22 maja 2020 roku, godz. 16:49 9,7°C 66
Edytowano  22 maja 2020 roku, godz. 17:03

"Mistrz i Małgorzata" - recka pisarczyka.

1. Na początek pozwolę sobie na małą dygresję. Zauważam, że ważniejszym elementem w książce jest to, jak się ją czyta, a potem dopiero o czym jest. Czy pojawia się to „wsiąkanie” w utwór, czy też nie. Bo i co z tego, że autor ma wspaniały pomysł, skoro nie może go przetłumaczyć z chaosu na dosadny ludzki język. Nie żeby to była akurat przypadłość „Mistrza i Małgorzaty”, bo czytałem po sto stron na podejście, co dla mnie jest bardzo dobrym wynikiem i dobrze świadczy o „fizyce” utworu.

2. Książka posiada skokową fabułę czyli to, co tacy jak ja „lubią” najbardziej. W zasadzie można tam znaleźć trzy powieści, powiązane ze sobą dość nieprzekonująco, z równie nieprzekonującym finałem. Momentami wyobrażałem sobie, jak wyglądała praca pisarza, gdyby był malował powieść niczym obraz, no i wizję otrzymałem taką : bierze chłop do ręki pędzel, zanurza w puszce farby i po prostu chlapie nią na płótno. Chciałoby się złośliwie dodać „Tak to i ja potrafię…”.

3. Jakby mnie spytać powiedziałbym, że to gatunek fantasy. Tylko że to takie fantasy... jak obrazek słonia z kopytami w meloniku, na dodatek śpiewającego jakąś operetkę i jadącego dziecięcym rowerkiem na trzech kółkach. Nie wiem jak się to nazywa, diabelstwo! Abstrakcja, groteska, czy jaki surrealizm… W każdym razie, tak to mniej więcej wygląda, i to przez dwie trzecie książki. A ja myślałem, że mnie ponosi wyobraźnia... Ależ skąd, gdzież mi tam do wielkich pisarzy! Wracając... Na dłuższą metę połączenia jak piernik do wiatraka, zaczęły mnie nudzić.

4. To nie tajemnica, że fabuła opowiada o tym, co się stanie kiedy diabeł będzie chodził sobie po ziemi, a konkretnie w Moskwie. Można się o tym dowiedzieć już w pierwszym rozdziale. W pewnym sensie jest to osobista krucjata autora na ateistach, czy nomenklaturze, biorąc pod uwagę kontekst historyczny. Jeśli jednak spodziewacie się wrót piekieł, terroru, czy gotowania grzeszników w smole lub inne takie utarte obrazki, to jesteście absolutnie w błędzie. Tu akurat leży wielka zaleta całej powieści – czyli jak sobie autor wyobraził diabła, jego świtę i jego psoty. Bardzo mi się to podoba szczególnie, jeśliby to przełożyć na masową histerię w dobie koronawirusa, w której pisałem ów recenzję.

5. Czy było śmiesznie? Było. Całość, z wyjątkiem epizodów w Jerozolimie utrzymywana jest na granicy śmiechu i zdziwienia. Mam wrażenie, że śmiałem się nie tam, gdzie było to zaplanowane. Rozbawiło mnie jak naga i niewidzialna Małgorzata rujnowała dom pewnego krytyka literackiego. Fakt, że ubzdurałem sobie pisanie recenzji w najbliższym czasie, może ściągnąć na mnie zemstę z zaświatów.

6. Niby tytuł „Mistrz i Małgorzata”, ale powinien się raczej nazywać „Piłat i Jeszua”, „Woland i Kot w butach”, wszystko tylko nie „Mistrz i Małgorzata”. Dlaczego? To najsłabszy wątek miłosny jaki czytałem od dawna. Postać Małgorzaty jak erotyczna kukła, albo muszka do krawatu. W ogóle zastanawiałem się po co oni tam, szkodniki jedne! Na końcu i tak pewnie nie zrozumiałem ich roli, bo niewiele mnie to obchodziło. Czy żałuję? Nie.

7. Reasumując. Pamiętam, że gdzieś kiedyś, w czasach szkolnych była to lektura obowiązkowa, przerobiona oczywiście na streszczeniu. I tak myślę po latach „Ach, poczytam arcydzieła światowej literatury, aby na stare lata wnieść światłość pod strzechę, albo nauczyć się pisać na poziomie.”. Jednak, po seansie czarnej magii, jestem dość rozczarowany. Może więc warto byłoby polecić książkę młodzieży? Cóż, gdy przypomnę sobie jak głęboko tkwiłem „za gówniarza” w świecie Warhammera, mógłbym uznać lekturę również za niezbyt interesującą. Zaczynam rozumieć po co ludzie mieliby czytać recenzje, gdyż przeczytanie trzystu z groszami stron, to w większości przypadków jednak poświęcenie.

Mistrz i Małgorzata
Arcydzieło literatury światowej. Powieść tę [...]
Radziem Radek
 22 maja 2020 roku, godz. 17:36

Czytalem kilka razy, zawsze swietnie sie bawilem. Moze przeczytam kolejny raz, zeby sie znalezc ten momenty, o ktorych piszesz :-)