8 czerwca 2012 roku, godz. 22:18 5,7°C

Kod Leonarda da Vinci

Za Kod... zabrałem się dosyć późno.
Wtedy, gdy przez wielu był już nieraz przeczytany, gdy nakręcono już film i napisano o nim książkę...

Pomyślałem, że coś w tej historii musi być, skoro jej potencjał nie został wyczerpany w jednej książce. I okazało się. Okazało się, że to nie do końca fantazja Dana Browna. Że wartka akcja została okraszona ciekawymi wątkami z przeszłości, przyprawiona faktami i mitami. Że równie dobrze można wziąć ją za historię z życia wziętą jak i za bajkę czerpiącą z bajek...
Zdaje się to być kwestią wyobraźni, oczytania, znajomości historii czy aktualnego nastroju czytającego.

Pewną przyjemność bierze się z faktu, że gdzieś tam już coś się o czymś słyszało. Że czytało się o kradzieży Mona Lisy, że wie się, kim był Leonardo da Vinci, itd. Dan Brown do każdego elementu dorzuca swoje trzy grosze... A wiadomo, że szybciej wpada w ucho melodia, której temat gdzieś już się słyszało i zdążyło się polubić.

W Internecie sporo jest już artykułów na temat tego, co w Kodzie... jest prawdą, a co fikcją. Dan Brown pisze w taki sposób, że czytelnik, odkrywając fikcję, może poczuć się okłamany. I czytelnik ma rację. Bardzo łatwo jest się zapędzić w wyrabianiu sobie wizji o przeszłości na podstawie Kodu..., a to już o krok od gafy, gdy w towarzystwie zechce się później "zabłysnąć" ciekawostkami.

Dlatego nim zacznę opowiadać o Świętym Graalu, Marii Magdalenie, Zakonie Syjonu i Bractwie Opus Dei, ugryzę się w język, jeśli będę miał informacje tylko z tej książki. Zresztą... co ja tu wypisuję.
Nie da się przecież "zabłysnąć" w towarzystwie informacjami z książki, którą już dawno wszyscy przeczytali. I to co najmniej dwa razy. :)

Kod Leonarda da Vinci
Ofiarą popełnionego w Luwrze morderstwa [...]
PetroBlues Kociamber
 9 czerwca 2012 roku, godz. 14:50

Tak jak napisała Aga, ekranizacja to porażka. Książka jest ciekawa, choć niektóre wątki są jak dla mnie naciągane. Nie jestem zbytnio religijny i nie czuję przez tą książkę jakiegoś dyskomfortu z racji mojego wyznania. To dość ciekawa wizja, acz mało prawdopodobna. No ale jak było naprawdę, tego za życia na tej ziemi się nie dowiemy.

Pozdrawiam:)

eyesOFsoul Kaś(ka)
 9 czerwca 2012 roku, godz. 1:52

Ale jakże byśmy chcieli wierzyć... a może jednak? Dać się ponieść? Przecież w każdej bajce, legendzie jest ziarnko prawdy. A my? Chcielibyśmy być w centrum tajemnic i zagadek.

Lubię... Kod.
Choć Anioły i Demony wyszły mu o niebo/piekło lepiej ;)