20 sierpnia 2020 roku, godz. 1:31 14,5°C

„Krew Elfów”, Andrzej Sapkowski – 5/5 ⭐️

1. Książka napisana jest bardzo dobrze – tak myślę dzisiaj. Poprzednie podejście miałem jakieś 15 lat temu i utwór zamęczył, zniechęcił do serii na lata. Dzisiaj rozumiem dlaczego. Słownictwo jest trudne, ze średniowiecza rodem. Komes, wams, minstrel, jarl, kord, nynie, knut, rajfurka, trzos, pośledni, obwieś, utyłać, zydel, sztych, tercja, odtroczyć, juki, łęk, setnik, mytnik, dziesiętnik – to tylko krótki pokaz pięknej staropolszczyzny, którą Sapkowski wplata w swoją opowieść. Poza tym, mamy tu także szczegółowe pojęcia związane z dawnym ubiorem, jeździectwem, żeglarstwem, fechtunkiem, budownictwem, uzbrojeniem. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest fabularny Słownik Staropolszczyzny, ale czytać należy z przygotowanym Słownikiem Języka Polskiego, inaczej większość czytelników nie będzie rozumieć do końca o co chodzi w co trzecim zdaniu. Widać wyraźnie bogaty warsztat pisarski.

2. Fabuła jest skokowa, czyli przeze mnie znienawidzona. W przypadku „Krwi Elfów” to jednak żaden problem. Aż sam się dziwię. Mało tego, głównych bohaterów jest w zasadzie kilku i wygląda jakbym miał do czynienia ze zbiorem przeplatających się opowiadań, w którym główny bohater zmienia się co dwadzieścia stron. Mimo to, nie zgubiłem się w fabule ani na moment, a nawet wydało mi się to bardzo dobrym rozwiązaniem - co by nie zanudzać wałkowaną w kółko tą samą postacią. Również dzięki owemu rozwiązaniu, dane było mi spojrzeć na świat przedstawiony szerszym kątem.

3. W scenach zwykle przewija się mnóstwo postaci, prawie każda nazwana, każda skądś pochodzi. Często rozgrywają się tłumne dialogi, rzekłbym. Trzeba czytać z uwagą, choć większego znaczenia która postać skąd pochodzi i jak wygląda nie ma. Taka kompozycja tworzy wrażenie świata kipiącego życiem, wydarzeniami i opiniami, świata dynamicznego, wypełnionego, zaludnionego. Styl godny naśladowania. Ponadto, nauczył mnie Sapkowski jak pięknie opowiadać złożone wydarzenia w formie dialogów, zamiast toczenia długiej i smętnej narracji.

4. Sporo polityki, wojennej polityki. Mówiąc w skrócie, chodzi o polityczne szachy w konflikcie federacji z imperium. Innymi słowy – rozbiegana grupa versus silna jednostka, a nad tym wszystkim proroctwa, magia i mroczny rycerz. Wiem, że nie każdy lubi, a jeszcze mniej osób rozumie, dlatego przestrzegam, gdyż polityczne gry zajmują tu dość sporo miejsca. Mnie wątek polityczny wciągnął. Czuć w nim ducha intrygi Darth Sidious-a (głównego antagonisty i władcy marionetek w jednej z części Gwiezdnych Wojen). To nie polittyka w stylu : tam bedziem kraść tysiąc złoty, a rozdawa pięćset plus i będzie git; ale też nie jest to polityka, którą każde dziecko zrozumie.

5. Co by nie było tak słodko – nie udały się sceny walki. Choć czytałem uważnie, nie byłem w stanie sobie wyobrazić co się dokładnie dzieje. Najwyraźniej to takie samo wyzwanie jak scena erotyczna. Poza tym, Magowie są OP, czyli przerysowani. Odniosłem wrażenie, że zaklęcia polegają tu na prostym wyciąganiu królików z kapelusza. I właściwie po co organizować wszystkie armie świata, skoro tak naprawdę wystarczy zorganizować czarodziejów i pokonać każdego. „Ciri prychała, bulgotała i pluła, bo mydliny dostały się jej do ust. Potrząsnęła głową, zastanawiając się, czy istnieje zaklęcie umożliwiające mycie się bez wody, mydła i straty czasu.” No właśnie? Magowie używają magii do zapalania świec, a nie umieją się umyć bez kąpieli? Na szczęście, pod koniec autor spieszy z wyjaśnieniami i co nieco łagodzi odczucie wszechpotęgi. Ale i tak mam wrażenie, iż magia ma tu potencjał do rozwiązania każdego problemu, włącznie z dłubaniem w zębach.

6. Wydawałoby się, że książka o elfach, a tymczasem polubiłem krasnoludy. Wystarczy przytoczyć fragment rozmowy nastoletniej Ciri z metra ciętym brodaczem i można się domyślić charakteru innych krasnoludzkich mądrości, których nie wolno przegapić :
„— Hmm... Ale teraz... Ludzi jest przecież dużo więcej niż... Niż was.
— Bo mnożycie się jak króliki — zgrzytnął zębami krasnolud. — Nic, tylko byście się chędożyli, w kółko, bez wyboru, z kim popadło i gdzie popadło. A waszym kobietom wystarczy byle siąść na męskich portkach, by im brzuch urósł... Czegoś tak pokraśniała, myślałby kto: maczek polny? Chciałaś rozumieć, tak czy nie? To i masz szczerą prawdę i wierną historię świata, którym włada ten, kto sprawniej rozłupuje innym czaszki i w szybszym tempie nadmuchuje baby. A z wami, ludźmi, trudno konkurować, zarówno w mordowaniu, jak i w chędożeniu…”

7. „Krew elfów”, pierwszy tom sagi wiedźmińskiej, polecić żem rad, zwłaszcza lubującym klimaty fantasy. Mogę potwierdzić, że Sapkowski to konkret pisarz. Opowieść jest wciągająca i trudno się oderwać. Ma także walor edukacyjny dla pisarzy, biorąc pod uwagę język i konstrukcję. Do przeczytania całej sagi zostałem ową książką zachęcony, tyko kolejka długa… Może jeszcze wspomnę, że oglądałem serial „The Witcher” (2019), który poprzedza wydarzenia niniejszej książki. Być może dzięki temu fabuła była spójna, a bez tego, ocena byłaby niższa. Trudno ocenić.

„— Koty lubią spać i odpoczywać na intersekcjach. Wiele krąży opowieści o magicznych zwierzętach, ale tak naprawdę kot, oprócz smoka, jest jedynym stworzeniem umiejącym chłonąć moc. Nikt nie wie, po co kot ją chłonie i jak wykorzystuje...”

Krew elfów
Pierwsza powieść króla polskiej fantasy! [...]
Recerz Max
 22 sierpnia 2020 roku, godz. 11:29

Trzy szóstki. 🤟

Recerz Max
 20 sierpnia 2020 roku, godz. 22:42
Edytowano 20 sierpnia 2020 roku, godz. 22:48

Co ciekawe, przypadkiem krasnoludom przypadł punkt 6, a szóstka to liczba ceniona przez krasnoludów. Ot, zbieg okoliczności.