Bianca Metro Czułam jak wybudzam się [...] – liviejay – zeszyty

W obecnej chwili w 0 zeszytach znaleźliśmy poniższy tekst, którego autorem jest liviejay.

Metro

Bianca
Metro
Czułam jak wy­budzam się z bar­dzo długiego snu. Było mi dob­rze, tak dob­rze, że nie chciałam ot­wierać oczu. Chciałam po­now­nie od­dać się te­mu za­padające­mu uczu­ciu i kon­ty­nuować sen, zwłaszcza że koszmar o krak­sie już minął i miałam dziw­ne przeczu­cie, że już nie powróci.
Obróciłam się na dru­gi bok, usiłując po omac­ku wyczuć śpiące­go obok mnie Vig­go. Nig­dy nie wsta­wał prze­de mną. Śpioch. Jed­nak mo­ja ręka na­pot­kała opór. Ot­worzyłam oczy i… nie mogłam uwierzyć!
Ciepłe miej­sce, w którym było mi tak miło, nie było wca­le moim łóżkiem, lecz ławeczką w met­rze! Na­tychmiast usiadłam! Nie wie­działam, jak się tu zna­lazłam, ani co się dzieje. Met­ro było pra­wie pus­te. W niewiel­kim przedziale sie­działy tyl­ko dwie oso­by, z cze­go jed­na, po ub­ra­niu wnios­kuję że ko­bieta, uk­ryła swoją twarz za chustą. Sie­działa przy­gar­biona z głową skiero­waną na podłogę. Do­piero wte­dy zauważyłam, że nie ma butów, a jej skóra ma ciem­ny, mie­dziany od­cień. Hinduska.
Dru­ga oso­ba, mężczyz­na w po­deszłym wieku, także się mną nie zain­te­reso­wał. W prze­ciwieństwie do ko­biety, sie­dział wyp­rosto­wany jak stru­na, ze wzro­kiem skiero­wanym przed siebie, przez co przy­wodził na myśl wielką, wos­kową fi­gurę. W je­go sztyw­nej pos­ta­wie dos­trzegłam woj­skową ma­nierę, a w wod­nistym, zas­tygłym spoj­rze­niu - głębo­ki smutek.
Na­tychmiast po­der­wałam się ze swo­jego miej­sca. Niewyk­luczo­ne, że wciąż śniłam. Naj­pierw wy­padek, po­tem to dziw­ne met­ro. Tak, to mu­siał być sen! Nie można tak po pros­tu przes­ka­kiwać z jed­ne­go miej­sca w dru­gie, bez świado­mości te­go, co się czy­ni i gdzie się jest. Nig­dy na­wet nie lunatykowałam.
- Widzę, że już się obudziłaś. - usłyszałam nis­ki głos. Poczułam, jak prze­biega mnie dreszcz. Ów głos z pew­nością na­leżał do mężczyz­ny, jed­nak nie był to woj­sko­wy siedzący prze­de mną. Odkąd się pod­niosłam, starzec na­wet się nie poruszył.
Skąd więc dobiegał?
- Bian­co, na pew­no od­czu­wasz kon­ster­nację. Spróbuj się jed­nak roz­luźnić. Już nic ci nie gro­zi. Za­raz wszys­tko ci wy­jaśnię. - i wte­dy się po­jawił. Nie wiem, jak zna­lazł się obok mnie tak szyb­ko. Nie zauważyłam, jak wchodzi przez drzwi, co z pew­nością nie um­knęłoby mo­jej uwadze, bacząc na pos­turę mężczyz­ny. Był bo­wiem og­romny! Wy­soki i mus­ku­lar­ny, a przy­naj­mniej tak wyw­nios­ko­wałam, widząc je­go sze­rokie ra­miona. Resztę skry­wała biała sza­ta sięgająca aż do ziemi. Jed­nak to nie sza­ta zdzi­wiła mnie najbardziej…
Mężczyz­na miał na głowie coś, co przy­pomi­nało tur­ban, zaś dolną część twarzy zdo­biła biała prze­pas­ka, całko­wicie zak­ry­wająca us­ta i nos. Widziałam więc tyl­ko je­go oczy, co w zu­pełności wys­tar­czyło, bym osłupiała! W ko­lorze nieba, o nies­po­tyka­nie nies­ka­zitel­nej bar­wie, były naj­piękniej­szy­mi, ja­kie w życiu widziałam. Przez mo­ment po­myślałam na­wet, że są nieludzkie...
- Wi­taj. - po­now­nie roz­brzmiał mi w uszach zna­ny ba­ryton. - Bian­co, miło mi cię wreszcie poz­nać. - skąd znał mo­je imię?! Prze­cież się nie przed­sta­wiałam! - Na­zywam się Gab­riel, jed­nak możesz mi mówić Ga­be. Jes­tem twoim prze­wod­ni­kiem ducho­wym. Kiedy umarłaś, two­ja dusza opuściła two­je ciało i zna­lazła się tu­taj, w miej­scu, w którym wszys­tko się zaczy­na. - pat­rzyłam na niego, jak otępiała. Kiedy umarłam?! O czym on mówił?! To ja­kiś żart?! Ktoś tu ma nap­rawdę niewyb­redne poczu­cie humoru!
- Przep­raszam… - przer­wałam mu, widząc że chce mówić da­lej. - Kiedy umarłam? Pan sądzi, że to za­baw­ny żart? - byłam tak zde­ner­wo­wana, że prak­tycznie piszczałam. Miałam w zwycza­ju pod­no­sić głos zaw­sze wte­dy, gdy się bałam lub kiedy byłam zła. Te­raz obie te emoc­je kotłowały się we mnie na zmianę. - To mu­si być zły sen… - zaczęłam pos­pie­sznie szep­tać do siebie. - Na pew­no po chwi­li się obudzę i wszys­tko to znik­nie. Zu­pełnie, jak tam­ta ciężarówka… Wszys­tko to się po pros­tu rozpłynie! - nies­podziewa­nie zaczęłam krzyczeć. Po­woli tra­ciłam pa­nowa­nie nad sobą.
- Nies­te­ty… - wtrącił mężczyz­na. - To nie sen. A krak­sa, o której wspo­minasz, miała miej­sce nap­rawdę. Uległaś po­ważne­mu wy­pad­ko­wi, wsku­tek które­go uszkodziłaś większość narządów. Two­je fun­kcje życiowe pod­trzy­muje spec­ja­lis­tyczna apa­ratu­ra, lecz dla nas for­malnie jes­teś mar­twa. - mówił do mnie z wiel­kim spo­kojem, sta­rając się wy­powiadać słowa wy­raźnie, lecz one tyl­ko od­bi­jały się od ścian mo­jego mózgu.
Wy­padek? Uszkodzo­ne narządy? Martwa…?
Mu­siałam być w złym śnie, byłam te­go pew­na, choć wszys­tko wokół wy­dawało się ta­kie real­ne. Rzeczy­wiście, pa­miętałam jak z nap­rze­ciw­ka nad­jeżdża tam­ta ciężarówka. Do te­raz dźwięczał mi w uszach jej klak­son. Jak przez mgłę widziałam, jak się zbliża i jak tracę pa­nowa­nie nad kierow­nicą. Jed­nak po­za tym nie pa­miętałam nicze­go więcej. Wszys­tko wokół mnie się roz­myło, a oczy spo­wiła ciem­ność. Następnie obudziłam się tutaj.
- To na pew­no ja­kaś po­myłka. - zaczęłam. - A pan zacho­wuje się nieład­nie, próbując mnie nab­rać. Dop­rawdy, do­rosły mężczyz­na i ta­kie żarty...
- Przyk­ro mi, Bian­co, lecz nie żar­tuję. Nap­rawdę znaj­du­jesz się na pog­ra­niczu życia i śmier­ci. To met­ro to tyl­ko ko­lej­ny etap two­jej drogi.
- No dob­rze... - po­woli zaczy­nałam ro­zumieć, iż cała ta far­sa szyb­ko się nie skończy. Mu­siałam więc podjąć się gry, której próbo­wał na mnie ten ob­cy człowiek. - Zakładając, że to wszys­tko praw­da, a ja jes­tem mar­twa… - z tru­dem cedziłam słowa. - Czy nie po­win­nam pa­miętać chwi­li, w której umarłam? Lub, czy śmierć nie po­win­na mnie bo­leć? - zaw­sze wie­rzyłam, że odejściu na tam­ten świat to­warzyszy ból.
- Nie zaw­sze tak się dzieje. - po­wie­dział. - Weźmy na przykład ta­kiego Ray’a. - mężczyz­na wska­zał na siedzące­go nieopo­dal star­ca. Mi­mo roz­gry­wającej się przed nim sce­ny, ten na­wet nie drgnął, wciąż sięgając wzro­kiem da­leko po­za ściany met­ra. - Zmarł w trak­cie snu. Był już dość sta­ry i scho­rowa­ny. Miał bar­dzo słabe ser­ce. Nie miał świado­mości, że umiera i za­pew­ne na­dal nie do­tarł do niego ten fakt. - świet­nie, a za­tem nie byłam osa­mot­niona. - Tak więc od­po­wiadając na two­je py­tania, nie, nie mu­sisz pa­miętać mo­men­tu przejścia na ten świat, oraz nie, to nie mu­si bo­leć. Prawdę mówiąc, to na­wet przy­jem­ne. Przy­pom­nij so­bie. Czy nie było ci miło, kiedy się przebudziłaś?
Rzeczy­wiście, rzad­ko spałam równie dob­rze. Mi­mo to, nie mogłam tak po pros­tu uwie­rzyć, że nie żyję! To był ja­kiś ab­surd! A co z Vig­go? Co z moim narzeczo­nym? Gdzie był teraz?
Mężczyz­na, jak­by czy­tając w moich myślach, pos­pie­sznie odpowiedział.
- Nic mu nie jest. To znaczy, bar­dzo cier­pi, po­nieważ two­je ciało prze­bywa w sta­nie śpiączki, a on nie wie, kiedy się obudzisz. Nieus­tannie czu­wa przy twoim łóżku. Po­za tym jed­nak, nic mu nie jest. Nie jechał wte­dy z tobą. - mówił to z ta­kim spo­kojem, jak­by opo­wiadał o tym, co wy­darzyło się, gdy os­tatnim ra­zem był na za­kupach. We mnie zaś na­ras­tała wściekłość!
Ten ob­cy człowiek drwił so­bie ze mnie, wy­korzys­tując do te­go moją dom­niemaną śmierć! Kto nor­malny tak ro­bi?! A po­tem zaczął te­mat Vig­go. Skąd, do cho­lery, o nim wiedział?!
Nag­le uświado­miłam so­bie, że noszę je­go pierścionek. Ten dzi­wak na pew­no spos­trzegł go, a widząc moją minę, pos­ta­nowił wspom­nieć o narzeczo­nym. Jak można mieć ta­ki tupet?!
- Tu­taj żad­ne błys­kotki nie będą ci już pot­rzeb­ne. - do­dał, po czym spoj­rzał na moją lewą dłoń. Wca­le nie było na niej pierścion­ka. Poczułam, jak wiel­ka gu­la ścis­ka mo­je gardło. - Bian­co, wiem że to, cze­go te­raz doświad­czasz, jest dla ciebie no­we i nie całkiem się od­najdu­jesz. Mu­sisz mi jed­nak zaufać. Aby przejść na drugą stronę i do­pełnić swo­je przez­nacze­nie, ja­kiekol­wiek ono jest, mu­sisz od­wie­dzić kil­ka miej­sc. - wreszcie zaczął mówić do rzeczy. Więc będę miała szansę opuścić to ok­ropne met­ro i uciec, jak naj­da­lej stąd! - Zna­lazłaś się tu nie bez po­wodu. Miej­sce, w którym te­raz stoimy, nie jest tym, do które­go tra­fia dusza po śmier­ci. Przy­naj­mniej nie na długo. Zna­lazłaś się tu, po­nieważ coś wewnątrz ciebie nie poz­wa­la ci ruszyć da­lej. Moim za­daniem jest pomóc ci od­kryć, co to jest. A te­raz, czy zaufasz mi i poz­wo­lisz mi siebie pop­ro­wadzić? - nie ro­zumiałam nic z te­go, co właśnie do mnie powiedział.
“Czy to możli­we, że nap­rawdę nie żyję...?” w mo­jej głowie zaświ­tała nieśmiało myśl.
Przed ocza­mi miałam znów tamtą ciężarówkę. Wyglądała, jak wiel­ki smok, które­go og­romne śle­pia mnie po­raziły. Wra­całam właśnie z za­kupów świątecznych, kiedy pos­ta­nowiłam, by do do­mu wrócić skrótem. Za­miast ob­ra­nia stan­dardo­wej tra­sy, skręciłam w wąską uliczkę, którą cza­sami jeździłam, by uniknąć korków. Było dość późno, na za­kupy udałam się bez­pośred­nio po pra­cy, a kończyłam o ósmej. Pa­miętam, jak zas­ta­nawiałam się nad tym, ja­ki ze­garek ku­pić narzeczo­nemu. Zaw­sze pre­zen­to­wałam go czymś zro­bionym przez siebie. Wie­działam, że po­dobają mu się mo­je rękodzieła, jed­nak tym ra­zem chciałam dać mu coś in­ne­go. O tym ze­gar­ku mówił od daw­na, wie­działam więc że właśnie to mu ku­pię. Miałam jed­nak spo­re trud­ności w wy­borze mo­delu, pos­ta­nowiłam więc wrócić z paczka­mi dla przy­jaciół, po­zos­ta­wiając za­kup ze­gar­ka na następny dzień. Po­myślałam, że wte­dy będę mieć dos­ta­tecznie dużo cza­su, by wyb­rać ta­ki, które­go będę pew­na, że mu się spodoba.
Vig­go zaw­sze wy­bierał dla mnie pre­zen­ty z og­romną pie­czołowi­tością. Sta­rał się, by na­wiązy­wały one do moich zain­te­reso­wań. Wiele z nich zro­bił sam, jak na przykład mój por­tret. Do dziś wi­siał w naszej sy­pial­ni. Odkąd mój narzeczo­ny za­nie­chał prak­tyk w kan­ce­larii, od­dał się całko­wicie sztu­ce. Bar­dzo to w nim kochałam. Je­go pier­wotną pasją był ry­sunek, jed­nak mając wiele wol­ne­go cza­su, nau­czył się także in­nych technik. Uwiel­biał ak­wa­rele i to właśnie ich użył do wy­kona­nia mo­jego portretu.
- Nicze­go nie pa­miętam… - szepnęłam. Poczułam, jak do oczu napływają mi pier­wsze łzy. - Z pew­nością bym pa­miętała… - mówiłam da­lej. - Czy to...czy to praw­da? Nie żyję…? - jeszcze raz spoj­rzałam na mo­jego rozmówcę. Wy­dawał się mi współczuć, a przy­naj­mniej to wyczy­tałam z je­go oczu.
- Nies­te­ty, to praw­da. Im szyb­ciej to zaak­ceptu­jesz, tym le­piej dla ciebie. - nie mogłam już dłużej du­sić w so­bie płaczu. - Bian­co, zro­zum że to nie ko­niec. Śmierć zwyk­le by­wa początkiem cze­goś no­wego. To met­ro pop­ro­wadzi cię do te­go miej­sca. Mu­sisz na to tyl­ko poz­wo­lić. - ależ on miał piękny głos. Nis­ki, aniel­ski… Wówczas zrozumiałam.
- Czy ty...ty jes­teś aniołem? - miałam wrażenie, że cały świat wokół nas, gdziekol­wiek te­raz by­liśmy, zwol­nił i zas­tygł. Tak długo się we mnie wpat­ry­wał. - Proszę, odpowiedz…
- Niezu­pełnie. - czy to smu­tek? - Jes­tem tyl­ko prze­wod­ni­kiem dla zbłąka­nych dusz. Zwyk­le, kiedy tu tra­fiają, są prze­rażone i nie wiedzą, co się dzieje. - skądś to znałam... - Od­po­wiadam za ich przejście na drugą stronę. Prawdę mówiąc, jes­tem tu tak długo, dopóki to nie nastąpi.
- Więc pro­wadzisz nie tyl­ko mnie. Ci ludzie obok. - wska­załam ręką na siedzącą blis­ko nas dwójkę. - Jes­teś także ich przewodnikiem?
- Nie. - od­parł sta­now­czo. - Jes­tem tyl­ko twoim prze­wod­ni­kiem. Rzecz jas­na, wyłącznie na czas podróży, co oz­nacza, że będę tu tak długo, ile będzie ona te­go wy­magać. - więc był tyl­ko mój. Na­wet mnie to ucie­szyło. Zde­cydo­wanie pot­rze­bowałam te­raz opieku­na i nie chciałam się nim z ni­kim dzielić.
- Czy...czy mogę się jeszcze spot­kać z moim narzeczo­nym? - to py­tanie wiele mnie koszto­wało, gdyż przeczu­wałam, jaką usłyszę odpowiedź.
- Nies­te­ty… Bar­dzo mi przyk­ro, lecz odtąd nie na­leżysz już do je­go świata.
Poczułam, jak ziemia osu­wa mi się spod nóg. Śmierć, choć gro­tes­ko­wa, nie była tak straszną per­spek­tywą, jak od­wie­czne pożeg­na­nie się z moim ukocha­nym. Co ja wy­gaduję?! Nie da­ne nam się było pożegnać!
Och, jakże wielką miałam ochotę, by właśnie te­raz mnie do siebie przy­garnął, by tu­lił mnie, przy­cis­kając do swo­jej sze­rokiej pier­si, i całował mo­je włosy. Nie wyob­rażałam so­bie życia bez je­go dużych dłoni, w których krył się wiel­ki ta­lent, a który­mi pieścił mnie de­likat­nie po twarzy i ob­chodził się, jak z naj­cenniej­szą, por­ce­lanową lalką, mówiąc że jes­tem tyl­ko je­go. Myśl o tym, że mogłabym to wszys­tko ut­ra­cić, była ab­strak­cyjna i do mnie nie do­cierała. A jed­nak to już się stało! Po­woli odzys­ki­wałam wspom­nienia mi­nione­go wie­czo­ru, i choć były to tyl­ko mi­gaw­ki, wie­działam już, co się wy­darzyło. Bo­les­na praw­da w sposób bru­tal­ny i nie znający li­tości złamała mo­je ser­ce na pół i zdep­tała je.
- Kocha­nie, będę za ja­kieś piętnaście mi­nut. - rzu­ciłam do słuchaw­ki i szyb­ko się rozłączyłam. Vig­go nieus­tannie upo­minał mnie za jed­noczesną jazdę sa­mocho­dem i roz­ma­wianie przez komórkę, lecz ja nig­dy go nie słuchałam. Czułam się pew­nie za kółkiem.
Mały, ko­loro­wy pa­jacyk, które­go przy­moco­wałam do lus­terka ja­kiś czas te­mu, pod­ska­kiwał w rytm nierównej dro­gi. “Przeklęte dziury…” mruczałam do siebie. Wie­działam jed­nak, że tyl­ko dzięki tej drodze, znajdę się szyb­ko w domu.
Po całym dniu zo­baczę się wreszcie z Vig­go. Na pew­no cze­ka na mnie z gorącą ko­lacją. Kiedy pra­cowałam do późna, to on zaj­mo­wał się go­towa­niem. Był w tym całkiem niezły i tyl­ko raz zdarzyło się, że coś przy­palił, zbyt pochłonięty swoim no­wym ob­ra­zem. Rzad­ko roz­sta­wał się z ma­lowa­niem. To za­baw­ne, ale kiedy wpa­dał w wir pra­cy, czułam że kon­ku­ruję ze szta­lugą. By go od niej oder­wać, zakładałam ku­se koszul­ki do spa­nia i zwiew­ne ko­ron­ki… To zaw­sze działało.
- Cho­lera! - krzyknęłam, kiedy wpadłam w ko­lejną dziurę. Ludzik na­de mną cały za­dygo­tał. - Jeszcze tyl­ko kawałek…
Nag­le usłyszałam, jak mój te­lefon wib­ru­je. Wcześniej rzu­ciłam go na sąsied­ni fo­tel, by więc zo­baczyć, kto dzwo­ni i odeb­rać, mu­siałam się po niego wy­ciągnąć. Dro­ga była pus­ta. Pochy­liłam się w stronę miej­sca obok bez większych obaw, a gdy się zno­wu pod­niosłam... zo­baczyłam światła!
Ciężarówka po­jawiła się nag­le i pędziła tak szyb­ko, że nie miałam cza­su za­reago­wać. Mo­cowałam się chwilę z kierow­nicą, usiłując od­bić na bok, lecz było za późno. Os­tatnie, co widziałam, to dwa wiel­kie ref­lekto­ry, na­cierające na mnie. Po­tem była już tyl­ko ciemność.
- Mówiłeś, że jes­tem w śpiączce… - próbo­wałam mówić głośniej, lecz szept był je­dynym, na co mogłam so­bie poz­wo­lić. - To znaczy, że nie do końca umarłam.
- Masz rację. Jed­nak twój or­ga­nizm tak bar­dzo ucier­piał wsku­tek zderze­nia z ciężarówką, że większość pra­cy wy­konu­je za ciebie apa­rat. Two­je ciało jest sztucznie pod­trzy­mywa­ne przy życiu. Ty, Bian­co, już daw­no umarłaś. Pogódź się z tym.
On nie miał pojęcia, o co mnie pro­sił. Ja­ko prze­wod­nik, anioł...Bóg je­den wie, co, na­leżał do te­go miej­sca. Ja nie!
- To nie w porządku! Sko­ro mo­je fi­zyczne ciało nie umarło, ja także nie! Proszę mnie na­tychmiast odesłać z pow­ro­tem, do mo­jego narzeczo­nego! Na pew­no bar­dzo się martwi.
- Wy­bacz, ale to niemożli­we. Przyz­naję, cza­sami tra­fiają tu przy­pad­ki po­dob­ne do two­jego, które wra­cają do świata żywych, jed­nak twój jest po­ważniej­szy. Uszkodze­niu uległ również twój mózg… - do­dał znacznie ciszej. - Twój powrót do ukocha­nego jest po pros­tu niemożli­wy. Przyk­ro mi.
Nie wie­działam, co ro­bić. Zaczęłam więc wrzeszczeć! Tu­pałam i uderzałam pięściami w twar­dy tors anioła. Na­wet nie sta­rał się mnie pow­strzy­mać. Kiedy skończyłam, byłam wyczer­pa­na. Czułam, że nie pot­ra­fię już dłużej płakać. Wszys­tkie łzy, ja­kimi dys­po­nowałam jeszcze chwilę te­mu, wyczer­pały się. Po­zos­tał tyl­ko ból.
- Posłuchaj, Bian­co… - zno­wu zaczął. Jak mu było? Glen? Greg? - Właści­wie to Ga­be. - aż pod­skoczyłam! - Chodzi o to, że mu­sisz zro­zumieć pe­wien mecha­nizm te­go miej­sca. Miano­wice, nie możesz tu zos­tać na wieki. On ma na pew­no większy plan wo­bec ciebie. - On? Ja­ki on? Chy­ba nie miał na myśli Bo­ga? - Aby się prze­konać, ja­ki jest twój praw­dzi­wy cel, mu­sisz udać się na tamtą stronę. Jed­nak zna­lazłaś się w tym met­rze, co oz­nacza, że coś cię tu trzy­ma. Mogą to być ja­kieś niezałat­wione spra­wy ziem­skie al­bo two­je włas­ne poczu­cie wi­ny, które cię gry­zie i nie poz­wa­la ruszyć dalej.
- O niczym ta­kim mi nie wiado­mo. - przer­wałam mu. Być może było to z mo­jej stro­ny nieg­rzeczne, jed­nak mało mnie to te­raz ob­chodziło. Czy w ogóle coś jeszcze miało ja­kieś znacze­nie? Byłam prze­cież trupem...
- ...ro­zumiem. Dla­tego tu jes­tem. Po­mogę ci to od­kryć. Widzisz to met­ro? - anioł wy­konał za­maszys­ty ruch ręką. - To dość osob­li­we met­ro i tak nap­rawdę nikt, na­wet ja, nie wie dokąd zmie­rza i czy kiedyś dot­rze do swe­go ce­lu, jeśli go oczy­wiście po­siada. Jed­nak je­go osob­li­wość tkwi nie w tym, dokąd ono zmie­rza, lecz dokąd ty prag­niesz się nim udać. Podświado­mie. - do­dał szyb­ko, widząc mo­je niero­zumiejące spoj­rze­nie. - Stac­je, na których będziemy się zat­rzy­mywać, to ścieżka, jaką wy­tycza ci two­je włas­ne ser­ce. Całość przy­pomi­na film. Będziemy się co­fać do wielu zdarzeń z przeszłości, aż coś zro­zumiesz. Muszę os­trzec, że nie będą to tyl­ko miłe wspom­nienia. Pa­miętaj jed­nak, że będę ci to­warzyszył. Nic więc ci nie gro­zi. - słuchałam go i słuchałam, i cho­ciaż znałam znacze­nie wy­powiada­nych przez niego słów, nie ro­zumiałam ich wca­le. - A te­raz usiądź, proszę. Niedługo zat­rzy­mamy się na pier­wszej stac­ji. - ig­no­rując mój brak reak­cji, do­dał jeszcze. - Proszę, mów mi Ga­be. Tak będzie prościej. Po­za tym, sądzisz że jes­tem mężczyzną, a to niezu­pełnie praw­da. A te­raz wy­bacz mi, ale na chwilę cię opuszczę. Gdy­byś cze­goś pot­rze­bowała, po pros­tu mnie za­wołaj. Na­tychmiast przybędę. - po­wie­dział i zniknął, zos­ta­wiając mnie samą na pas­twę śmierci.

Ko­niec cz. II 

opowiadanie
zebrało 3 fiszki • 11 stycznia 2018, 22:57
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Zamyslenie.pl, Aforyzmy i cy­taty

Menu
Użytkownicy
K L M
Aktywność

dzisiaj, 09:56danioł sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 09:55Badylek sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 09:51Badylek sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 09:47Badylek sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 09:40danioł sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 09:30cyt.adela do­dał no­wy tek­st Owady i za­lety

dzisiaj, 09:02Badylek sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 08:51danioł sko­men­to­wał tek­st Jeżeli kochasz tyl­ko tych, [...]

dzisiaj, 08:49danioł sko­men­to­wał tek­st piekło jest tam gdzie [...]