18 maja 2020 roku, godz. 18:27 4,2°C 81
Edytowano  19 maja 2020 roku, godz. 00:08

„Konopielka” – recka pisarczyka.

1. Książka to w sporej części słownik staropolszczyzny, czy jakichś terminów wiejskich dla Podlasia. I co się dziwić? Cały świat przedstawiony jest umysłem chłopa - Kaziuka, wyjętego jakby z okresu dwudziestolecia międzywojennego (choć to niewłaściwe umiejscowienie fabuły w czasie). Trudno przebrnąć ową formułę tekstu pod względem płynności czytania, co chwilę grzęznąc w przypisach. Aczkolwiek traktuję to, jako element klimatyczny. Wszak do trudno dostępnych Taplar trzeba najpierw dotrzeć i poczuć się jak mieszczuch, bezbożnik czy postępowiec.

2. Jeżeli ktokolwiek zastanawiał się jak wyglądało życie na wsi sto lat temu, to może książkę wykorzystać jako przewodnik. Mogę jedynie dodać, że świat przedstawiony był bardzo podobny do wspominek moich dziadków i babć.

3. Nie wiem, czy to kwestia wydawnictwa, ale troszku denerwowało, że kwestie dialogowe i przemyślenia postaci dziarsko szły pod rękę z opisami, nie wyróżniając się w znaczący sposób. Skutkuje to cofaniem wzroku i zastanawianiem się, czy to już mowa, czy myśli, czy opisy. Raczej nie należy spodziewać się łatwego czytania, mimo że książka jest w miarę krótka.

4. Pod względem klimatycznym, bardziej śmieszno tu, niżli straszno. Głośny śmiech przeplatał się we mnie z poczuciem żalu, że oto mamy powtórkę z kolonizacji w skali mikro (niezauważalnej na globusie).

5. Guseł co niemiara, ale na szczęście żadnej polit-poprawności. Można się rozsiąść wygodnie i rozkoszować prostym wiejskim życiem oraz, w pewnym sensie, jego mądrością. Z drugiej strony, postępowiec znajdzie tu kopalnię argumentów, żeby pastwić się na ciemnym narodzie polskim i najzwyczajniej wywieźć bez żalu do kołchozu. Przy czym warto podkreślić rok wydania książki - 1973. Kto wie, czy nie pisana była pod poklask ówczesnej nomenklatury i dopiero czytelnik pół wieku później umie docenić drugą stronę?

6. Przez cały czas czuć kontrast i wiszący w powietrzu konflikt. Tylko nie wiadomo dokładnie między czym, a czym. Boga z Szatanem? Postępu z tradycją? Globalizacji z prowincjonalizmem? Miasta z wsią? Wolności z niewolnictwem? Pobożności z bezbożnością? Abo po prostu - czy robić to, po bożemu, jak bóg przykazał? Czy może na odwrót - ona na górze, jak greki jakie? Po wszystkim następuje cisza i owe wszystko ma swoje konsekwencje. Zdaje się, że nie ma żadnego zwycięzcy. Dobry temat do „rozkminy” na „Obiadkach Czwartkowych”.

7. Trudno też czytać i nie zadawać sobie pytania - czego tak naprawdę potrzebuje człowiek do szczęścia? Gdzie jest kres wygodnictwa? Albo gdzie zaczyna się ciemnogród? I nie ma tu żadnej filozoficznej wykładni, jedynie same obrazy (i ikony). Pytania mnożą się same. Piękna forma prozy moim zdaniem.

8. Z pewnością książeczkę zapamiętam na dłużej, ale czy mógłbym ją komuś polecić? Jest myślę, dla wrażliwych, ale nie delikatnych. Wydaje się to lektura fizycznie trudna do ogarnięcia, mimo że do przeczytania w jedną noc. Myślę, że godna polecenia jest też ekranizacja książki, której dłuższy fragment zachęcił mnie do przeczytania ów lektury. Film stary, czarno-biały, niszowy. Tak coś mi się widzi, że bardziej dla ludzi co lubią minimalizm teatralny, albo „robio w kulturze”.

-Max-
 18 maja 2020 roku, godz. 18:41

To mogę zdradzić, że uczycielka była brunetką (szok!).

wojtekp Wojtek
 18 maja 2020 roku, godz. 18:36

Książki nie czytałem, ale film jest jednym z lepszych jakie oglądałem.