25 maja 2021 roku, godz. 13:49

25.05.2021r.(wtorek)

Czas Ducha Świętego. Ten czas powinien być zawsze w nas, ale teraz powinien on się gnieździć w naszym umyśle szczególnie i powodować refleksje.

Wczoraj około dziewiętnastej trzydzieści zasiedliśmy na północnym balkonie do wieczornej herbaty, ciastka i lampki koniaku z okazji kolejnej miesięcznicy naszej wspólnej drogi. Spojrzałem na wschód, a tam ponad dachami, ponad sadami, ponad doliną Soły, potem kolejnymi dachami, kolejnymi sadami i kolejnymi polami, czyli kilka kilometrów od nas, na cudnie zielonym zboczu jednej z gór Beskidu Żywieckiego płonęło ogromne ognisko.
- Zobacz jakie wielkie ognisko ktoś rozpalił - powiedziałem do Ciebie.

- No, są Zielone Świątki - odpowiedziałaś i dodałaś - tutaj zawsze się pali takie ogniska. U was nie paliliście?

- Nie - odpowiedziałem i zacząłem sobie przypominać, że kiedy przyjechałem tutaj, to jeszcze w latach 2016 i 2017 takie ogromne ogniska widziałem w ogrodach. W tym roku nie było ich widać. Powoli przypominałem sobie, że są to prastare obrzędy na cześć słońca i wody. Jest to po prostu forma modlitwy, aby bogowie ochronili plony i zwierzęta. Aby nie było chorób, ani na przykład gradobicia, które powodowały głód i umieranie. Potem w te zwyczaje postanowili się wkomponować wodzireje chrześcijaństwa, stąd wielkie trzydniowe albo więcej święto na cześć Ducha Świętego. Stąd zwyczaj,który jest tutaj praktykowany, że księża idą święcić pola i modlić się o rośliny i zwierzęta. Pomyślałem, że modlitwa ogniskiem, to bardzo dobry pomysł. Do mnie też wiele modlitw chrześcijańskich, czy katolickich kompletnie nie przemawia i nie modlę się w ten sposób, a wolę tak jak teraz jako modlitwę posłać Bogu woń bzów. Czyż można Bogu ofiarować, podziękować i poprosić w maju jakiekolwiek słowo, które byłoby lepszą treścią od zapachu bzu? Oczywiście, że nie.

Rozważania te doprowadziły mnie do rozmyślań o zakłamanej naszej historii. Zwycięzcy narzucają religię, kulturę i swoje zwyczaje. Aby zapanować trzeba zabić w ludziach pamięć o tożsamości. Teraz coraz głośniej mówi się o tym, że tak zrobił katolicyzm z trzema tysiącami lat historii Polskich Słowian. Muszę to doczytać, ale prawdopodobnie część książąt słowiańskich zdradziło swój lud i swoją wiarę oraz tradycję na rzecz katolicyzmu i kultury chrześcijańskiej, a mieliśmy swoją oryginalną i piękną. Potem wszystko zaczęło się walić jak kostki domina, a może nawet była to lawina. Ogniem i mieczem wprowadzano kolejne katolickie kulty, co w praktyce oznaczało wiele wiele stosów. Ponoć oliwa sprawiedliwa. Dzisiaj nie umiemy obronić katolicyzmu przed czymś, co nawet nie wiadomo jak nazwać, bo nie ma w sobie Boga jakiegokolwiek. Tak sobie myślę - czymż jest 1050 lat wobec być może ponad trzech tysięcy? Jak łatwo jako naród dajemy się omamiać. Jak łatwo zaraz potem zdradzamy siebie. Jak łatwo zapominamy, że liczy się plemię. Że najważniejszym jest gniazdo.

Wśród rozmów, wspomnień, słów o szczęściu jakie dla siebie stanowimy. Spojrzałem na północ, a tam u sąsiada dwa ogromne "krzewy gorejące", a może nawet bez cudzysłowu, może tak dzisiaj Bóg - Duch Święty objawia się swojemu stworzeniu. Pierwszy to ogromny, w pełni kwitnący bez, a drugi złotlin. Jeden w barwie niesamowitego, może nieziemskiego fioletu, a drugi to wielki ogień złotych języczków. Kwiaty jednej i drugiej rośliny przywodzą na myśl ogniki Ducha Świętego. Gdyby wszyscy tak widzieli, to rozumielibyśmy się. W tym tkwi istota Ducha Świętego. Czyli rozumuj i działaj sercem, ogniem, intuicją, spontanicznością. W opowiadaniu o ognikach nad Apostołami, nie chodzi o to, żebyśmy rozmawiali w różnych językach, tylko, żebyśmy się rozumieli sercem. Oni zdobyli ich sercem, nie mówiąc w ich językach. Serce to nie pieniądz i nie zyska i hierarchia, czyli fundamenty dzisiejszej ludzkości w absolutnie każdej jego sekwencji. Dlatego jest źle i będzie tylko gorzej.

Tu przypomniało mi się południowe niedzielne kazanie u Dominikanów w Łodzi. Nie bardzo zgadzałem się z nim. Zakonnik mówił o tym, że do Ducha Świętego nie pasuje minimalizm. Że w relacjach z ludźmi musimy być ogniem. Moim zdaniem potrzebny jest może nie minimalizm, ale umiarkowanie, wyrafinowanie, spokój, dystans i rozwaga w każdym momencie. Płomienie wielkiego ognia spalają, a dodatkowo materiał jest przeważnie zakuty z zewnątrz i w wewnątrz cierniami. Człowiek jest kilometrami zasieków z koron cierniowych i z drutu kolczastego. Łatwo się spalić pokaleczonym bardzo. Myślę, że czas świętych męczenników już przeminął, aa i tak ich przybywa. Mam wrażenie, że kolejni bestialsko mordowani misjonarze nic nie wnoszą do ludzkiego porządku. Nikt w ich imię nie staje się lepszym. Potrzeba ognia kontrolowanego, w którym nie ma relacji pan - sługa. Bo jak do mnie z ambony dzisiaj ksiądz mówi - bracia! To to jest teatr groteski i kłamstwa.Tak przynajmniej ja odbieram. Dzieli nas przepaść. Nikt mnie nie przekona, że nie jesteśmy obcymi sobie ludźmi.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.