Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.
 6 grudnia 2018 roku, godz. 2:29

Pod kapeluszem

Odbijam się od ścian
Bezwładnie
Ocierając o skrawek nieba
Chyba nic mi już nie trzeba

Ni spaceru w wysokich trawach
Ni kropel słońca pod koniec lata

Lubię się czasem zgubić
Błądzić wsród pomiętych trosk
Szukać zwady bezpodstawnej
By siebie nie stracić jak dawniej

Ni nadziei, grzechów, marzeń wszelakich
Ni chwil słabości czy zakusy obojętności

Mam w schowku naiwności garstkę
Częstuję się nią gorliwie
Sycę się każdą chwilą
Kalendarzem gardzę i godziną

Ni sekunda, doba mnie ponagla
Ni dekada czy ćwierć wieku mierzi