Adnachiel M.
 5 grudnia 2020 roku, godz. 17:47

Mam chyba przeterminowane okulary, skoro przeczytałem i wydawało mi się, że zostawiłem tu swój wpis...
Strona najwyraźniej niedomaga pod ciężarem mojego nieziemskiego uroku :P
Nie chciałbym tak zupełnie wprost namawiać, ale najwyższa pora na giulietkowy tekst dnia w bieżącym miesiącu! :)

Przyznasz się w końcu, czy sam muszę zgadnąć, że czytasz w księdze Pana Boga, a przynajmniej w tych zapiskach pt: mój Cassel. :))
Niebawem mam operację, powiedzmy, że pootwierały się stare rany. I tak właśnie myślałem, co mógłbym tu zostawić, na wszelki wypadek. Ale już nic nie muszę wymyślać, bo ten tekst tłumaczy każde drżenie serca. A światło, które mnie dotyka, czyż nie jest oddechem słońca? :)

Przepiękny wiersz. Zazdroszę :)

yestem yestem
 30 listopada 2020 roku, godz. 18:55

Taaak, teraz wygląda, że to nie Chińczycy, tylko ja rozprzestrzeniłem wirusa... :( chlip, chlip... :P:D
Gratulacje Madź. :))

Infinite Gentleman Night Rafał
 30 listopada 2020 roku, godz. 17:50

Jak najbardziej zasłużone wyróżnienie Madziu :)
Gratuluję i spokojnego wieczoru życzę :)

giulietka M.
 30 listopada 2020 roku, godz. 11:45

Art, dla mnie zawsze byłeś pozytywny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu!:)

Petro, miło mi Cię widzieć:), ale nie mogę się z Tobą zgodzić!:)
Trzeba mieć klucz, żeby chcieć szukać furtki.;) Najpierw śmierć, później grób, chyba, że chcesz zakopać mnie żywcem!:)

PetroBlues Kociamber
 25 listopada 2020 roku, godz. 19:52

"...grób to klucz zostawiony pod progiem
a śmierć to furtka w ogrodzie..."

...w tej kolejności w sumie też miałoby sens, hehe:)

Tak na poważnie, dobry tekst, dobry przekaz, widać, że przemyślane. Lubię sobie podumać pod takimi tekstami.

Pozdrawiam :)

yestem yestem
 24 listopada 2020 roku, godz. 13:41

Madź, sanepid już niczego nie ogarnia, wiem z własnego doświadczenia. :D
Sąsiedzi... są fajni, cieszyli się, że dzielnicowy do mnie przychodzi, a nie do nich... a poza tym dzielnicowy ostatnio jest też bardzo miły, dzwonił, uśmiechaliśmy się słodko do siebie i machaliśmy przez okienko. :D
Miłego dnia. :))

giulietka M.
 24 listopada 2020 roku, godz. 7:33

Art, ależ skąd, nie smarkaj, sanepid czuwa, jeszcze somsiad doniesie, lepiej kochaj mnie bezobjawowo!;)) Uściski!:)

Jacku, nie wiem jak to wyjaśnić, ale chciałam przemycić tu światło, w te listopadowe dni, bo skoro życie jest podróżą, to śmierć jest tylko kolejną stacją, za którą zaczyna się prawdziwa przygoda.:) Uśmiecham się serdecznie, dziękuję za odwiedziny!;)

Rafale, pięknie wydobyłeś tę smugę światła spośród wszystkich odcieni zamyślenia, dziękuję i pozdrawiam ciepło!

RozaR Roza
 23 listopada 2020 roku, godz. 21:01

Czytam dziś same ładne wiersze .
Uznanie

Infinite Gentleman Night Rafał
 23 listopada 2020 roku, godz. 19:19

Smutny,a jednocześnie ładny wiersz ...pod koniec widnieje jakby cień nadziei ...może na lepsze życie w innym już świecie .
Pozdrowionko serdeczne :)

Febus Jacek
 23 listopada 2020 roku, godz. 19:13

Jesienną zadumę daje się odczuć w każdym wersie.
Stając ze śmiercią twarzą w twarz, czujemy się naprawdę bezsilni, w pełni świadomi kruchości naszej istoty, ale póki trwa życie, może warto uśmiechnąć się przez deszcz? I w jasny, nowy dzień przemienić najsmutniejszą noc.

Pozdrawiam miło :)

yestem yestem
 23 listopada 2020 roku, godz. 13:51

Madź, Ty chcesz żebym tak siedział we łzach cały usmarkany?
Żadnych grobów, proszę natychmiast zweryfikować swe plany!!! :)