14 maja 2020 roku, godz. 18:14 9,4°C

zachód słońca

widzisz ten zachód słońca?
może nie wierzysz, a jednak...

wiem, że byłem niczym filar, bez prawa do runięcia,
obiecałem to kiedyś, przed Bogiem, że aż do śmierci i bez szansy do przesunięcia...
jednak nagle, twoje dotąd roztańczone oczy, zachodzą przerażająco smutną łuną
lot swój obniżają jaskółki i już wiem, że ten deszcz jest moją winą!

opuszczasz wzrok, szorujesz nim po bruku, odczuwając każdy kamyczek zawodu, każde serca znieważenie...
jeszcze w blasku słońca widać nasze cienie, tworzące jedność, krótko jednak trwa to uniesienie...
z wolna w zmierzchu giną ich zarysy, aż nieustępliwa ciemność, gasi je pod wezbranym i nabrzmiałym niebem - odchodzimy w objęcia ciszy!

w szaleńczym zrywie odwagi, podnoszę twarz ku niebu - wyczekując w napięciu wyroku serca twego,
stojąc przed plutonem niezliczonych kropel deszczu, głowę składam w Twoich dłoniach...
usiłuję czas cofnąć - rozgniewaliśmy jednak kilka żywiołów, a skowytu ich już nie uciszą nasze słowa
te słowa dwa cudne, które moc swą straciły przez nasz grzech zwątpienia!

prosisz mnie, łkając pod nosem cicho - nie tłumacz się, prawdzie w oczy już spójrz,
i wiem, czuję to całym sobą, dusza w rozpaczy krzyczy, że to już...
pycha poprzedza upadek, ostatnia gwiazda runęła przy akompaniamęcie żałobnym tysięcy łez!

choć ckliwością kuszony, wiem, że nie zdołam już zawrócić kataklizmu tego,
topi się nasz świat cały, ginąc gdzieś pośród żalu, pod czarnym całunem rozpaczy,
za gardło cię łapią, jak nocne koszmary, słowa te odważne, które tak mozolnie rękoma swymi budować się starałem...
ostatnią szansą - prawdziwy żar serca wspólnego!

obraz piętrzących się chmur na twoim czole, zapowiada nieuchronność potopu, zbierającego się w źrenicach moich,
aż w końcu zdejmujesz moją koronę - tracę królestwo, mój eden, marzenie moje...
płacę okrutną cenę, za pewność, że będziesz obok, nawet gdy upadnie świat cały!

ostra jak brzytwa wizja zagłady, pozwala dokładniej zrozumieć, jego nadchodzące żniwo,
i choć nie ma dokąd uciec będąc na wygnaniu, muszę wybrać - pokuta, czy śmierci widmo?
odliczanie już rozpoczęte, może to i lepiej, każde uderzenie deszczu przybliża ostatnią kroplę...
płacz! nie możesz nic innego - spójrz i uwolnij nas od tego!

podejdź proszę bliżej, poczuj dokładnie smak końca świata naszego
rozpoznaj niechlubny obraz starań naszych, jak sęp największy czyhający na śmierć...
straszną jest perspektywa bezradności, jednak gorszą dalece samotność w imię Miłości!

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa zibby, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.