13 czerwca 2019 roku, godz. 11:26

gdy mówisz do mnie imieniem zużytej baterii,
w imieniu akumulatorów przeładowanych przez myśli i puste obietnice,
w imieniu energii jądrowej, której ani skorupa ziemska, ani czaszka ludzka
nie uniosą w nadmiernej ilości,

gdy mówisz do mnie z lotu ptaka,
chociaż trzymasz nogi kilka centymetrów nad łóżkiem,
a z perspektywy gładko ułożonej podłogi przypominasz azteckie bóstwo

i mówisz do mnie językiem obcym lub zapomnianym
językiem emocji które powinienem rozumieć,
narzucasz na twarz kolejno nastroje - raz pogodny raz rozczarowany
a potem przypominam tobie burzę pustynną,
z piaskiem w ustach próbuję coś mówić,
ale ze wszystkiego, co chciałbym przekazać, udają się tylko plaże,
nadmorskie wydmy, rozgrzane słońce i szum fali która podbiega i wraca
i znowu zanika w bezkresne toni morza,

gdy mówisz do mnie w każdej pozycji,
w każdej postawi, mówisz do mnie słowami i spojrzeniem,
a ja niczego nie chwytam, bo nie chcę,
bo stoję szczelnie odizolowana od społeczeństwa
jak kawałek druciku owinięty czarną taśmą,
byle czemuś lub czegoś nie przewodzić

stoję lekko osłupiały
jak słup wysokiego napięcia,
a ty mi się dziwisz,
że tak łatwo wybucham
i nie zostaje dla nas ani kawałka ziemi,

próbuję to wytłumaczyć,
ale powstają tylko piaszczyste plaże, słońce i wydmy

Jacob_Filth Jot
 14 czerwca 2019 roku, godz. 8:57

Kompleksy i perfekcjonizm to bardzo dobre paliwo dla "wewnętrznego krytyka" więc mu całkiem sprawnie idzie zbijanie mojej wiary w samego. Taki ze mnie jakby ateista w tej materii : ), dzięki

Moon G Michaś
 13 czerwca 2019 roku, godz. 13:46

Napisałeś sam o sobie '' pisarz, w ogóle w siebie nie wierzy '' ... widać to nawet, tylko czemu? Ja bym zalecał jednak więcej wiary.