PIĄTEK W tutejszym PGR oprócz [...] – fyrfle – zeszyty

W obecnej chwili w 0 zeszytach znaleźliśmy poniższy tekst, którego autorem jest fyrfle.

24 -27.03.2017r.

PIĄTEK

W tu­tej­szym PGR oprócz ho­dow­li bydła mleczne­go zaj­mują się też ho­dowlą kar­pi. Tak więc kiedy na po­toku, który wpływa do tych stawów i po­tem wypływa z nich, tamę wy­budo­wały bob­ry, to de­cyz­ja mogła być tyl­ko jed­na - roz­wa­lić tamę. Posłano spycharkę i zde­molo­wano tamę. Prob­lem w tym, że od­bu­dowały tamę, a do te­go zdjęcia po­robił na­wie­dzo­ny czy­li ob­rońca bobrów. Jest więc ha­ja.
Opo­wie­działem opo­wiadające­mu mi to zdarze­nie, że mie­szkańcy pew­nej wsi w re­gionie gdzie mie­szkałem wcześniej też mieli ta­ki prob­lem. Tam było tak, że rzeczka płynęła środ­kiem wsi i bob­ry zaczęły bu­dować ta­my. Zaczęło się ro­bić roz­le­wis­ko zag­rażające do­mos­twom. Na nic prośby do wszel­kich urzędów i in­sty­tuc­ji, bo bob­ry święte i nie do rusze­nia, a ob­rońcy sierściuchów już szy­kowa­li łańcuchy i kłódki. No to pew­nej no­cy sporządzi­li tam coś w rodza­ju na­pal­mu, wy­lali to na ta­my i do nor - pod­pa­lili, no i te­mat bobrów się skończył.
Ob­rońca bobrów pew­nie będzie się upierał przy nich i nie ob­chodzi go, że przepływ wo­dy w sta­wach mu­si być. Pew­nie nie je mięsa i pew­nie chce by kar­pie w ogóle uwol­nić do górskich rzek. Ty­powo pol­sko pol­ski prob­lem. Nikt się nie cof­nie o krok. Moim zda­niem nie ma o czym mówić. Bob­ry prze­nieść al­bo wys­trze­lać, bo ich obec­ność w górach może być tra­giczna dla ludzi. Ob­rońcę zwierząt na­piętno­wać ze wszys­tkich możli­wych stron, łącznie z pro­pozycją dar­mo­wego bi­letu w jedną stronę na Alaskę lub Madagaskar.

SOBOTA

Msza w rocznicę śmier­ci. Tu zauważyłem, że jest tak, że rodzi­na spo­tyka się na pog­rze­bie os­tatni raz ze sobą. Po­tem w miarę przy­bywa­nia ko­lej­nych rocznic trud­no ko­goś spot­kać nad gro­bem. Nik­nie ten zwyczaj mod­litwy wspólnej i wspo­mina­nia. Nad gro­by przychodzą ci, których na­zywa się mo­hery, pi­siory, a po­zos­ta­li mówią, że są no­wocześni, tłumaczą się pracą, a nikt nie pot­ra­fi się przyz­nać, że tak nap­rawdę in­te­resują go tyl­ko swo­je włas­ne czte­ry li­tery i nie mają na­wet cza­su dla swo­jego małżon­ka i swoich dzieci - cóż do­piero pa­miętać o kil­ka lat te­mu zmarłym oj­cu, mat­ce, sy­nu, ko­ledze z ław­ki szkol­nej czy księdzu pro­boszczu. Tak właści­wie to jest pas­se. Twar­dym trze­ba być, do Euro­py trzeba.
O pier­wszym po­połud­niu zno­wu w kościele - zmarła człon­ki­ni naszej społeczności. Trze­ba być na mszy i tu­taj trze­ba jej od­dać cześć za­mawiając mszę za spokój jej duszy. Mszy zamówionych czter­dzieści. W kościele ludzi mało. Zno­wu wytłumaczą się nauką, pracą, tym, że kościół dwa i pół ki­lomet­ra pod sporą górkę. Piękne uczci­we mądre za­sady przeg­ry­wają z le­nis­twem, chci­wością i bez­myślnością oraz dążeniem do bez­względnych wygód życia - kosztem wszys­tkiego i wszystkich.
Msza pożeg­nalna piękna, a wspa­niałymi są me­lodie żałob­ne gra­ne na or­ga­nach przez miej­sco­wego or­ga­nistę. Tu­taj jeszcze się księżom nie śpie­szy, że nie wygląda to tak, że msza i pochówek od­by­wa się w ciągu 45 mi­nut jak to byłem świad­kiem na Dol­nym Śląsku. TU jest pełna li­tur­gia, mądre ka­zanie, cud­na mu­zyka or­ganów. Tu jest sza­cunek dla zmarłego i je­go rodzi­ny od księży i za to chylę czoła przed nimi.

Po pow­ro­cie do do­mu czas na wspólny obiad, roz­mo­wy przy nim i naj­pilniej­sze pla­ny, jest na ty­le ciepło, że po raz pier­wszy w tym ro­ku je­my na bal­ko­nie i ra­duje­my się wi­doka­mi, świeżym po­wiet­rzem, mu­zyką ptaków.
Następnie wiosen­ne my­cie okien, za­siewy kwiatów do do­niczek, które po­tem tra­fią ku oz­do­bie bal­konów. Sieje­my też rzod­kiewkę i sadzi­my czos­nek. Wie­czo­rem zno­wu idziemy do S, sta­ramy się by nie była sa­motną w swo­jej sta­rości. Na ko­niec dnia lam­pka To­kaja i piękno miłości w cieles­ności.

NIEDZIELA

Przed połud­niem msza. Kon­ku­ren­cją dla mszy zeb­ra­nie wiej­skie. Roz­poczy­nają się re­kolek­cje.Paulin moim zda­niem nie radzi so­bie z rolą re­kolek­cjo­nis­ty. Już sam podział na sta­ny mnie iry­tuje. Przychodzi­my do kościoła wcześniej, a tu nauka po pop­rzed­niej mszy dla mężczyzn. Mówienie, że w do­mu mu­si być stół jest śmie­szne, bo nie mu­si być żeby człon­ko­wie rodzi­ny ze sobą roz­ma­wiali. Po­tem nauka ogólna i ten sche­mat, że mężczyz­na za­siada w fo­telu, bo ma pra­wo być zmęczo­ny, a ko­bieta krząta się po kuchni. Nie mu­sicie się dos­ko­nalić, jes­teście grzeszni, upa­daj­cie i spo­wiadaj­cie się, a w niebie wszys­tko i wszys­tkim będzie wyrówna­ne, nie będzie smutków, cier­pienia, kłam­stwa,...Jes­tem roz­wa­lony i za­raz po mszy piszę wier­sz, że nikt już nie głosi re­kolek­cji jak Poświatow­ska swo­jej kotce.
A ja gdy­bym był re­kolek­cjo­nistą, to co bym po­wie­dział aku­rat tu­tej­szej społeczności parafialnej?
Ano zas­tanówcie się zwłaszcza wy ko­biety dlacze­go tak wiele z waszych córek i synów, to sta­re pan­ny i starzy ka­wale­rowie? Dlacze­go jest tak, że nie pot­ra­ficie od­ciąć pępo­win i wciąż ste­ruje­cie życiem swoich dzieci? Cze­mu de­cydu­jecie z kim się mogą spo­tykać, a z kim nie? Cze­mu spra­wy majątko­we de­cydują , a nie miłość? Cze­mu z góry mówi­cie, że możecie być ze sobą, ale na moich wa­run­kach i pod moją kon­trolą? Cze­mu chodzi­cie krok w krok za swoimi dziećmi? Cze­mu idziesz jed­na z drugą lub jedziesz i wys­ta­jesz pod ok­nem dziew­czy­ny sy­na? Czcij oj­ca i matkę? Gdzie są granice?
Za­pytałbym niektórych właści­cieli sklepów, cze­mu u nich na wit­ry­nie wi­si zaw­sze kar­tka z na­pisem ZAT­RUDNIĘ PRA­COW­NI­KA? Co jest po­wodem, że pra­cow­ni­cy nie chcą u nich pra­cować? Czy aby nie ma­my tu do czy­nienia z grzechem chciwości?
Uważam, że ogólne mówienie, to owi­janie w ba­wełnę, a trze­ba po­ruszać ludzi na kon­kret­nych przykładach i nie bać się wska­zywać pal­cem zła i nie wol­no się bać szem­ra­nia wiernych.
Jeszcze za­pytałbym rad­nych i władze oraz pa­rafian - wszys­cy tu ka­toli­cy - cze­mu jest ta­kie pi­rac­two na dro­gach, cze­mu nie ma zwal­nia­czy prędkości, przejść dla pie­szych, znaków? A więc o grzechy cham­stwa, głupo­ty, bez­myślności i le­nis­twa.
Kon­kret­ne przykłady krzywd, szwin­dli, za­nie­chań ludzkich po­win­ny być te­matem re­kolek­cji, a do te­go nie pot­rze­ba za­kon­ni­ka, który przy­jedzie z pus­telni mnichow­skiej, to jest ro­la dla księży pa­rafial­nych.
Po mszy jeszcze raz spa­cer na cmen­tarz i chwi­la pa­mięci tym których pa­miętać trze­ba. Po­tem zejście w dół do do­mu i przysłuchi­wanie się oraz przygląda­nie się odgłosom i ko­lorom wios­ny. Jest pięknie w przy­rodzie, a i są ludzie, którzy mówią jeszcze dzień dob­ry.
W do­mu ka­wa, roz­mo­wy, lek­tu­ra. Obiad jest od wczo­raj, a po­tem wy­rusza­my jak co tydzień w świat dzi­kiej przy­rody. Z każdym kro­kiem ożywiam się co­raz bar­dziej, a im bar­dziej idziemy na połud­nie tym słońce moc­niej­sze, ustępują chmu­ry i wiatr słab­nie. Wreszcie ściąga­my czap­ki, bo ro­bi się nam gorąco. Tydzień te­mu Biały Po­tok wa­bił nas szma­rag­do­wymi od­cieniami nur­tu, w którym bra­wuro­wo nurzały się in­tensyw­ne pro­mienie słoneczne, tworząc niesa­mowi­te spek­takle w wielu ak­tach i sce­nach dla naszych oczu, a dzi­siaj nurt był znacznie niższy, znacznie spo­koj­niej­szy i barwę miał zu­pełnie inną. Sza­fir dzi­siaj objął we włada­nie wodę i wpa­sował się do ko­loru nieba, które poz­byw­szy się w zde­cydo­wanej większości chmur było de­likat­nym od­cieniem sza­firu.
Tuż za po­tokiem, a w moc­no przyg­rze­wających nas pro­mieniach słonecznych uj­rze­liśmy pier­wsze roz­kwitłe za­wil­ce, gdzie prze­cież tydzień te­mu jeszcze nie było spec­jalnie wi­dać tych roślin spod wys­chłych liści. A tu dzi­siaj część już kwitła, część miała pąki, a część do­piero wy­dos­ta­wała swą zieleń spod liści. Bar­dzo ucie­szy­liśmy się ich wi­dokiem na nasłonecznionych zboczach po­rosłych leszczy­nami i pełnych suchych gałęzi obłama­nych przez wszel­kie sza­lejące tu­tej­sze wiat­ry.
Idąc da­lej zo­baczy­liśmy, że suche tra­wy po­woli nikną pod płaszczem ziele­ni no­wej te­gorocznej tra­wy. Duża część ba­zi zak­witła na żółto i wyglądają cud­nie na tle jeszcze wciąż czar­nych gałęzi wszel­kich drzew. Szko­da, że jest jeszcze dość chłod­no i nie wy­leciały jeszcze pszczoły, bo do­piero byłoby przy nich gwar­nie i przy­jem­nie.
Po pra­wej stro­nie dro­gi, na nieużyt­ku, który za­mienił się w łąkę dos­trze­gamy czte­ry sar­ny ob­ja­dające się świeżą trawą, są tak bar­dzo jej sprag­nione, że poz­wa­lają nam dość blis­ko po­dejść i przyglądać się im. Ale za­raz pochłania nas dum­ny lot jas­trzębia, który szy­buje wy­soko roz­pościerając tyl­ko skrzydła i za­tacza wiel­kie kręgi nad swoim te­renem łowiec­kim. Ob­serwu­jemy go przez lor­netkę - jest nap­rawdę piękny.
Mi­mo trud­nych wa­runków po­godo­wych, co­raz więcej za­gonów jest zaora­nych i na­wet już ob­sianych, a na niektórych kiełkują już zboża.
Lor­netka poz­wa­la przyj­rzeć się dokład­nie Ba­biej Górze, która od­da­lona jest prze­cież o wiele ki­lometrów od nas. Góra jest prze­piękna i tak wspa­niała kiedy jej zbocza pełne śniegu oświet­lają tak in­tensyw­nie pro­mienie słońca jak dziś. Dzi­siaj co ja­kiś czas będziemy na nią pat­rzy­li z różnych miej­sc naszej wędrówki. Jest ma­jes­ta­tyczna, budzi podziw i poczu­cie uczes­tnic­twa w niep­rawdo­podob­nie zachwy­cającym pięknie. A na Skrzycznem już tyl­ko resztki śniegu. Po­woli będą się ziele­niły je­go zbocza i za tydzień wi­dok już będzie na pew­no bar­dziej wiosen­ny.
Wędru­jemy po­woli w moc­nym i ciepłym słońcu przyglądając się szczy­tom i zboczom gór przez lor­netkę. Przysłuchu­jemy się skow­ronkom i zno­wu jas­trzębiom, które kiedy pi­kują, to osiągają nap­rawdę zaw­rotne prędkości. Wreszcie uwagę naszą przy­ciąga nap­rawdę duży i bar­dzo ko­loro­wy sa­miec - bażant. Śledzi­my je­go spa­cer i poszu­kiwa­nia po­kar­mu. Idzie so­bie po­lem, ale blis­ko krzaków, żeby w ra­zie niebez­pie­czeństwa szyb­ko zniknąć w gąszczu na przykład os­trężyn.
Zno­wu wra­camy do do­mu po około półto­rej godzi­ny i jes­teśmy tą wędrówką bar­dzo po­zytyw­nie nałado­wani i szczęśli­wi tym co żeśmy zo­baczy­li.

PONIEDZIAŁEK

Do­piero te­raz chmu­ry wy­cofały się i po­kazało się słońce, które­go pro­mienie wy­pełniły pokój i jest bar­dzo przy­jem­nie, że na pew­no łat­wiej się będzie żyć i chętniej będzie się wy­kony­wać to co się ma do zro­bienia.
Szron, który z ra­na sku­wał traw­nik już sto­pił się i w og­rodzie do­minu­je już słońce przep­la­tane cieniem drzew. Pod ni­mi ska­kają ko­sy, a w ich gałęziach wiel­ki roz­gardiasz czy­nią wróble. Cukrówki kon­sekwen­tnie czają się na płocie i pat­rzą czy sąsiad­ka nie wy­sypu­je swoim ku­rom coś do jedze­nia, a one też przyłączą się do po­siłku. Ko­ty wy­legują się pod nasłoneczniony­mi ściana­mi domów, psy ro­bią tak sa­mo. Ludzie wewnątrz domów piją ka­wy, go­tują obiady, do­gory­wają w łożach sta­rości, jed­ni cier­pią in­ni nic nie czują. Można się je­dynie po­mod­lić o szyb­ki ko­niec dla nich. Tak część Lo­su, która raczej nie prze­konu­je i zda­je się być nie pot­rzeb­na dla wszystkich.
Ja przyłączę się do tych którzy piją kawę, czy­tają i coś tam będą krzątać się w do­mu i przy do­mu wy­konując naj­pot­rzeb­niej­sze aku­rat. Może przy okaz­ji zdarzy się coś co wy­woła is­krę i może na­pisze ja­kiś wier­sz.

dziennik
zebrał 8 fiszek • 27 marca 2017, 12:13
Partnerzy

Blok

Zamyslenie.pl

Menu
Użytkownicy
E F G
Aktywność

dzisiaj, 17:31oszi3 do­dał no­wy tek­st Świat jest ma­terial­ny, ale [...]

dzisiaj, 16:41oszi3 do­dał no­wy tek­st Bardziej niż te­go, że [...]

dzisiaj, 15:25.Rodia sko­men­to­wał tek­st padnięty z wrażenia

dzisiaj, 15:22.Rodia sko­men­to­wał tek­st Albo masz fa­ceta, al­bo [...]

dzisiaj, 15:18.Rodia sko­men­to­wał tek­st Nadmiar wie­dzy pot­ra­fi za­bić [...]

dzisiaj, 14:54E.H. sko­men­to­wał tek­st Nadmiar wie­dzy pot­ra­fi za­bić [...]

dzisiaj, 14:23truman do­dał no­wy tek­st pociecha

dzisiaj, 11:49fyrfle sko­men­to­wał tek­st Publikując... pielęgnu­jesz swój ek­shi­bic­jo­nizm.  

dzisiaj, 11:47fyrfle do­dał no­wy tek­st mikroopowiadanie dwieście trzydzies­te piąte