4 czerwca 2020 roku, godz. 9:19 0,6°C

04.06.2020r.(czwartek)

Dzisiaj pogrzeb Jerzego Pilcha w Kielcach. Myślałem, że będzie pochowany w Wiśle albo Warszawie. Dziwne są meandry ludzkich losów. Jak innym jest koniec od początku.Czasem w dziwnych miejscach nas zastaje, więc przychodzi się w proch obracać jabłku bardzo daleko od jabłoni. Szkoda. Na każdą książkę Pilch wyczekiwałem. Zastrzyk wielkiego pisarstwa. Kroplówka geniuszu. Wiele łyków poczucia humoru, sarkazmu, złośliwości, ironii i uwielbienia do pałaszowania kobiet. Kpina z przesądu luterańskiego bez żadnego kwefu. Delikatnie zapodana wielka pretensja do opresyjności katolików i katolicyzmu. Próbował też tłumaczyć zawirowania życia Polaków na Śląsku, ich konieczność walki w wermachcie na przykład i ciągły strach przed opresją ze strony "prawdziwych Polaków" za życie na pograniczu i urodzenie się pod zaborami. Jego styl pisania bardzo bardzo mi odpowiadał. Był dla mnie najważniejszym polskim współczesnym pisarzem. Spróbuj odpocząć tam, bo tutaj będziesz żył wiecznie.

Kazik Staszewski udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce, w którym powiedział, że jest przeciwny wypłacaniu 500 plus. Powiedział te, że dziwi się Norwegom bo są zadowoleni z życia, a płacą horrendalnie wysokie podatki. Może to jest tak, że są na wyższym poziomie rozwoju duchowego i umysłowego, jak prymitywni zwolennicy prymitywnego liberalnego kapitalizmu. Wiedzą po prostu, że po to kapitalista prowadzi biznes by zysk z biznesu sprawiedliwie przeznaczyć na wyrównanie szans i poziomu życia ludziom, którzy z bardzo różnych powodów nie mogą liczyć na wysokie zarobki i godny poziom życia. Jeśli kapitalista czy inny bogacz uzyska dochód milion euro rocznie, to nawet jak odda z tego miliona państwu 700 tysięcy Euro, to zostanie mu trzysta tysięcy, a z tych pieniędzy naprawdę można żyć bossko i inwestować dalej. Nic bogatego nie tłumaczy z chciwości, skąpstwa i alienacji w barbarzyństwie, bo takim jest nie płacenie wysokich podatków.

Popiątek, to było spotkanie z wnukiem, który towarzyszył nam tutaj na wsi od piątku do poniedziałku. Ciekawe doświadczenie. Typowy urwis, który chciałby nami zawładnąć i broić w domu i ogrodzie maksymalnie. Niestety prawie nie chciał się bawić zabawkami, ale na szczęście pozwalał sobie organizować czas,choć czasem się buntował i myślał, że płaczem i krzykiem wymusi na nas, że podporządkujemy się jego anarchii. Cieszyło nas, że je wszystko i nie grymasi. Pokazałem mu po raz kolejny proces rozpalania pieca węglowego i był w siódmym niebie. Rano schodziliśmy do piwnicy karmić kota, a później szliśmy do ogrodu, gdzie mógł do woli pobawić się z naszym i jeszcze siedmioma okolicznymi kotami. Na początku uciekały przed nim,ale potem pozwoliły mu głaskać się po całym ciele i łapać za ogony. Fakt, że nie krzywdził je w żaden sposób. Popołudniami,przed zachodem słońca wyruszaliśmy z nim na długie spacery nad potoki, na górskie łąki,pola i nieużytki. Pokazywaliśmy mu rośliny oraz zwierzęta. Dzisiaj tęskni za nami, mimo, że postawiliśmy mu nieprzekraczalne zasady i musiał się do nich zastosować. Tłumaczyliśmy mu i wymagaliśmy odpowiednich zachowań. Buntował się, ale krótko i w końcu przyjmował nasze warunki, w których było naprawdę wiele wolności dla niego.

We wtorek było już więcej bezdeszczowych okienek w pogodzie, więc siedzieliśmy sobie w ogrodzie w słońcu i odpoczywaliśmy. Piliśmy kawę i jedliśmy drożdżowiec. Rozmawialiśmy o deszczach i zimnych nocach, które powodują wylęg mszyc i chorób na naszych roślinach. Użalaliśmy się, że w ten sposób lada dzień zaczną gnić krzaki pomidorów i wschody ogórków. Niepokoiłem się o hortensję pnącą.Też choruje. W wyniku zimna nie rozkwita, a malutkie zielone pączusie w baldachach kwiatostanów w coraz większej ilości brązowieją i w tym roku najprawdopodobniej wschodnia ściana nie wybrzmi muzyką skrzydeł tysięcy pszczół zbierających nektar z tych bardzo miododajnych kwiatów. Tak samo jest z kwiatami kaliny. Rozkwitają bardzo powoli, bardzo nierówno i stale atakowane są przez ogniska mszyc.

Siedzieliśmy, a Cirilla najpierw łasiła nam się do nóg, potem leżała na trawie przy nas, a potem zmieniała kolejne miejsca leżakowania, szukając najbardziej nagrzanych i nasłonecznionych miejsc w ogrodzie. Potem poszła położyć się pod zielonymi gałęziami tui. Myśmy rozmawiali o bożym świecie i bożym ludzie. Cirillę zobaczyliśmy z jakiś pięciu metrów od nas. Coś miała w pyszczku. Wróbel? Nie, za duży. Szpak? Chyba tak. Podeszła bliżej i dumna rzuciła nam zdobycz pod nogi. Był to młody kos. Zauważyłaś przytomnie, że może udaje martwego, więc szybko zacząłem głaskać Cirillę i chwalić, a ona zapomniała o ptaku. Jedną ręką głaskałem kota, a drugą zachęcałem kosa, aby się wybudził z teatralnej śmierci i poleciał sobie. Poskutkowało. Nagle zerwał się i odleciał do sadu sąsiada. Ingerencja w plan Boga? Może i tak.Zresztą nie pierwszy raz i nie pierwszy raz w tym roku. Ale zaraz zwróciła naszą uwagę awantura dziejąca się pod dachem domu. Kawki wściekle kogoś atakowały.Wstaliśmy i przyjrzeliśmy się. Spod dachu co chwilę wyglądała kuna. Najprawdopodobniej weszła za naszymi plecami po ceglastym murze domu w celu splądrowania gniazd kawek. Atakowały ją cztery kawki,a więc domyśliliśmy, że są tam dwa gniazda tych ptaków. Chyba lepsze kawki niż kuna. Kawki atakowały wściekle, a kuna raz po raz znikała pod dachem.Trochę to trwało. Nie wiemy czy wyżarła jajka albo młode. Potem zaczęła schodzić po ścianie pionowo głową w dół. Kawki nie odpuszczały i dziobały ją niemiłosiernie.w końcu po zejściu pół metra kuna odbiła się mocno i poszybowała pod dwudziestoletni krzew krzewuszki. Huk był,gdy uderzyła podbrzuszem o mokry trawnik. Pozbierała się i szybko poleciała pod wnękę pod schodami domu sąsiada. Tam siadła i jakby odpoczywała na starym talerzu anteny satelitarnej, ale kawki nie odpuściły jej i znowu w furii dziobały ją. Pobiegła pod samochód sąsiada, a kawki poleciały za nią. Jedna siadła na dachu auta, a trzy latały dookoła samochodu. Kuna wybiegła i poleciała na ulicę do innych sadów, a kawki pofrunęły za nią. Teraz wiemy co śmierdzi na poddaszu. Kawki są niestety pod ochroną.

Kaja Godek wypowiedziała się za delegalizacją organizacji proaborcyjnych. Ma rację.Dziwnym jest i bardzo niepokojącym, że rządy dobrej zmiany nie przeprowadziły nawet prób. Odpowiednie wnioski do sądów powinny wpłynąć i powinny być przyjęte stosowne uchwały przez Sejm. Dziwne, ale rządy Zjednoczonej Prawicy nie złożyły żadnego wniosku do polskich sądów o delegalizację Platformy Obywatelskiej czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, nie przeprowadziły żadnej uchwały w sejmie w tej kwestii. Smutne. Niestety aktualnie rządzący mają wiele złej woli w sobie.

Czwartek. Rocznica wyborów czwartego czerwca. Tych z częściowo wolnych. Niestety zagłosowałem wtedy za postkomunizmem. Dałem się zmanipulować Wolnej Europie. Teraz znowu wybory. Polityka jest też złem, a ja znowu nie będę się wznosił ponad, tylko cynicznie wybiorę zło mniejsze, czyli skreślę tego kandydata, prezydentura którego pozwoli mi cokolwiek mieć dla siebie. Nie interesuje mnie wolność macic i tyłków. Nie interesuje mnie nietykalność i bezkarność sędziów. Nie interesuje mnie europejskość i solidarność z murzynkiem Bambo. Po prostu ja jestem najważniejszy i moi bliscy, bo Polska jest najważniejsza.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.