Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.
 4 grudnia 2018 roku, godz. 12:08

NARODZINY GWIAZDY(recenzja filmu)

Kilkadziesiąt lat temu brzydką i pięknie śpiewającą była Barbara Streisand, a pięknym i odchodzącym w nałogach Kris Kristofferson, a dzisiaj nią jest Lady Gaga, nim Bradley Cooper. Obydwa filmy przepiękne historie i wspaniale opowiedziane przez grających aktorów i zilustrowane cudowną muzyką i artystycznym śpiewem. Moim zdaniem film współczesny ma szansę na nominację do Oscarów w co najmniej sześciu, może siedmiu kategoriach i nie zdziwię się jeśli dostanie Oscary za najlepszy film, reżyserię, scenariusz, muzykę, dźwięk, rolę pierwszoplanową kobiecą, rolę pierwszoplanową męską,choreografię, scenografię i drugoplanową rolę męską - jest więc nawet więcej, a jest, bo oglądało się ten film cudownie. To wspaniała i jakże prosta historia, nakręcona w starym dobrym stylu, a więc bez kombinowania, czyli jest to po prostu opowiadanie, które zaczyna się w jednym miejscu, potem następuje ciąg zdarzeń, aż do finałowego rozwiązania i ani przez chwile nie jest nudno. Jest to klasyczny dramat człowieczy bez szczęśliwego zakończenia, co hollywoodzkim twórcom już się niestety prawie nie zdarza.

Pierwszym wątkiem filmu jest miłość, którą nie zabija sterowność głównej bohaterki i nałogi bohatera, ale po prostu zostaje zmanipulowana i zniszczona przez chciwego człowieka. Słyszałem gdzieś bzdurne interpretacje, że mężczyzna wykorzystuje swoją kobietę, nawet jego brat w filmie mówi, że to tylko jego wina, ale z akcji wiemy, że winien jest chciwy producent, który steruje i manipuluje obojgiem bohaterów. Ludzie mają różne wady, ale są ze sobą przeważnie, dopiero podpowiadacze niszczą trudne miłości, ale miłości.

Drugim wątkiem filmu jest zabijanie przez współczesnych producentów muzycznych i dyrektorów muzycznych w stacjach radiowych śpiewu artystycznego i rock n rolla, a zastępowanie Kultu, Armi, KSU, Barbary Straisand, Krystyny Prońko no właśnie niestety Lady Gagą, czy Christiną Agilerą na przykład. Nie za bardzo wiedziałem kto to ta Lady Gaga, więc wczoraj po filmie odsłuchałem i obejrzałem parę klipów i żenujące to wszystko. Dlatego się zastanawiam czy pani Gaga wie co śpiewa w filmie i czy rozumie swoją postać? A jak wszystko ok, to czemu w życiu godzi się opakowywać może i mądre treści swoich piosenek w papier zużyty toaletowy, czyli pop.

Trzecim wątkiem jest wszechwładza we współczesnym świecie pieniądza i szmiry - kiczu, któremu ulegają niestety miliardy. Despacito ma kilka miliardów odsłon, a "Zakochana Kobieta" Barbary Streisand pewnie kilkanaście milionów. Marniejemy jako ludzkość, co raz więcej ludzi woli żyć z 500 plus i siedzieć w domu , oglądając szmirowate klipy i słuchać muzyki z podtarcia tyłka, a niewielki procent chce się uczyć i odkrywać swoje talenty, a tylko jednostki mają chęć by ten dar wcielić w życie, i o tym też jest ten film, o wielomiliardowej bylejakości ludzkiej, która potem żąda bezpodstawnie szacunku dla siebie, godnego traktowania i oczywiście pieniędzy za nic.

Napisałem, że Oscar należy się za drugoplanową rolę męską. Ano jak najbardziej, bo rolę skurczybyka aktor odegrał świetnie i ma jeszcze , ja bym to nazwał - fizjonomię gnojka, która idealnie przydała mu się w tej roli.

Po filmie pozostaną też znakomite piosenki - artystycznie zaśpiewane przez Lady Gagę i cudne ballady rockowe w wykonaniu Coopera i Gagi i może też na ścieżce dźwiękowej znajdą się przeróbki tych wspaniałości na toaletowy papier popowy, które serwowane są widzom w miarę jak nowa gwiazda pogrąża się w bagnie, które tworzy jej producent.

Piękny film, wiele wzruszeń, ściśnięć krtani, przyśpieszonego bicia serca, nawet u wielu pewnie łez. Prawdziwa uczta kinomana i na szczęście dziwności aberracje ludzkie stanowią w nim tylko fragment tła - margines nie śmieszny nawet. Bardzo polecam ten film. To jest wielkie kino.