29 września 2021 roku, godz. 14:46 1,9°C

29.09.2021r.(środa)

Dzisiaj już drugi raz obszedłem ogród napawając się pięknem jesiennych kwiatów, niesamowitością barw liści winobluszczu, borówek amerykańskich, czy aronii. Co kilka kroków robiłem zdjęcia. Na przykład jeden kwiat nagietka, potrafi mieć w różnych fazach rozwoju, tak bardzo różne i taj wielce zachwycające odcienie oraz kształty swoich kwiatostanów. Są jak czupryny ludzkich głów, które przecież potrafimy modelować na różne konfiguracje i tak wielkie są dzisiaj możliwości w nadawaniu im kolorów i odcieni tych kolorów, no i włączeniu ich. Z ty, że natura jakoś radzi sobie ze śmiesznością swoich pomysłów i kształty i kolorystyka jej naturalnego tworzenia są absolutnym pięknem zawsze, że potem autorka fryzury i jej nosicielka,czy nosiciel, nie musi się tłumaczyć ze swojej głupoty w sumie tak, jak to przeczytałem ostatnio w dodatku do dziennika wiadomego, gdzie napisano w obronie swoich tragicznych pomysłów kolorystycznych, że kobita ma prawo wyrażać siebie w jaki sposób chce i basta. Nie. Tak nie jest. Wygląd pożałowania godny, jest wyglądem pożałowania godnym i tyle, czyli basta. I zaś się naraziłem wolności totalnej i zwolenniczką nie zaglądania w cudze fryzury, a tym bardziej, że tam zobaczyłem wszy. Bo trawestując znaną piosnkę, to co mam przy sobie, na sobie, w sobie to ja i wara ci policjancie ode mnie, higienistko szkolna, i co, że nie znam dnia ani godziny, bo przecież liczy się wolność,czyli waniające, drapiący się, nie umyci, nie umyte chłopcy i dziewczyny i kretyńsko ubrani i uczesani. Czemu chce się zwalniać z pracy nas nie zaszczepionych, a nie was nie umytych?

Nomen omen wszy. Oburzonym krytykantkom moich przemyśleń wiejsko-filozoficzno-społecznych napiszę, że kilka dni temu spotkałem się z koleżanką, co to z prawie dziesięcioletniej emigracji w Irlandii powróciła i w trakcie naszej rozmowy jeszcze do nie przyszedł esemes od byłej wychowawczyni jej syna, że w klasie panuje wszawica. Roześmiała się i powiedziała mi, że dla Irlandii to normalne. Nikt się tym nie przejmuje, to jest element tamtejszej kultury. Nie mycie się, nie za bardzo pranie ubrań i traktowanie wszy jako członków rodziny. Teraz rozpoczną się delikatne napomknienia i sugerowanie rodzicom, że jedna wszy mogą być przyczyną chorób, czy choćby dyskomfortu psychicznego. Nomen omen woda w Irlandii bezpłatna, ale jedna trzeba ją podgrzać i w ogóle wejść pod prysznic lub do wanny. Nomen omen trochę mi to trudno zrozumieć, bo jednak kąpiel lub prysznic są zajęciami bardzo przyjemnymi. Fakt wodę trzeba napuścić, a potem wannę po kąpieli umyć, co dla pokolenia mieć już teraz i za nic, może być nie do przeskoczenia mentalnie, no i niektórzy twierdzą, że lepiej być drapanym przez dziewczynę lub chłopaka niż się myć, że to finalnie przyjemniejsze. Zaoponowałem też w trakcie naszej rozmowy przeciw stwierdzeniu koleżanki, że to ich kultura. Nie widzę w tym zaniechaniu krztyny kultury,tym bardziej sztuki, czy tworzenia.

Jeszcze wieczory są w miarę ciepłe i do kolacji zasiadamy na balkonie, zapalamy świece i pożywiamy się smacznie,choć bardzo przecież tradycyjnie i oczywiście na koniec przypatrujemy się pomarańczowemu sierpowi księżyca,który codziennie wschodzi na północnym wschodzie, nad Żywcem i w pewnym momencie wygląda on jakby oparł się o maszt telewizyjny na Grojcu. Widok i przeżycie naprawdę zachwycające, wręcz uduchowiające, ma się wrażenie, że ta radość, która w tym momencie pęcznieje w naszych trzewiach, to ona zaraz uniesie nas do naszego pełnego blasku gościa. Potem po celebracji wspólnej kąpieli pod prysznicem, idziemy ku wyższej kondygnacji, gdzie jest nasza wspólna sypialnia małżeńska i zastajemy księżyc w naszym oknie, skąd od sześciu lat w końcówce września i w październiku obserwuje nas stary lubieżnik, a nie ukrywam, że nie dajemy mu powodów,aby nie był nieukontentowany. Dzisiaj rano jak zwykle zastaliśmy go nad srebrnym świerkiem,w zasadzie w objęciach jego najwyższych gałęzi.Podziękował nam, że jesteśmy, że czynimy jego wędrowanie wielkim sensem.Pomachał do nas serdecznie i powolutku ruszył dalej, hen, gdzieś, jak każdej doby dookoła Bożego świata. Tak. To już sześć lat. Przyjechałem 24 września 2015 roku i jest nam cudownie ze sobą. Połączyły nas Cytaty. Połączyła nas potrzeba ekspresji literackiej. Połączył nas sprzeciw wobec samotności. Połączyła potrzeba brania miłości.Połączyła nas wielka potrzeba jej dawania. Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.

Tak. Tegoroczna końcówka września w ogrodzie jest zachwycająca. Kolorowość kwiatów i liści przeurocza. Cieszymy się bardzo, że wciąż obficie kwitną na przykład nasturcje i to w przeróżnych miejscach w ogrodzie, na tarasie i na balkonach. Jest to wynikiem tego, że po przymrozkach ich krzaki wyrzucamy do kompostu, a jednak nasiona trwają do wiosny w nim, a potem, gdy rozwozimy ziemie po różnych rabatach, to niespodziewanie wyrastają, a my im czasem dajemy żyć wśród innych kwiatów. Tak zresztą jest z powojami,nagietkami, czy astrami albo dyniami ozdobnymi. Mamy się czym zachwycać wspólnie popołudniami i do zmierzchu, kiedy to często bardzo przebywamy w naszym ogrodzie. Wieczorami siadamy na balkonie i znowu podsumowujemy piękno naszego ogrodu, balkonów i tarasu, omawiamy zabiegi pielęgnacyjne i snujemy plany na przyszłość w życiu i ogrodzie. Oczywiście rozmawiamy też o różnych innych tematach, które podsuwają spotkania z innymi ludźmi, czy lektura internetu, książek, gazet i tygodników. Tak więc ten styk kultur, czy tam czasami zderzenie kultur raczej. Czy kulturą można nazywać religię, tradycje, obyczaje, zwyczaje i życie codzienne oparte na poniewieraniu kobiet, czy drakońskim prawie religijnym, które decyduje o życiu codziennym milionów? Moim zdaniem,naszym zdaniem, tutaj, w rozmowach na tym balkonie nie. Kulturę raczej widzę w naszym świecie opartym o wartości chrześcijańskie. Nie jestem przekonany co do nowomody, czyli, twierdzeniom, że kulturą i cywilizacją są ideologie i nauki wywodzące się z marksizmu jak to mówią i kapitalistyczne praktyki liberalne.Stąd też na przykład mój generalny chłód wobec sztuki współczesnej, będącej batem na religię,tradycję, konserwatyzm i szukanie spokoju w życiu. Moim zdaniem każde takie dzieło powinno być podpisane i opisane przez autora, kuratora, bo po prostu wzbudza w przechodniu, czy widzu agresję,złość i poczucie niepotrzebnego przekraczania granic, które to przekraczanie jest policzkowaniem i szyderstwem ze zwykłych ludzi.

Wrzesień, to czas plonów w ogrodzie i czas pierwszych w nim jesiennych porządków. Co kilka dni zbieramy maliny i poziomki i robimy z nich soki. Pozrywaliśmy węgierki z których usmażylismy dżem i zrobiliśmy kompoty oraz były składnikiem do pysznego drożdżowca. Wybieramy się też w dzikie tutejsze pola, gdzie jest mnóstwo jabłoni, które nie wiadomo skąd tam się wzięły i zrywamy z nich pyszne zimowe jabłka,które przechowujemy, z których robimy pyszny jabłecznik, z których wyciskamy soki do bezpośredniego spożycia, a poza tym te dzikie pola są piękne, pełne jeszcze, jarzębiny, głogu, róży, kaliny i tarniny. Smaczne to piękne wszystko, może poza kaliną, której obróbkę trzeba znać,aby nie zatruć się. Przy herbacie ze sokiem malinowym można wieczorem usiąść na balkonie i porozmawiać, powspominać, bo temat wszawicy dotyczył też i naszego dzieciństwa i naszych szkół. Wpierw też zastanawiamy się, co by było , gdyby to w polskiej szkole stwierdzono u któregoś dziecka dzisiaj wszawicę. Mówisz,że wezwano by rodziców i nakazano, aby dziecko wróciło do szkoły kiedy rodzice usuną problem. Ja jestem trochę sceptyczny. Wiem, że do niedawna rodzice nie życzyli sobie takich kontroli, powołując się na złote polskie tradycje wolności. Dzisiaj, mam nadzieję, że nauczyciele stosują tak zwaną "krótką piłkę", czyli w przypadku jakiegokolwiek oporu i głupich wstawek o jakichś dziwnych prawach lub wolnościach, to mam nadzieję, ze po prostu informują, że powiadamiają opiekę społeczną i sąd rodzinny i w przypadku dalszego oporu robią to. A w naszym dzieciństwie? A w naszej szkole. Były wszy. Ty mówisz, że szczególnie był program z kilkoma bardzo wielodzietnymi rodzinami, które były niereformowalne i zatem nie znały pojęcia higiena, a wtedy było jak było i nikt nie był w stanie w żaden sposób wyegzekwować nic od nikogo. Może na przykład były i szkoły specjalne, ale fakt faktem, że na przykład wielu chodziło do szkoły podstawowej do pełnoletności i u nas, w mojej szkole podstawowej, mieli zaszczytny tytuł faraona. Były też wszy łonowe i były też wszy odzieżowe, które były nosicielami tyfusa i ten tyfus zdarzał się jeszcze w latach siedemdziesiątych.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.