Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.
 10 maja 2019 roku, godz. 10:23

ZATWARNICA 4

Wracali teraz powoli i jeszcze raz karmili się widokami po prawej i lewej stronie. Jeszcze raz rejestrowali mokradła wypełnione kępami traw i niezliczoną ilością kaczeńcy, z których wyrastały dziesiątki wielkich pokręconych wierzb,wspaniałe plenery dla harcującej wyobraźni, powołującej w głowie baśniowych mieszkańców takiej krainy. Mijali jeszcze raz kwitnące sady płatkami gruszy i jabłoni, wreszcie całe zbocza rozświetlone bielą czeremch. Byli też skąpani w ich słodko przytłaczającym zapachu. Tacy spokojni, tacy wyciszeni, taką błogością niesieni doszli do kościoła pod wezwaniem Dobrego Pasterza. Wchodząc zachwycali się jego zewnętrzem i wnętrzem. W sumie dzieło sztuki nie pozostawiające nikogo obojętnym.

Na zewnątrz, nad wejściem do kościoła witraż otoczony płaskorzeźbą i widoki na góry zieleniejące i kwitnące. Usadawiają się w ostatniej ławce po prawej stronie.Ksiądz jest już bardzo wiekowym człowiekiem, a do mszy służą mu dziewczyna, kościelny i chłopiec. Dziewczyna czyta poszczególne perykopy, co jest rzadkim obyczajem w kościele katolickim, w którym postęp następuje wolniej niż powoli, więc ta dziewczyna jeszcze raczej szans nie ma na wstąpienie do seminarium.

W kościele nie ma organów, więc pieśni intonują i zawodząco zawodzą staruszki i jest to ten typ szczególny zawodzenia, którego najbardziej Wiktor Dominik nie lubił. Ponoć kto śpiewa modli się dwa razy, a te które zaaaaaaaawoooooooodząąąąąąąąą, to..., a niech je diabli, że nie umieją siebie usłyszeć.

Jest Matki Boskiej Królowej Polski. Ksiądz rozpoczyna kazanie i mówi, że w życiu polskiego narodu Jej pomocna rola jest nie do przecenienia, bo jest udokumentowanym jej przyczynienie się do obrony Polaków. Wiktor Dominik zastanawia się jak to jest z tym jej królowaniem? Czy jak chcą środowiska LGBTXQ, jest królową wszystkich Polaków,a więc i tych, którzy świadomie lub mniej świadomie, zdecydowali się ulokować uczucie w osobnikach tej samej płci, w roślinie, w zwierzęciu, czy niemowlęciu? Cz y też Matka Boska jest królową Polaków i Polski w sposób odpowiedzialny, a więc króluje im w zachowaniach zgodnych z tym co niesie szeroko pojęty katolicyzm? Wiktor Dominik i Anna byli przekonani w tych swoich rozważaniach, że jest Królową ludzi odpowiedzialnych, czyli, że nie jest i nie będzie Matką wynaturzeń, które prowadzają się pod wspólnie powiewającą nad tymi przykrymi i smutek wywołującymi ludźmi tęczową flagą. Przypomnieli sobie, że w Meksyku złodzieje i bandyci, jedną z katedr maryjnych, obrali sobie, za centrum swojej modlitwy i nazwali ją katedrą matki boskiej złodziejskiej. Tak nie wolno.To zło. Wszystko co niszczy ludzkość, to ją niszczy, a nie wzbogaca, a aberracje seksualne ją niszczą.

Na ścianach pięknie czarno na białym artysta namalował drogę krzyżową.Bardzo interesująca technika i pomysł przyciągający wzrok oglądającego. Kościoły katolickie są świątyniami Ducha, ale i są świątyniami sztuki, zwłaszcza malarskiej, rzeźbiarskiej i witrażniczej. Czasem nawet to nagromadzenie piękna i wspaniałości z geniuszu ludzkiego poprzez dary Boga nie pozwala się skupić na modlitwie czy rozmyślaniu. Dlatego lepiej przyjść podziwiać, zachwycać się i podziw i zachwyt ofiarować Bogu jako modlitwę.

Ksiądz dalej w homilii mówi, że niestety nie jesteśmy już narodem jednolitym, że nie gromadzi nas Bóg, Honor, Ojczyzna pod jednym sztandarem i nie wszyscy, którzy nazywają się Polakami chcą Polski suwerennej, a Polaków wolnych w ramach tej Polski wolnych. Nomen omen, za chwilę niby prezydent Polaków powie, że chce by niewola była wpisaną do konstytucji. Że Polska ma być niewolnikiem eurokołchozu. Tragicznie smutne. Ryba psuje się od głowy. I nikt nie zaprotestuje, nikt nie wyjdzie na ulicę, wobec tej oczywistej zdrady stanu. Nikt się nawet nie podpalił. Siczka zaśpiewa za kilka godzin, że jego naród umiera. Wiktor Dominik i Anna wiedzą już dawno na własnej skórze, że tego narodu, który umierał za polskie Bieszczady już nie ma, pali się tylko znicz pamięci w ich sercach, a ten kraj to zgliszcza, może nawet popioły, po dumie, pracowitości, wierze i religii Miłości.

Wielki żyrandol na środku nawy kościoła, upleciony jest z rogów jeleni i do nich przytwierdzone są lampy. Żyrandol dobrze symbolizuje zdradzoną wiarę, sprzedaną, oddaną niepodległość, zapomniany honor, obśmiewanego Boga, rozgrabianą Ojczyznę, system, w którym wszyscy na wszystko wszystkim pozwalają, a przede wszystkim system intryg, kłamstw i pogardy dla uczciwości, dla pracowitości, uczynności, pomocniczości, dla oddawania połowy płaszcza wzorem świętego Marcina. Symbolizuje zlepek ludzi, który przestał być narodem, przestał być państwem, bo był "przed szkodą i po szkodzie" wredny i wolał przyjąć ideologię hańby, niż zastosować się do wymogów Jezusa Chrystusa. Tak sobie po cichu rozważali,słuchając grzmiącego kapłana.

A kapłan ciskał gromy niepoprawności i nierówności dla tęczowości, wobec heteroseksualnej z woli Boga normalności. Mówił: Wiosna? My wiemy co to wiosna! Polacy wiedzą czym jest miłość! Wiosna zieleń roślin, które wypuszczają pąki i z nich zakwitną w płatki kwiaty, a ztych kwiatów latem i jesienią powstaną smaczne owoce. To jest wiosna!!! I tyko to!

Patriotyzmem jest uczciwa praca Polaku, nie pieniądz, choć jest waży, ale nigdy nie może być przedłożony ponad wierność państwu i Polakom. Nigdy nie będzie Ojczyzną emigracja, a zawsze będzie odrzuceniem Ojczyzny, więc nie pouczaj stamtąd jak mamy żyć i nie wydawaj poleceń, bo Polacy mają Matkę Boską, swoją Królową i Królową, która jest im Matką i to jest fundament i początek, jeśli chcesz rozmawiać o Polsce i Polakach, a celem jest Jezus Chrystus. Innej rozmowy między Polakami być nie może. Inaczej to jesteś już tylko Europejczykiem, ale to określenie Polakowi podpowiada, żeś się zunacył.

Spartoliłeś się w rozumie i duchu, i przyjeżdżasz tutaj w Bieszczady zachowywać się w popaprańczy sposób. Siedzisz pod namiotem i się gzisz, zapominając o modlitwie i przyjściu w niedzielę do kościoła na mszę. Dookoła namiotu zostawisz dziesiątki foliówek, puszek i butelek. Jeszcze na przystankach i szlakach. Mało ci tego, celowo i świadomie dasz i chlasz na schodach prowadzących do kościołów i cerkwi. Tego nie robią miejscowi, to robisz ty! Który masz się za wykształconego, który masz e za lepszego, bo tolerujesz "innych", bo nie mówisz, że są wynaturzeniem, bo żyjesz dla pieniądza, bo aspirujesz do kolejnych szczebli kariery i może kiedyś, żeby w zgodzie systemem, to oddasz ciało innemu mężczyźnie, bo przecież trzeba przekraczać kolejne bariery. A prawda je jedna, jak głosi ludowe porzekadło - mężczyzna, ten stworzony przez Boga, to on w rurkach się nie zmieści.

Za ołtarzem, z prawej i lewej strony cudne witraże, a dookoła nich płaskorzeźby i znowu w obojgu rodzą się pytania o autorów, artystów, którzy z mocy Ducha Świętego wytworzyli to piękno i zarazem chwile wzruszenia oglądającemu. Że, i tu ciekawe, oboje się łapią na tym, że faktyczne chce się przyklęknąć i pomodlić do kolorowych szkiełek, do kształtów tworzących opowieść płaskorzeźby, bo można sobie naprawdę wytłumaczyć, że w nich zawarty jest pierwiastek boski i ma moc sprawczą, modlitwy te dzieła przekładają na dobre życie codzienne: twórcze, uczynne, pomocne, uśmiechnięte, pocieszające, któremu wystarczy miłość żony, miłość męża i kieliszek łąckiej śliwowicy do Polaków wieczorno-nocnych rozmów.

Wreszcie ksiądz ciska gromy na nauczycieli. Zniszczyli etos i powołanie. Porzucili dzieci, zdradzili rodziców. Dali się poprowadzić oszustom. Nie poszli za Polską, tylko za szmalcem. Pyta nas ksiądz - powiecie do mnie, a co mnie to obchodzi? I odpowiada. A obchodzi, bo ja też wiele pokoleń dzieci wychowałem. Wiktor Dominik i Anna wtedy pomyśleli, że też stary ksiądz poczuł się zdradzony jak oni, poczuł, że ktoś święty stan nauczycielski, zamienia w g..no.

Na koniec ksiądz mówi, że podczas rannej mszy w Dwerniku turyści z Warszawy zaczęli mu bić brawo, a po mszy podeszli do niego i podziękowali mu za takie kazanie którego tam już się nie usłyszy, bo księża boją się i mają ręce usta spętane poprawnością polityczną, elgiebetowską i światopoglądową. Wychodzi więc na to, że jest tak jak w powiedzeniu Naczelnika Polski Marszałka Józefa Piłsudskiego, że wszystko co najlepsze Polak może zaznać na krańcach swojego kraju, bo jego stolica jest już tylko siedliskiem sodomy i gomory, babilonu i hołduje cielcom z tworzyw, które nawet nie są metalami.

Jest jeszcze jedno piękno i moc w tym kościele, oprócz mocy Ducha jego kapłana, który tak wspaniale przewodniczy swojej wspólnocie i przywraca nadzieję przyjezdnym. Są to malowidła na na suficie kościoła, umieszczone w obramowaniu z krzyżujących się belek, a w każdej takiej ramce motywy ludowe, przyrodnicze i religijne. Zawsze, w przypadku takich wizji artystycznych są kontrowersje, i zawsze wrogowie Kościoła Katolickiego dopatrują się, że artysta chciał przekazać jakieś symbole masońskie, czy z innego pogaństwa, a przecież jest to nieprawdą i tylko próbą skłócenia i niszczenia Świętej Wspólnoty Kościoła Katolickiego.

Na koniec wszyscy wstali i odśpiewali hymn "Boże coś Polskę". Potem wyszli i do samego ośrodka wczasowego rozmawiali o porywającym kazaniu starego księdza. Potem ktoś z mieszkańców powie im, że ksiądz prędzej mówi, niż myśli, ale oni nie podzielali tych słów. Proboszcz dokładnie wiedział, co mówi i wiedział do kogo mówi. Widział, że mieszkańców jest kilkunaścioro, a turystów zdecydowana większość i wiedział skąd są, dlatego pokrzepił ich, że są jeszcze enklawy swojskości, normalności, że w wielkim mieście nie muszą się czuć zaszczuci, choć na pewno przykro mu, bo de facto ci wierni są porzuceni przez swoich kapłanów.

Zaszli do ośrodka i zapytali kelnerki, co mogliby zjeść. Ta odpowiedziała im, że jest jeden obiad, typowo swojski i szefowa kuchni nie wymyśla, tylko gotuje normalnie tradycyjnie po polsku i lokalne, i nie ma w jej jadłospisie na dziwolągi kulinarne typu owoce morza, czy tajskie berbeluchy. Dziś więc est kapuśniak, pierogi w czterech odsłonach oraz borówek, które osobiście zbierają tutejsze elfy i rusałki, i przynoszą do kuchni. Nie wiedzieli, które z pierogów wziąć, więc kelnerka zaproponowała im mix wszystkich, a więc 4 X 3 na talerzu i rzeczywiście za niedługo jedli te z mięsem, te bojkowskie, czyli z kaszą gryczaną, te i te najcudowniejsze,czyli z serem i zielonym świeżym czosnkiem niedźwiedzim, który to na potrzeby tego arcydzieła kulinarnego osobiście zbierają tutejsze niedźwiedzie brunatne i przynoszą go do domu szefowej kuchni zaraz po sicie, tak, aby nie wystraszyć turystów. Pojedli przepysznie i zapłacili 43 złote. Potem przyszli do domu, przebrali się, zabrali płaszcze przeciwdeszczowe, gumiaki i z wielką nadzieją wyjechali na koncert do Cisnej w ramach drugiej edycji ZEW festiwalu, a w dniu dzisiejszym zwłaszcza spełnieniem ich marzeń będą koncerty KSU, Tomka Lipińskiego i Zalewskiego. Jest czas pracy i przychodzi czas zapłaty za uczynność ludzkości. Teraz był ten czas, który im odwdzięczał się za ich życie.