24 kwietnia 2019 roku, godz. 11:51

19-22.04.2019r. część 2

Idąc na miejsce zbiórki do drogi krzyżowej i potem wracając z Matyski przyglądamy się tym malutkim osiemnasto dziewiętnastowiecznym drewnianym chatom góralskim. Ze sześć na sześć metrów, góra siedem albo osiem metrów dłuższy bok. I w tych jednoizbowych przybytkach rodziny wychowywano 8-12 dzieci i jakoś ze sobą żyli, i jakoś cieszyli się życiem i wychodzili na ludzi. Mamy dla nich wielki szacunek i podziw. Było bardzo skromnie, nawet często bardzo, ale ludzie nie załamywali rąk i szli dalej.

Wielkanoc, jesteśmy w Tychach. Jesteśmy u cudnej rodziny, mieszanki śląskości i góralszczyzny. Są po prostu piękni. Póki co 2 plus 2. Przecudnie jest przyglądać się jak kilkunastodniowy wnuk tuli się babci, do mamy, a potem jak w kołysce ziewa, przeciąga się, rozprostowuje nóżki i ręce, a jego dwadzieścia miesięcy starszy brat w tym czasie obiera wielkanocne jajko ze skorupki i chwali się dziadkowi swoim dokonaniem, a potem grzecznie idzie na nocnik zrobić siku. Przewspaniale jest usiąść razem i jedząc świąteczne wiktuały, pijąc kawę i herbatę, przyglądać się szczęściu i sensowi ludzkości jakim są dzieci i wnuki.

Lany Poniedziałek. Jesteśmy sami. Czas odpoczynku po świątecznym szaleństwie i wyhamowania przed obowiązkami normalnego dnia pracy, jakim będzie wtorek. Wieczorem postanawiamy się dointelektualizować i jedziemy do legendarnego kina "JANOSIK" na film po którym wiele sobie obiecujemy, a więc "WSZYSCY WIEDZĄ" Ashgara Farhadiego, irańskiego reżysera i scenarzysty - dwukrotnego zdobywcy Oscarów za filmy "ROZSTANIE" i "KLIENT i takie jeszcze wspaniałe arcydzieło jak "CO WIESZ ELIE". W filmie "WSZYSCY WIDZĄ" zagrało kapitalne hiszpańskie małżeństwo, czyli Penelope Cruz i Havier Bardem. Nie zawiedliśmy się. Była znakomita gra aktorska do znakomitego scenariusza i jak zwykle jakby sekcja człowieka człowieczeństwa, tym razem na przykładzie małomiasteczkowej rodziny hiszpańskiej i tkwiącymi w niej najprzeróżniejszymi demonami i diabłami, które targają dzisiejszą ludzkością. Jak zwykle przez ponad dwie godziny akcja nas wciągała, choć przecież nie była to produkcja przygodowo-sensacyjna. A do tego piękne zdjęcia gór, miasteczka hiszpańskiego i winnic, etos pracy w winnicach dla smaku wina i radość życia po pracy, czczenie każdego dnia właśnie owocem pracy tamtejszych rąk. Film obyczajowy, a widzowie siedzieli w napięciu do końca seansu. To jest właśnie genialność Ashgara Farhadiego i magia jego filmów. Warto poszperać w internecie i po kolei obejrzeć sobie w kinie domowym jego dzieła, bo to prawdziwe mistrzostwo X Muzy i godziny z intelektualnością na najwyższym poziomie, naprawdę można bardzo ubogacić swoje człowieczeństwo tym kinem.

Wielka Niedziela. Przed wyjazdem do Tychów spacerujemy po ogrodzie i zachwycamy się dokonaniami wiosny. Jest słonecznie, a w słońcu kielichy kwiatów magnolii są zachwycające. Ta ich w zasadzie biel przesączona różowością,która dopiero u nasady kwiatu decyduje się, aby pójść w róż ostateczny, w różowość pełną i całość tego krzewu, to w tym słońcu jakby zstąpienie anioła jest w jakimś niesamowitym blasku ...promienistości, która wywołuje odrętwienie mięśni i ścięgien, co sprawia, że stajemy jak w zaczarowaniu, ale nie jak skamieniałości, tylko jesteśmy wtedy wielką miłością i łączymy się z tym zjawiskiem, które przelewa się przez nas, zajmuje całe nasze człowieczeństwo i stajemy się uczestnikami niebiańskości. Wiemy, że Bóg chce abyśmy poczuli jego moc i spróbowali tego co za sobą niesie dzisiejsza niedziela, czym jest dla człowieka finalnie owoc zmartwychwstania.

Wielki Piątek. Idziemy Golgotą Beskidów w drodze krzyżowej na Matyskę. Niestety nie słyszymy już nauki wygłoszonej przy drugiej stacji z powodu nagłośnienia, które nie odpowiada tłumom, które rozciągnęły się może na kilometr?! A co to jest dla mnie stacja druga, co to wziąć dziś krzyż na swoje ramiona? Nie dramatyzowałbym i nie wzywałbym do jakiś heroicznych postaw. Na przykład spojrzę i rozpatrzę to w wymiarze mojej wsi., mojej gminy. Krzyżem jest dla mnie patrzenie na zapchajdziuryzm. Patrzę na łatanie dziur i kolejne rozlatujące się asfalty, na brak kawiarni, na brak pensjonatów, na brak infrastruktury dla turystów, na brak basenów i parków z zielenią, kwiatami krzewów i kolorowych drzew oraz brak w nich ławeczek i klombów kwietnych, brak na przykład toru saneczkowego zimowego i letniego, brak toru motocrosowego, że zbocza Matyski nie kwitną milionem krokusów, a więc brak wszelkiego piękna dla miejscowych i przede wszystkim dla turystów. Brak jest więc we władzach człowiek, który wykrzyczy - miałem sen, widziałem nasze wioski pięknymi i mocnymi, widziałem ludzi zachwyconych tym, co im przygotowaliśmy, wwidziałem ich głoszących nasze piękni i piękno naszych wiosek i dobra w nich zgromadzonego. Widziałem ludzi zachwyconych i uśmiechniętych, głoszących piękno rzeźb naszych lokalnych artystów w naszych parkach i skwerach. Byli zachwyceni spotkaniami z naszymi prozaikami i poetami w naszych bibliotekach i domach ludowych. W swoich domach wieszali i kładli na stoły obrazy i rękodzieło naszych twórców ludowych, które zastali i mogli kupić na stałych wystawach i ekspozycjach w tychże domach ludowych i kawiarniach prowadzonych przez gminy i KGW. Hula tu wiatr i dziesiątki psów po ulicach. Taki to krzyż.

Piszę, więc wzięciem krzyża dla mnie jest jest pozostać wiernym sobie w pisaniu. Kiedy uczestniczę w różnych forach pisarskich internetowych, to ich administratorzy próbują mnie zniekształcić, nagiąć do poprawności i przeróżnych zasad, które nazywają nawet kanonami i świętościami. Dają do zrozumienia, że odstępstwa są co najmniej niemile widziane. Uczestniczę oczywiście w najprzeróżniejszych tam proponowanych warsztatach, ale staram się pisać co czuję i z umiłowaniem wolności i wszelkich wyskoków. Raczej to oni muszą mnie przekonać, a nie ja się dostosowuje. A zresztą, te ich zasady? Co z tego, że są, że czynią takie obwarowania w trosce o uporządkowanie, kiedy jest tak jak w stacjach drogi krzyżowej. Upada finalnie człowiek wielokrotnie, a dobro i uczciwość tak chętnie jest krzyżowana przez koniunkturę i składana do grobu, w dzikiej euforii i rozkoszy zadawania mu bólu, bo nowym i jedynym bogiem jest zysk i hedonistyczna zboczona zabawa. Sieję więc podczas tych warsztatów ziarna niepokoju, które chcę by owocowały gniewem trwających w dybach nie wychylania się. Emocjonalnie sieję swój bunt. Ze śmiechem głoszę pisząc ironię, sarkazm posuwający się, jeśli trzeba, a trzeba niestety często do szyderstwa. Biję po oczach, ruszam belki w ślepiach już nie widzących od belek konformizmu i słuszności swoich kanap towarzyskich, co to uznały się prawnie za słuszne, opiniotwórcze, mogące wydawać wyroki i co usadowiły się w cokołach autorytetów i k..wa d..py im wrosły. Walka z tymi zafałszowanymi koteriami bardzo bardzo boli, bo wymaga wielkiej odporności psychicznej i chodzi o ttto, aby nadstawiając drugi policzek, to po prostu błyskawicznie i sromotnie oddać pięknym , zdecydowanym, dosadnym i rozumnym za nadobne. Ot, tak wziąć krzyż piszącemu, co przyszedł z lasu i z prostoty.

Wziąć krzyż, to właśnie starać się BYĆ, mimo niesprawiedliwości wielu dotykających mnie przez urzędników państwa i wszelkich stopni samorządów. To widzieć, czytać, słuchać jak Polskę i Polaków podżerają i zżerają , tym razem, demony i diabły targające tak zwaną dobrą zmianę. To jeszcze oczywiście czuć, bo codziennie cierpimy niekompetencję, intrygi, kolesiostwo, partyjniactwo. Moim zdaniem, w jakimś sensie złodziejstwo, bo jesteśmy jako Polska i Polacy okradani, kiedy awansowani są jełopy i paraliżują pracę urzędów, próbują wpływać na awanse, przetargi, manipulują atmosferą w pracy, blokują postęp i dostają krociowe uposażenia za swoją krecią antypolską robotę, w wyniku której naród jest przeważnie biedny i znerwicowany, a takie miasto jak Jastrzębie Zdrój nie ma połączenia kolejowego z resztą Polski i Europy, choć mieszka tam 90 tysięcy mieszkańców. Cierpię w ciszy, niosę ten krzyż, bo jestem realistą, wiem, że raczej wyżej ch....nie podskoczę. Jednak wierzę i widzę przebłyski, wielu pominiętych przez walec dobrej zmiany przenosi się do urzędów, gdzie cenią kompetencję, pracowitość i nagradzają dobrą płacą, ot takie przebłyski Zmartwychwstania Miłości Jezusowej w codziennym człowieku.

Wreszcie wziąć krzyż, to patrzeć codziennie dobra swojego, żony, dzieci, wnuków, rodziny, ludzi, których Bóg nam podsyła, tworząc swoje i nasze piękno istnienia, przede wszystkim w małżeństwie i rodzinie, ale też umieć odejść wbrew nakazom kościołów, kiedy tworzenie radości życia jest niemożliwe. Nie wolno bowiem żyć dla cierpienia i poświęcenia przynoszącego cierpienie, a nie piękno, dobro, radość. Ludzi przynoszących nam zło trzeba odrzucić, pozostawić w przeszłości i nie odwracać się do tej przeszłości. To jest krzyż, odważny krzyż, wręcz rzucający kamieniem w chore zasady stworzone przez tych, którzy uznali, że wiedzą lepiej od Bożej Miłości, ale tutaj właśnie warto wyjść poza niewolę doktryny grzechu i pójść za miłością i radością życia, bo o nie wżyciu chodzi, a nie trwaniu w bezsensie cierpienia, bo w tym się różnimy i ja twierdzę, że cierpienia nie wolno komuś nakazywać i mówić, że nie możesz go przerwać. Taki kolejny krzyż.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.