Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.
 6 marca 2017 roku, godz. 10:54  6,3°C

06.03.2017r.

Powoli wielki pąk lilii rozchyla swoje płatki i tworzy różowy kielich pięknego kwiatu. To pierwszy z kilkunastu kwiatów osadzonych na czterech łodygach wyrastających z brązowej donicy. Za jego sprawą i kolejnych kwiatów tej lilii w pokoju będzie pięknie i wiosennie przez przypuszczam, że cały marzec. A jeszcze w sukurs lilii pójdą w wielu barwach kwiaty storczyków. Tak więc kiedy jeszcze ustąpią deszczowe chmury i do pokoju dostaną się jasne i ciepłe promienie słońca, to wystrój będzie rajski, a tym samym nastrój niebiański.
Są też pierwsze poważne radością okoliczności wiosenne poza domem, a więc całe już miejscami place kwitnących przebiśniegów. W niektórych ogródkach usytuowanych w południowych częściach posesji i nie pozasłanianych tujami i drzewami widziałem też kwitnące pierwiosnki i bratki - te ostatnie w różnych zachwycających kolorach. No i największą przyjemność i zaskoczenie sprawiła mi wczoraj kwitnąca już na jednym z przychodnikowych trawników stokrotka.
A teraz mimo zapowiadanych na cały dzień deszczy wyszło słońce i zrobiło się tak jasno i energetycznie w pokoju. Barwy doniczkowych kwiatów nabrały takiej serdecznej wyrazistości i zarazem intensywniej strzelają we mnie mocą swojego piękna. Zieleń ich łodyg i liści jest wiele przyjaźniejsza. Łatwiej oczy ją przyswajają i mam wrażenie, że przenika mnie ona swoim ciepłem i sprawia, że jestem bardziej ożywiony.
Tymczasem od zachodu wędrują chmury deszczowe z poszarpanymi brzegami, jakby były pokąsane przez watahy rozwścieczonych wilków. Nie są jednolite i skupione, a więc są między nimi przerwy, w których widoczne jest lazurowy błękit nieba. Dopiero z nad szczytów Beskidów idzie kolejna fala chmur, która zdaje się być zwarta i jednolita, że istnieje realna możliwość, że spadnie z tych gęstych chmur kolejny rzęsisty deszcz. Oczywiście te chmury z zachodu na wschód przetacza siłą swojego spokoju wiatr, który jest konsekwentny, ale już dziś nie daje się ponieść szaleństwu, takiemu którego napady miał w nocy ze soboty na niedzielę. Wieje sobie bardzo spokojnie, że nie widać go w ruchy gałęzi ogromnego orzecha włoskiego rosnącego w ogrodzie sąsiada, ale wpisuje się w dzisiejszy dzień przez drżenie suchych zmiętolonych czasem liści buku , z których pewnie co jakiś czas pojedyncze sztuki są przez niego zrywane i zmuszone do lotu na pozimowy trawnik. I takim sposobem drzewo buka niedługo wyłysieje, a zastąpią te stare liście pąki młode, z których w kwietniu powoli będą się tworzyć nowe charakterystyczne liście.
Po gwałtownym ociepleniu w ostatnich dniach lutego śnieg szybko stopniał i odsłonił wielki trawnik w zachodniej części ogrodu wraz z częściami kwietną i warzywną utworzoną z tego trawnika. Po kilku dniach pietruszka, która przezimowała doskonale pod zwałami śniegu, wypuściła nowe zielone listki, które szybko urosły i już praktycznie można ich używać jako aromatycznej przyprawy do zup. Ogrodowa pietruszka jest bardzo aromatyczna, w przeciwieństwie do tej którą na pęczki sprzedają handlowcy ze szklarni. A swoją drogą to ciekawi mnie to - jak się uprawia pietruszkę czy szczypior, że one nie mają krztyny aromatu właściwego tym ziołom? Na trawie jest wiele liści, które wiatry nawiały późną jesienią z drzew sąsiadów i teraz trzeba będzie je powoli wygrabiać, kiedy po ostatnich deszczach trawa i gleba obeschnie. Nie mogę się tego doczekać kiedy z grabiami wyruszę do słonecznego ogrodu, w którym królują ptasie śpiewy. Jeszcze trzeba będzie rozdrobnić wycięte gałęzie krzewów, przekopać część warzywną, a przy okazji rozpalić ognisko, upiec kiełbaski, chleb i ziemniaki, no i przy tym napić się piwa naszego żywieckiego powszedniego.
Patrzę przed siebie, a kielich lilii już coraz większy i zwrócił się na południe do okna, a za nim i drugi już rozwija się szybko i rozpycha się między pąkami, a liśćmi innych łodyg. Wiosna nabiera ogromnego tępa i praktycznie dzieje się na moich oczach. Słońce ponownie zostało przykryte przez chmury, ale jest z każdą minutą jaśniej i przychylniejszą się wydaje każda minuta dnia. Na liliach jest bodajże 20 kwiatów, a dwa już rozkwitły. Na piętrze zaś przy oknie rosną posiane w doniczkach pomidory i też mają się dobrze i z każdym dniem są większe.
W sobotę sąsiad przyciął swoje tuje na południowej ścianie mojego ogrodu. To bardzo dobrze, bo będzie w nim zdecydowanie więcej światła. Moje trzy tuje rosną sobie bujnie na zachodniej ścianie ogrodu, pod konarami orzecha włoskiego sąsiada. Oparta o jedną z nich choinka schnie i migocą na wietrze resztki złotej lamety. Kiedy całkiem wyschnie porąbie ją i spalę - będzie rozpałką ogniska lub pieca centralnego ogrzewania.
Zrobiłem sobie kawę i piję jej kolejne łyki pomiędzy kolejnymi zdaniami tego dziennika. Zza okien dochodzi wrzask wróbli, pohukiwanie cukrówek i czasem przeciągłe serie z gardeł kosów. Ponownie wyszło, pewnie tylko na chwilę słońce. Na tle jasno zielonych ścian znakomicie wyglądają wazony z rozwiniętymi baziami, które są kolejnym pięknem jaki zawiera ten zielony pokój, sprawiającym, że tak dobrze mi się w nim pisze, pije kawę czy czyta tygodniki i książki, no i oczywiście rozmyśla.
Jeszcze przedwczoraj pisałem, że drogi życia to nie jest droga krzyżowa, ale wczoraj zreflektowałem się i jednak uważam, że życie pełne jest elementów drogi krzyżowej, a więc cierpienia, zdrad, smutków, niespodziewanych gestów człowieczeństwa, upadków własnych i cudzych, pogrzebów i zmartwychwstań w chwale i do radości. Nie wszystko w życiu od nas zależy i nikt w pełni nie jest samo określić swoje życie. Dlatego potrzebne jest wyciszenie , skupienie i pokorna modlitwa oraz zwyczajna pokora, która pozwala przyjąć wyroki Losu i konsekwencje swoich decyzji, a te naprawdę trudno jest przewidzieć, bo taka jest mała nasza wiedza o ludzkości i świecie. Wiem po sobie, że nie można powiedzieć - jestem chory, mam depresję i czuć się zwolnionym z życia. Zawsze skazani jesteśmy na współistnienie z innymi ludźmi i to my musimy sprostać wymaganiom społeczeństwa, państwa, kulturze. Nie mogę powiedzieć - ja się nie zgadzam i wycofywać się do swoich czeluści odosobnienia. Muszę szukać swoich rozwiązań bazując na rozwiązaniach szerszych, muszę się w tej dotyczącej mnie przestrzeni znaleźć. Między ludźmi nie ma wysp otoczonych fosą, na których to można by wybudować swoją wieżę i czuć się w niej bezpiecznie. Nie. Cały czas jestem powiązany z organizmem ludzkim i trzeba w nim do końca dni uczestniczyć. Od wielu lat już zadaję sobie pytanie jaki to ma sens i po co jest życie człowieka. Odpowiedzi nie znajduję. Po prostu kocham i chcę być kochanym. A cała ta gra dookoła mnie o moją uwagę - abym się skłonił tej czy innej religii, poglądowi politycznemu, to coraz bardziej mnie nużą i dochodzę do wniosku, że wszystko to jest bo jest, no i niech sobie będzie, a ja sobie coś z tego uszczknę dla siebie, a więc posłucham, porozmawiam, zadam kolejne pytania, poszydzę, pokpię, popiszę trochę wierszy, prozy wszelakiej, pójdę kina, teatru, na koncert, czasem kogoś odwiedzę, czasem ktoś mnie odwiedzi. I może kiedyś coś się z tego narodzi dla dobra świata. Myślę, że ma sens działanie pozytywne, usmiech, jakieś dobro, które to ogólnie budują dobrego ducha w świecie - taką energię wszechświata, którą ogólnie nazywa się Bogiem i im więcej z nas dobrych myśli i czynów, to tym mocniejszy dobrem i radością człowieczą jest Bóg. A jak okradamy, poniżamy,oszukujemy, wyzyskujemy, zadajemy cierpienia - chociaż drobne fizycznie i psychicznej poniewieramy człowiekiem, to w ostatecznych rozliczeniach Bóg objawia się holokaustami czyli okrucieństwem i bestialstwem o bólu, który nie są w stanie pokazać jakiekolwiek skale cierpienia.
Kończę pić kawę i pora przejść do następnych drobnych wyznaczonych sobie zadań na dzisiejszy dzień. I nie ma co się weń za bardzo wgłębiać - trzeba zrobić co jest do zrobienia i zawsze myśleć o tym jak najlepiej rozwiązać aktualny problem, albo jak najradośniej przeżyć daną mi przyjemność, jak najbardziej miłować tych , których dane jest nam kochać i jak najpełniej przyjąć miłość od tych, którzy dają nam swoją miłość.