1 grudnia 2019 roku, godz. 23:10

To była pierwsza książka J. Ch. Grange'a, którą przeczytałem. Wcześniejsze opinie o tym autorze (ponoć jest to S. King z Francji), a także uwagi sąsiadki (że to niesmaczna lektura) mocno rzutowały na to, czego spodziewałem się po książce. W trakcie czytania miałem pewien niedosyt, a to że za mało stylu Kinga, a to że w przeważającej większości treść książki wcale nie jest niesmaczna, a raczej - zwykła, prozaiczna, choć historia wcale do takich nie należy.

Opowieść zaczyna się od mocnej informacji na temat policjanta, który popełnił samobójstwo. Poznajemy jego bliskiego przyjaciela, który za cel obiera sobie rozwikłanie motywów targnięcia się na życie swojego towarzysza. I tutaj pojawia się szereg wątków satanistycznych. Nasz główny bohater będący na tropie tajemniczych śmierci kolejnych osób odkrywa niezwykłość sposobu uśmiercania ofiar, która polega na różnym stopniu rozkładu ciał.

Na pewno interesujący jest pomysł. Dosyć ciekawe jest też przedstawienie pomysłów, jak można uzyskać efekt niejednorodnego rozpadu zwłok. W historię zostają wplecione wątek kościelny (pojawiają się księża i hierarchowie Kościoła Katolickiego), podróżniczy (akcja przenosi się do Włoch oraz do Polski), a także miłosny. Całość, rozpisana na ponad 600 stron, chwilami wciąga do tego stopnia, że nie można oderwać się od lektury. Chwilami zaś pozwala odłożyć książkę i zapomnieć o niej na wiele dni.

Jedno jest pewne - finał jest zaskakujący, wart poznania całej historii.

Przysięga otchłani
Paryski policjant Mathieu Durey dowiaduje się, [...]

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Radziem, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.