31 października 2021 roku, godz. 1:28 11,5°C

W warsztacie rzemieślnika słów

Tyle słów już skradziono z mojej głowy…
Mam tam ich warsztat, jestem rzemieślnikiem.
Wykopuję porzucone, zepsute, by je odnowić,
Żeby znów prawdy świeciły szykiem.
A kiedy lśnią brązem, srebrem i złotem,
Gdy wreszcie są obrazem własnych znaczeń,
Przychodzi cień i rozbija je młotem,
Zostawiając mi wspomnienia żebracze.
Jeszcze chrzęszczą skorupy rozbitej przyjaźni,
Wcześniej niby twarde, dziś skrzą kryształowo,
Wtem na ogniach wcześniejszej kaźni
Zrozpaczony tracę najpiękniejsze słowo!
Ile życia w zrozumieniu go spędziłem!
Ile bólu i ciszy zostawiłem na jego powierzchni!
Miłość - mi słowo miłe właśnie staje się pyłem
Dla niego byłem, modliłem i piłem! Wierz mi!
A teraz młot jakiś, tępy krok - rzekłbym,
Bezmyślności Ikar to niebiańskie naczynie
Zgniata w pokazie płaziej niemal krzepy.
Sekundę tylko podziwiałem, tylko ta upłynie,
On miażdży najpiękniejsze słowo, owoc świata,
Topi niewinność jak muchę pstrąg w rzece,
Oś wszelkiego dobra… samo dobro nawet…
Ten gniot tępy na strzępy rozsiecze,
Boski dar zabije - bo, jego zdaniem "za słabo klawe"?!
Kiedy gorące krople liczyły skorupy na podłodze,
Nagle zrozumiałem, dlaczego moja dziewczyna
Stała się okrutna, bo tak inna srodze,
Bezwzględna jesteś, o! Dłoni, którą młot trzyma!
Nie jestem godzien!... Nie jestem GODZIEN!
[nagle wszystko zgasło]
A w tej ciemności, lekkim tchnieniem skry
Rozgorzało coś bardziej, by w jasną
Kulę gwiazdy nabrzmieć i zabić czernie i mgły!
Nie rozbił do końca! Zimny glut pana!
Bo znowu w mroku znalezione,
Gdzie wszystkie inne zmarły,
Przez moją pamięć o sobie i o niej,
Znalazłem to, co szakale skradły.
Teraz właśnie siedzę w pustym warsztacie,
I odruchowo do pracy się biorę,
A jedyne ocalałe słowo kładę na blacie,
Bo rzeczy wtedy piękne są, kiedy bolą.

Quid Quidem

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa exsilentio, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.