18 stycznia 2021 roku, godz. 4:45

„Pamięć nieulotna”, Edward Snowden – 5/5

1) Język

Książka jest dość gruba i napisana drobnym, męczącym druczkiem, ale nadrabia językiem, który pozwala przyjemnie wsiąknąć na długie godziny. Czytałem przeważnie zmęczony, a mimo to potrafiła mnie zaciekawić oraz inicjować myślowy ferment. Ostatnie sto stron przeczytałem bodaj w rekordowym tempie.

Co by nie przesłodzić, pewnym utrudnieniem dla czytelnika mogą być fragmenty, w których roi się od pojęć związanych z informatyką. Autor stara się omówić owe kwestie tak prostym językiem, że chyba już prościej się nie da. Sprawia wrażenie, że zależy mu na zrozumieniu przez odbiorcę-laika pewnych podstępnych mechanizmów rządzących Internetem. Czy się to udało? Trudno powiedzieć, jako że zagadnienia nie były mi obce.

Oprócz informatyki zdarzają się fragmenty nudne, związane z topografią USA, genealogią autora, albo strukturą agencji wywiadowczych, w których i tak nie zdołałem się zorientować, czy zapamiętać. Należy się na to przygotować zwłaszcza na początkowych etapach. Nie jest to znacząca wada, ponieważ bez nudy biografia byłaby niekompletna.

Nie jest to tytuł, który zaliczyłbym do cytatogennych. W trakcie czytania oznaczyłem wiele fragmentów, ale są przeważnie obszerne, kilkuakapitowe i pozbawione enigmatycznych stwierdzeń. Po rozdrobnieniu nie brzmiałyby już tak przekonująco.

2) Struktura

Strukturę utworu podzieliłbym na trzy części. Pierwsza ciągnie się przez około dwieście stron i jest stricte autobiograficzna, czyli etap „od kołyski” do pracownika amerykańskiego wywiadu. Druga część zajmuje około sto stron, opisuje pracę dla wywiadu na różnych stanowiskach i szczeblach kariery. Trzecią, przejmującą, porównałbym do sceny przebudzenia Neo w filmie „The Matrix” (1999), który wybrał czerwoną pigułkę, z tą różnicą, iż autor byłby w tej scenie jednym z architektów systemu.

„Odnosiłem wrażenie, że zrobiłem z siebie idiotę, bo mimo rzekomo zaawansowanych umiejętności informatycznych, pomogłem stworzyć jeden z kluczowych elementów tego systemu i nie domyśliłem się jego przeznaczenia.”

3) Fabuła

Choć jest to autobiografia, to osadza się wokół wątku przemiany Internetu z oazy wolności, w narzędzie masowej inwigilacji, z zakusami na gromadzenie prywatnych danych w nieskończoność, na zasadzie wolnej amerykanki. Warto przy tym zaznaczyć, że Internet to w dziewięćdziesięciu procentach infrastruktura USA, co należy tłumaczyć: pod nadzorem agencji NSA.

„Agencja zwykle zakładała, że nie ma sensu gromadzić informacji, których nie da się przechować do chwili kiedy staną się użyteczne. Tego zaś nie sposób przewidzieć. Logika ta leżała u podstaw największego marzenia agencji, a była nim permanencja – zbudowanie systemu umożliwiającego przechowywanie wszystkich zgromadzonych plików w nieskończoność i stworzenie pamięci idealnej. Nieulotnej.”

Po drodze dowiemy się: jak władza operuje poczuciem zagrożenia i wykorzystuje różnorakie kryzysy, aby powiększać kontrolę nad społeczeństwem, używając argumentu bezpieczeństwa; jakim świstkiem papieru jest Konstytucja oraz inne hasła-wydmuszki dla mas, jak demokracja, równość wobec prawa itp., nawet w rzekomo demokratycznych USA; jak ciężko znaleźć niezależnych, rzetelnych dziennikarzy i wolne media, które nie konsultują zawartości jutrzejszej ramówki z centralą NSA; jak naiwni i uzależnieni są użytkownicy nowoczesnych technologii, podlegający pełnej digitalizacji w zamian za pakiet różnorakich wygód; jak amerykański wywiad hakuje własne państwo, stając się jego nieoficjalnym włodarzem; jak niewiele jest dróg obrony, czy ucieczki, kiedy już człowiek wykaże się obywatelskim nieposłuszeństwem i zmobilizuje przeciwko sobie giganta opresji, złożonego z tysięcy pracowników ślepo wykonujących polecenia. Wątki mógłbym długo wymieniać, przy czym warto wspomnieć i podkreślić, że autor podał metody jakimi każdy z nas może się przed inwigilacją skutecznie bronić, a przynajmniej na razie.

„Hiroshima i Nagasaki to święte miejsca. Stoją tam pomniki upamiętniające dwieście tysięcy osób spopielonych przez eksplozję i niezliczone ofiary radioaktywnego opadu, przypominające że technologia nie ma kompasu moralnego.”

4) Różności

Osobom dorastającym w świecie, który zmierzał w epokę cyfrową, Edward Snowden może wydać się swojski, jak „kumpel od konsoli”. Z sentymentem czytałem wspomnienia z okresu popularyzacji komputerów osobistych typu Commodore 64, a potem Internetu, które późniejszym pokoleniom wydają się oczywistością, a wcześniejszym czymś niezrozumiałym. Z niektórych fragmentów wynika, że Ed to totalny nerd.

„To Internet pozwolił mi swobodnie zgłębiać interesujące mnie zagadnienia i odkrywać zachodzące między nimi zależności; dzięki niemu mogłem zdobywać wiedzę we własnym tempie, bez konieczności oglądania się na kolegów z klasy czy nauczycieli. Im więcej jednak czasu poświęcałem sieci, tym bardziej bezcelowe wydawało mi się spędzanie go w szkolnej ławce.”

Poprzez upublicznienie rąbka tajemnic NSA, Edward Snowden wyświadczył ludzkości wielką przysługę, lecz zapłacił za to równie wielką jednostkową cenę – banicję, wieczne chowanie się przed ośmiornicą na drugim końcu świata oraz utratę dawnego życia, które było zapewne dość komfortowe. Pod ścisłym dozorem służb, znalazła się także jego rodzina i bliscy. Strzelam, że okładka stanowi aluzję do fotografii zdrajców ojczyzny, jakimi komórki wywiadowcze straszą na szkoleniach jej przyszłych kadetów. W moim odczuciu, Snowden zdrajcą nie jest, prędzej mu do bohatera, choć sam określa się mianem sygnalisty, który spełnił swój patriotyczny obowiązek i zgłosił przestępstwo – czemu trudno zarzucić brak logiki. Takich amerykańskich bohaterów preferuję, w przeciwieństwie do przebranych w tandetne rajtuzy osiłków pokroju Supermena. Żeby nie było za słodko. Nie bardzo wierzę, że FSB, czyli rosyjski wywiad, potraktowało Snowdena tak łagodnie, jak to opisał. Myślę, że prawda jest bardziej brutalna, a wybory dużo trudniejsze.

„Dwudziestego trzeciego czerwca wylądowaliśmy na lotnisku Szeremietiewo, gdzie mieliśmy zatrzymać się na dwadzieścia godzin w oczekiwaniu na kolejny samolot. Postój ten trwa już sześć lat. Wygnanie to niekończąca się przerwa w podróży.”

A skoro już mowa o podróży, znalazła się lokalna ciekawostka:

„Nie byłem szczególnie zachwycony perspektywą przelotu nad Polską, która w trakcie całego mojego życia robiła wszystko, by zadowolić amerykański rząd. Gościła nawet tajne więzienia CIA, gdzie moi koledzy z wywiadu stosowali wobec więźniów „wzmocnione techniki przesłuchań” co jest eufemizmem z czasów ery Busha oznaczającym tortury.”

5) Na koniec

„Pamięć nieulotna” to lektura obowiązkowa dla każdego użytkownika Internetu, z pożyteczną misją pogłębiania ludzkiej świadomości. Raczej nie poprawisz sobie nią nastroju. Nie powiem że zrewolucjonizowała moje poglądy, bo opisane wydarzenia inspirowały mnie na długo przed wydaniem książki, ale narracja dysponuje potencjałem do prania mózgu. Mimo sporych gabarytów czytało się z przyjemnością, bo jest to historia ciekawa i dobrze napisana, pełna ciężkich dylematów i momentami wzruszająca, szczególnie druga połowa. Była to pozycja numer jeden na mej prywatnej liście hot książek do przeczytania, którą odkładam teraz na półeczkę z dumą posiadacza. Za egzemplarz wypada gorąco podziękować. 😋

„Moi koledzy i koleżanki pracujący tu na stanowiskach technicznych przychodzili codzienne, zajmowali miejsca przy terminalach i wykonywali zadania dla kraju. Nie byli zwyczajnie nieświadomi dokonywanych przez władze nadużyć. Nie. Ich to po prostu nie interesowało. Ten brak ciekawości sprawiał, że nie wydawali mi się postaciami złymi, lecz tragicznymi. Nie miało znaczenia, czy zaczęli pracować w wywiadzie z pobudek patriotycznych, czy oportunistycznych; kiedy już dostali się do tej machiny, sami stali się maszynami.”

Pamięć nieulotna
W 2013 roku 29-letni wówczas Edward Snowden [...]
Twórca nieznany Duszka (z autografem)
 18 stycznia 2021 roku, godz. 10:33

"co by" to jest stylizacja Recerzowa. :)

Oglądałam film, ale chyba wolę książki. Czy gdyby zostawić na koniec część biograficzną (albo w ogóle pominąć) to się czytelnik połapie?

Recerz Max  18 stycznia 2021 roku, godz. 18:17

Chyba tak.

maba Ewka... albo nie
 18 stycznia 2021 roku, godz. 9:54

Przekonałeś mnie do lektury, ale:
1. zamiast na zmęczeniu - będę jednak czytać na kanapie (używaj cudzysłowu!!!),
2. nie rozumiem, po co Ci ta stylizacja gwarowa ("co by"),
3. "około dwieście stron" obejmuje, nie trwa.
A poza tym - podziwiam Twoją wytrwałość. :)

Recerz Max  18 stycznia 2021 roku, godz. 18:15

Poprawiłem parę zdań i usunąłem kilka literówek. Na razie nie mam pomysłu czym zastąpić "co by" - żeby nie przesłodzić, aby nie przesłodzić, eee...

A za komentarz całuję po rączkach. 😙

maba Ewka... albo nie  18 stycznia 2021 roku, godz. 18:21

Żeby, aby, by - są znaczeniowo neutralne :)))
Aż takich dziękowań niegodnam :))))))))