ale godzę się z tym. Tak jak, moim zdaniem, w każdym jest dobro i zło, tak w życiu trzeba iść na kompromisy i godzić się, że sobą być, to po prostu chwile.

Wiadomo, że mierzi mnie, że wielu z uczestników stron literackich uważa je za ściśle poetyckie, a najlepiej ślepo widzą w nich strony liryczne i nie godzą się na prozę, a na publicystykę? To już nie mieści im się w głowie, że można pisać felietony i wyrażać w nich zdanie, no i jak pisać może ktoś, kto według nich nie ma prawa pisać i tym samym wyrażać opinię, bo choćby nie ma wykształcenia polonistycznego czy w ogóle nie ma wykształcenia wyższego, zatem absolutnie nie jest inteligentem i zaryzykuję twierdzenie, że tak naprawdę dla nich jest "podludziem" - człowiekiem nie w pełni praw. Dlatego sam bez spektakularyzmu opuściłem kilkadziesiąt takich stron. Zostałem w kilku, a tak naprawdę w pełni udzielam się w dwóch. Jednej w ogólnej sieci i jednej na fb. Oczywiście, że rezygnuje z bycia sobą i część tekstów piszę tylko do szuflady, bo ludzie nie są na nie gotowi i powodowałyby wieczne awantury i protesty czytelników i autorów, którzy szukają w pisaniu tylko piękna , ale odrealnionego. Ja tak pisać nie umiem. To znaczy umiem, ale wtedy nie jestem sobą. To po prostu zabawa na przykład w przenośnie i porównania jest, a wiersz dla mnie musi być z krwi, kości i być na ziemi, a nawet w rynsztoku. Takie jest życie.

Stąd też najbliższą mi jest proza polemiczna w felietonach czy dziennikach. Trudno nie być mi sobą, bo polityką i sprawami społecznymi i religijnymi nasiąkłem od niemowlęctwa. Pasjonowały mnie prasówki zadawane przez nauczycieli wiedzy obywatelskiej i przysposobienia obronnego i późniejsze dyskusje o tym co prasie i TV na tych lekcjach. Z takich tematów zresztą też można pisać wiersze, bo, jeśli już mam przyjąć jakiś schemat w poezji i naukę, to dla mnie wieszcza poezji i życia Steda. Zatem wszystko poezja i tyle.

Do rozważań o byciu sobą skłonił mnie też felieton Ludwika Dorna, który dziś jest felietonistą "Polityki", a ongi był zdaje się na przykład ministrem spraw wewnętrznych z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Nomen omen ten numer "Polityki" kupiłem dla książki z felietonami Jerzego Pilcha dla tegoż tygodnika. Ludwik Dorn pisze, że rząd cierpi na dereizm, czyli oderwanie od rzeczywistości. Ja się z tym twierdzeniem nie bardzo zgadzam, bo w rządzie i około niego są ludzie kuci i szczwane lisy, no i mają wszystkie ruchy policzone i obliczone, a wszystko poprzedzone zostało sondażami. I czytając ten felieton też zastanawiałem się - jak wobec polityki powinien się zachować człowiek piszący? Czy mitycznie być ponad? I cały czas wieszczyć swoją niezależność i pouczać maluczkich o wolność ponad wszystko? Przypomniał mi się pewien prawie wieszcz dwudziestego wieku w poezji polskiej. Wieszczył i pouczał gromowładnie, ale! Jak piszą biografowie, paszport miał w domu i bardzo lubił wieszczyć z Niemiec, co dla mnie po wojnie, było jednak dalece niestosowne. Zatem jak ja się odnoszę do polityki i polityków. Ano karmię się politykami i polityką. Fascynuję się. Głosuję, dyskutuję, wyliczam, ważę i wybieram. Przyjmuję, że polityk nie jest dobrem. Że ja w jego kalkulacjach coś tam zyskam lub stracę, ale przede wszystkim idzie on do polityki, bo ma swoje interesy i ambicje, i czasem wkalkulowane jest w jego działanie dobro ogólne, choć wcale nie jest mu to na rękę. Myslovitz śpiewali - ten kraj jest jak psychodeliczny rock, spróbuj coś z tego mieć. I ja próbuje. Żyć trzeba. Kijem Wisły nie zawrócę. Wolnym można być czasem i chyba raczej, jak nikt nie widzi.

A poezja? Przyjdzie czas na poezję. Poezja jest wtedy, gdy złapie coś lub ktoś za serce, wysuszy gardło wzruszeniem albo wzbudzi gniew nagłym nadepnięciem na podbicie, czy przez rozerwanie rany starej lub spowodowanie nowej i to najlepiej ropiejącą, słodko gnijącą krwią i fetorowatym szaro-mrocznym odczynem.

Kot. Kot przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o temacie warsztatu prozy - młodość. Tak sobie myślę, że kot bardzo wyraża dzisiejszą młodość. Czemu? Bo ci dzisiejsi młodzi zamiast dzieci wybierają koty na ten przykład i twierdzą, że są rodziną. Moim zdaniem jest w tym pokrętność, bo jednak chodzi o łatwość. Kota jednak bez specjalnego żalu i oporu społecznego można oddać do schroniska lub odsprzedać. Dziecko nie. Jeszcze w większości społeczeństwa polskiego istnieje głęboki sprzeciw wobec porzucenia dziecka. Jeszcze. To się zmieni za sprawą naszych dzieci i wnuków. Czemu? Bo ma być łatwo i przyjemnie, aż do szaleństw w łatwości i przyjemności. Pewnie więc powróci koń minister lub członek parlamentu. Pewien dominikanin z Krakowa kilka lat temu do maturzystów w Żywcu podczas rekolekcji wielkopostnych powiedział - nie będzie łatwo i nam doświadczonym powiedział. Przypuszczam, że oni tego nie przyjęli lub mimo jego tłumaczeń nie zrozumieli. Taka jest młodość. My to wiemy. Te krzyże są. Niesiemy swoje i czyjeś. Myślę nawet, że życie bez krzyży jest niemożliwe. Wpisane jest w genom, ducha i serce człowieka. Na tym polega młodość. Na łatwiźnie. Na nieodpowiedzialności. Zatem na zbieraniu swoich krzyży i tworzeniu krzyży innym, które to krzyże innych też poniesiemy. Powstają roje krzyży. Takie jest życie. I nie ważne, czy ktoś biedny i bogaty. Poniesie tak czy owak jakiś krzyż albo kilka. Wiecie, piszę o krzyżach. Nie ujmuję tego inaczej, bo wciąż jesteśmy cywilizacją chrześcijańską i niech tak pozostanie. Młodym się ckni do rewolucji - wszystko burzyć! No to poczytajcie sobie o rewolucji francuskiej, październikowej, przemysłowej, feministycznej i przemyślcie ich efekty.

apostrof1
 6 kwietnia 2021 roku, godz. 12:59

Co rozumiesz Mirku pod pojęciem 'być sobą'?
czy chodzi tylko o strony literackie czy w ogóle o internet, a może jednak nawet w swoich czterech ścianach nie możemy być do końca sobą?

fyrfle Mirek  6 kwietnia 2021 roku, godz. 14:13

Dobre pytanie.Uważam, że można to rozszerzyć o te pola, które podałeś. Trudno jest być sobą w relacjach domowych również. Ludzie, którzy chcą być do końca sobą, to myślę, że są nie do zaakceptowania, nawet przez najbliższych. Jednak musimy godzić się na kompromisy, negocjować nasze pragnienia, potrzeby i dostosowywać je do wytrzymałości "domowej materii". Wolność, to pojęcie bardzo nadużywane i stosowane nieodpowiedzialnie grozi zjawiskami niebezpiecznymi, czynami przestępczymi. Może z wiekiem staję się ostrożny? Kiedyś walczyłem i byłem za przekraczaniem granic wolności. Teraz widzę, że to nie prowadzi do dobra, a samo pojęcie dobra przez wolność staje się wynaturzone. Dziękuję za komentarz.

apostrof1 6 kwietnia 2021 roku, godz. 15:15

Kiedyś pisanie w internecie uważałam za swojego rodzaju misję, ale dzisiaj wiem, że internet powstał po to, żeby wcielać się nie w siebie.
To w realu spotykamy "prawdziwego człowieka", bez ręki, bez nogi, dachu nad głową, bez serca i z wielkimi potrzebami. To jest prawdziwe pole do działania. Namacalne i mające większy sens. Tutaj ograniczam się już do zwykłej zabawy słowem. :)
Pozdrawiam.