11 marca 2021 roku, godz. 8:46 6,3°C

11.03.2021r(czwartek)

Jakkolwiek byśmy uporządkowali swoje życie, to przychodzi moment, w którym los robi swoje i wyrzuca nas na zakręt, na wybój, na wzburzone głębie, które są kipielą nienawiści, prymitywnych instynktów, które karmiąc życie w nienawiści potrzebują się oczywiście nami pożywić, traktując nas bezwzględnie w swoim niszczycielskim amoku. Zwalczanie tych fatalnych składowych losu, czy też porządkowanie ich, ustawianie ponownie w bezpiecznym dystansie kosztuje bardzo wiele energii. Najpierw wzbudza się kontragresja, ale zaraz okazuje się, gdy nieco opadnie gniew, że dusza i ciało są skopane. Boli bardzo i trzeba jeszcze jakieś niesamowite zapasy szczęścia wykrzesać, aby nie pogrążyć się w lęku, beznadziei i poczuciu winy, bo o to chodzi nienawiści, która nie umiała przekształcić się w refleksję i życie swoim życiem. Pozostała niestety i chyba pozostanie nienawiścią do końca swoich dni i będzie żyła fałszywą refleksją przeszłości, którą co jakiś czas będzie chciała zrujnować nasze szczęście. Przy okazji prób zniszczenia mojego, naszego szczęścia zniszczy wiele jeszcze w wielu, w tym tego kto niby jej najważniejszym, dla którego porzuciła szczęście swoje i tego kto tak naprawdę powinien być zawsze na pierwszym miejscu.

Na wczoraj, na godzinę dwudziestą drugą, to było prawie trzysta odsłon, w tym nawet roboty interesują się co ja piszę. W tych trzystu odsłonach jest właśnie przeszłość, która karmi swoją nienawiść moją teraźniejszością. Nie ukrywam, że dobrze ją dokarmiam, bo piszę dużo o swoim szczęściu jakie zaznaje tu teraz i Z. Przeszłość karmi się i daje mi informuje mnie, że nie wyraża zgodę. Że mam być nieszczęśliwy, że mam żyć w poczuciu winy, w chorobie i w powszechna aura nienawiści powinna mnie otaczać i smagać ciągle jak włosienica. Taka akcja rodzi reakcję i pośrednicy czynienia mi bólu pewnie już dzisiaj skomlą.Będąc krwią z krwi są tak samo narażeni na samookaleczenia na duchu. I tak to pewnie się skończyło. A my żyjemy. Szczęście zawsze pokona nienawiść i tyle. Przy okazji tego wszystkiego wychodzi po raz kolejny prawda o fałszu jakim jest zastępowanie szczęścia trwaniem. Szczęście to czynienie sobie wzajem radości, trwanie to pielęgnacja czyichś pomysłów na naszą stagnację.

Wielu ludzi i wiele instytucji powołanych przez ludzi winni są nienawiści. W imię jakiś istot lub bytów, które umiejscowiają ponad człowiekiem tworzą chore zasady istnienia współistnienia ludzi, w imię których to zasad ludzie mają żyć nieszczęśliwi. To chore i tyle, dlatego następuje konieczny zmierzch takich ludzi i tych instytucji wymyślonych przez ludzi nienawidzących szczęścia i koniecznych zmian, które muszą być, jeśli relacje międzyludzkie to nie jest szczęście. Tak bardzo tak wielu próbuje mnie dźgać tymi zasadami, a ja odpowiadam, że ktoś kto zobowiązał się być zastępcom i następcom na ziemi Boga, to ma obowiązek czynić życie człowieka szczęśliwym i tyle. I ma obowiązek karcić tych, którzy powołują się na błędne interpretacje, ma obowiązek powiedzieć - uznaje je za nieważne i idźcie do diabła propagatorzy łez, a nie łez ze szczęścia. Coraz bardziej jesteśmy dalej, coraz bardziej oddalamy się, coraz bardziej jesteśmy samowystarczalni w szczęście, coraz bardziej widzimy, że wciąż ci sami i to sprzedają nam razy batami przeróżnych form skundlenia i bezmyślnego posłuszeństwa. Odsyłamy ich do diabła i jesteśmy szczęśliwi. Diabeł pewnie też. Problem w tym, że odsyłamy często do diabła diabła i robi się ciasno gdzieniegdzie, ale przestrzeń szczęścia poszerza się i zyskuje niesamowite kolejne możliwości. Kochasz. Jesteś kochany. Masz dom. Środki na chleb, omastę i wino w popiątek, siły na wędrówkę po górach. I odkrywasz, że ci handlarze odpustów i trenerzy cudownych sylwetek ciał w zdrowiu, to diabły i nagle eureka - jak cudnie mieć gdzieś i być gdzieś gdzie się chce być z ukochaną osobą. Początek i koniec EWANGELII sobie wyprorokowałeś i idziesz za nią. Idziecie, trzymacie się za ręce. Jej dłoń prawa, twoja lewa.

No właśnie. Nie da się ukryć, że posty nakazane i brak zabaw hucznych się wytańczyły. Człowiek myślący domyślił się na podstawie analizowania doświadczenia, że nie da się zaspokoić sytości, spokoju i radości opowieścią o czymś nieokreślonym, relacją z Kimś kiedyś, a tutaj każda chwila i ruch ma być wykonany taak jak go zaplanowano. Na to zgody w wewnętrznym człowieka proroku już nie ma. Jeśli chce spotkać na swojej drodze anioła, to z kielonkiem. Jeśsli spotyka Boga, to mówi mu - w tym i tym aktualnie zmieniam ludzkość na dobre, potrzebuję tego i tego. Taki mówi prawdę ze serca i dostaje co prosił. Instytucja taka czy inna podszywająca się pod Boga w tym czasie liczy zyski. Zysk niestety nie przekłada się na postęp szczęścia,czyli choćby zdrowia ludzi. Zawsze najważniejszą jest instytucja, a nie ma pozycji służebnej. Nie ma naplucia w dłonie, potarcia nimi i zakasania rękawów i pracy. Są papiery, są doktoraty, piach w tryby radości. U myślącego rodzi się konstatacja, czyli słowo WŻER. Wżer żre i może pożreć. Dlatego teraz pójdzie gdzieś, gdzie najpewniej włączy płytę na przykład Love Over Gold zespołu Dire Straits i za chwilę uniesie go suita Marka Knopflera Telegraph Road. Tak, a potem na mocy tego ducha z Ducha warto poprowadzić wewnątrz porządki wynikające Prvate Inwestigation, a na finał dostanie się Love Over Gold.

Słucham, lecę i wielbię za to, że tak bardzo się cieszę, że rano, że popołudniu, że na noc nie muszę już już wyruszać w drogę, która już dzisiaj 5G nad słupami próchniejącymi w tak stukania dzięciołów. Nie muszę już jechać drogą z mojego strachu i potu, na końcu której zysk. I tak bardzo bardzo mi smutno, że wciąż Ciebie muszę żegnać przed świtem, o świcie, przed wschodem i o wschodzie słońca, która wyjeżdżasz po zyski i cele. Dlatego tak bardzo tęsknię, tak bardzo u jej kresu cieszę się, tak bardzo szczęśliwy tak mocno mocno przytulam Ciebie i tak radośnie śpiewam dzień i w takiej ekstazie słucham pieśni ust Twoich od pocałunku do pocałunku, kiedy zanosisz arie ludzkości śniącej obcych sny, nawet, gdy upajają się malachitowym nurtem Koszarawy. A potem eksplodujemy miłością ponad złoto i żółć, na mocy gąszczu płatków forsycji pijących z kielicha gwiazdy betlejemskiej bordowe wino. Pijemy wino, które ważymy codziennie i upijamy się tym perpetum mobile. W nim rozkosznie zasypiamy, a potem świt ponownie wypędzi nas na arenę, a my gladiatorzy miłości nad złoto przekręcimy losowi kciuk ku światłu każąc mu patrzeć, czyli "tańcząc wyważymy zamknięte drzwi". Amen.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.