19 listopada 2021 roku, godz. 16:29 1,9°C

Wytrącony z życia

Biegłem do autobusu kryjąc się przed deszczem
A on stał po prostu patrząc przed siebie,
W środku wieczornej ulewy. Jeszcze
W kałuży rosnącej na nierównej glebie.
Przerwałem bieg myśląc co się stało…
Może zawał.. Podszedłem - wszystko w porządku?
Przez chwilę jego ciało drżało,
Potem, jak mistrz ceremonii ponurego obrządku
Powoli zakończył nieznane misteria.
Otulił się przemoczonym płaszczem,
Spojrzał nieufnie. - co to za histeria?
Ot stanąłem sobie, po prostu. Jasne?!
Zdumiony przepraszam, omijam bokiem.
Nagle słyszę - Halo! Panie, źle żem nakrzyczał.
Pan chciał dobrze.. Wyszło tak sobie..
Widzi Pan.. Właśnie zgubiłem sens życia. -
Odruchowo rozejrzałem się dookoła
Tutaj? Teraz? Podczas ulewy?
Westchnął, wzruszył ramionami
Cicho dodał - pan się nie gniewa.
Wie Pan.. Telefon.. Słowa "koniec z nami"
A potem sygnał i sygnał i cisza. -
Poprowadziłem go do niedalekiej bramy.
Poczęstowałem papierosem - przykro słyszeć…
Ale… życie nie gaśnie od jednej rany.. -
Nic nie powiedział. Mechanicznie palił.
W końcu strzelił niedopałkiem w chmury.
I mruknął - i świat się nie wali,
A tam wysoko, nad deszczem… - ton ponury
Pewnie słonko i jeszcze gwiazdy
Uśmiechnąłem się niepewnie - Bo to prawda.
Wtedy dodał spokojnie - i to wie też każdy,
Że tak się tylko gada.
Tam, wie Pan, tam stałem i czekałem
Na to, żeby je zobaczyć, to złote światło.
Choćby promyk, nawet nie całe… -
W tej chwili burzowa szarość zblakła
Przedarł się złoty sztylet, uderzył wstegą tęczy.
Aż się roześmiałem - o! Proszę! Jest życzenie!
Rzucił okiem tylko. - za późno się męczy.
Czasem, wie pan, zabija wykrwawienie.-
Jeszcze raz podziękował i poszedł po wodzie.
Szedł miarowo, nie patrząc na świat,
Wszystkie barwy tańczyły na rozchlapanej drodze,
A ja nie wiedziałem już.. Iść z nim, czy dalej stać?

Quid Quidem

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa exsilentio, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.