2 lipca 2020 roku, godz. 20:37 11,3°C

„Dzieje Grzechu” Stefan Żeromski – 5/5 ⭐️

„Nie poddawaj się rozkoszy zmysłowej, dopóki nie poczujesz, że ona jest niższą od ciebie.” — Pitagoras

1. Powieść bardzo dobrze napisana. Narracja jest wręcz poetycka, rzucają się w oczy metafory przyrównujące niemal wszystko do zjawisk przyrodniczych. Czego się można spodziewać scharakteryzuje, myślę, ten fragment – „[...]prześliczna wistaria, wiosenna krasa Południa, błękitnymi sploty przesypująca się z wyżyny nagich murów na drogi bite, zwisająca, jak bajeczne włosy nimfy Kalipso, ze sztachet zaczarowanych ogrodów.” Przy czym, opisów niekiedy było za dużo, a niektóre ocierały się o abstrakcję, której nie mogłem „przetłumaczyć”, innymi słowy – nie wpływały na wyobraźnię. Tak jak we wcześniejszych utworach narzekałem na francuszczyznę, tak tutaj obok niej spotkamy też angielszczyznę, łacinę, grekę… Co chwila obcojęzyczna wstawka i bieganie wzrokiem do przypisów. Nie są to wady istotne, ale wpływały na dekoncentrację i płynność czytania.

2. Należy przygotować się na filozoficzny akcent na początku, niby to w formie dialogu, ale nigdy nie widziałem, żeby ludzie rozmawiali ze sobą esejami. Utwór zaliczyłbym do „cytatogennych”, ale w przeważającej części nie są to aforyzmy, raczej miodne opisy zarówno przestrzeni jak i stanów wewnętrznych. Sporo jest też miłosnych „cekinów”, bądź jak kto woli „stękania”, acz źródło w końcu wysycha. Zdarzały się także fragmenty, którym nie poświęciłem większej uwagi, żeby nie powiedzieć przekartkowałem. Być może to zabieg celowy, aby ochłonąć od głównego wątku i stworzyć wrażenie upływu dłuższego czasu. W każdym razie, wątków pobocznych, z politycznym na czele, nie zaliczyłbym do udanych. Książka pozbawiona kilkudziesięciu stron byłaby lepsza. Czytałem rytmem sinusoidalnym, w tę i we w tę – od zaciekawienia do znudzenia. Moment szczególny następuje pod koniec, kiedy zostaje mi raptem dwadzieścia kilka stron do końca, mija sporo czytelniczego czasu, a tu dalej „Neverending story”. Stąd ogólne wrażenie, że książkę czytało mi się wolno.

3. Świat przedstawiony jest oczami Ewy, jedynej postaci głównej, która przechodzi pełną przemianę z istoty czystej, do upadłej (właściwie kreatury). Przy czym imię wydaje się nieprzypadkowe, symboliczne. Jest to postać‐symbol miłosnego cierpienia, cierpienia wykrzywiającego ludzką psychikę, drążącego w czaszce niczym robak wewnątrz jabłka. Tragedia rozpoczyna się wraz z pierwszą miłością, która spada jak grom z jasnego nieba na dziewiczy grunt, a potem z różnych przyczyn uczucie to nie może się spełnić i zaczyna powolnie gnić. Minie jeszcze wiele czasu, nim tkliwe uczucie przekształci się w szał, rozpacz i konającą nadzieję („Porwał ją wnet nagły sen, twardy sen młodości zmordowanej przez nieszczęście.”), a wraz z nimi przyjdzie się kochankom mijać w wyobraźni, poszukiwać zapomnienia, osiągać biegłość w grach miłosnych, wpadać w objęcia byle kogo, aż po bezduszne rozgrywki z użyciem pionków, zbrodnie, szaleństwo („Stała się jak rola zarośnięta zielskiem.”). Wszystko to okraszone jest pustką i eleganckim włóczęgostwem („Musiała codziennie wyszukiwać sobie nowe zabawy, nowe podniety i za ich pomocą zużywać dzień.”).

4. Ogółem jest to przejmująca historia łamania kręgosłupa moralnego, od której twarz sama wykrzywia się w grymasie bólu. Tytuł chyba najlepiej oddaje o czym książka jest. Wątpię, aby był to lincz, raczej wyjaśnienie dlaczego człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej.

5. Skoro Ewa, to owocem zakazanym jest – powszechnie opiewana i szanowana – miłość, prawa ręka zła, kusząca sielankowym obrazkiem i rozkoszą cielesną, przynosząca gniew bogów każdemu, kto odważy się zapukać do bram raju, wciąga jak wir wodny na samo dno i głębiej do „wnętrza ziemi”. W tej książce, każdy kto wpadł w szał z miłości, dobrze na tym nie wyszedł, kto nie szalał – tracił energię, a kto nie kochał – ostał się z majątkiem na pocieszenie. Kto wie czym to pachnie, z pewnością umocniony w wierze po tej lekturze nie wyjdzie.

6. Tytuł godny polecenia, jak ktoś lubi ciężkie tematy, albo zwyczajnie przykładać sól do rany, albo chciałby zrozumieć zachowanie kobiet upadłych (bo jednak u facetów to trochę inaczej, upadek w kierunku agresji itp.), bądź przybliżyć sobie mroczną naturę miłości (jeśli jeszcze nie dane było komu zasmakować życia w wersji hard). Będąc szczerym do bólu, dałbym cztery gwiazdki, jako iż jestem po lekturze lepiej skonstruowanych książek, ale treść bliska memu sercu i momentami czytałem ze zdwojoną uwagą.

Tak na marginesie : „Bo widzisz, ja mam udział w jednej kopalni w Klondyke. Ale trza pieniędzy.” (Str. 187). Ot, psikus kwantowych splątań.

Dzieje grzechu
Dzieje grzechu to dramatyczna historia młodej [...]
onejka onejka
 4 lipca 2020 roku, godz. 11:16

Czytałam „dzieje grzechu” wieki temu, ale zrobiły na mnie wrażenie, które wraz z upływającym czasem wyciąga zupełnie odmienne wnioski. Od początkowego oburzenia do końcowego zrozumienia, że z powodu Prawdziwej miłości można upodlić swoje życie najbardziej. Geneza jak nadmierne dobro przekształca się w destrukcyjne zło...

Twórca nieznany Duszka
 3 lipca 2020 roku, godz. 4:22

Naigrywam się ze sloganów.

Recerz Max
 2 lipca 2020 roku, godz. 23:13
Edytowano 2 lipca 2020 roku, godz. 23:17

Tworzę jakieś nowe pojęcia, czy wątpliwość bierze się z, bo ja wiem, polit-poprawności?

Twórca nieznany Duszka
 2 lipca 2020 roku, godz. 22:27

Co to jest upadła kobieta?
Czy jak przeczytam to się dowiem?