15 sierpnia 2021 roku, godz. 20:44 1,9°C

„Jak pisać”, Stephen King – 4/5

1. Treść

Jest to książka o charakterze poradnika dla osób myślących poważnie o pisaniu prozą. Zawiera sporo elementów autobiograficznych, może się więc okazać atrakcyjna również dla każdego innego czytelnika, o ile co jakiś czas ominie dłuższy akapit. Ogólnie jednak odradzam takie książki, jeśli nie zajmujesz się pisaniem, ponieważ odbierze ci to część przyjemności z czytania.

„Skończyłem czterdziestkę, nim zrozumiałem, że niemal każdy pisarz i poeta, który kiedykolwiek opublikował choć jeden utwór, został przez kogoś oskarżony o marnowanie danego od Boga talentu.”

2. Struktura

Na początku urzekł mnie fakt, że zaczyna się, nie krótką, ale i nie długą, autobiografią. Wiedziałem doskonale dlaczego. Steven King, jak sam twierdzi, wyjaśnia co zrodziło w nim pisarza. Ciekawostka, że w toku swej raczkującej kariery pisał opowiadania do pism, jak to określił „dla panów” (bajeczki dla dorosłych mają tę moc najwyraźniej). Dalej mamy już stricte poradnik – zbiór doświadczeń, wskazówek, anegdot i językowego rzemiosła. W odczuciu poradnik nieco chaotyczny, ale i zabawny, kończący się między innymi wnioskiem, że książka ta jest w zasadzie nikomu niepotrzebna. Podobało mi się poczucie humoru autora.

„Czy ktoś musi sporządzić wam papierowy identyfikator ze słowem PISARZ, zanim uwierzycie, że naprawdę nim jesteście? Mam nadzieję, że nie.”

Zuch ze mnie.

3. Język

Pasuje tu słowo „nieskomplikowany”. Treść dociera od razu, a język pozwala popłynąć, aczkolwiek nie w tej recenzji. Przechwyciłem sporo interesujacych cytatów. Trafiają się wulgaryzmy, usprawiedliwione rzekłbym. Nic więcej do dodania.

„Legionowi Przyzwoitości może nie spodoba się słowo „srać”, wy też nie musicie być nim zachwyceni, ale czasem nie macie wyboru – żaden dzieciak nie podbiegnie do matki i nie oznajmi, że jego siostrzyczka właśnie „wypróżniła się” do wanny. Może powie, że „zrobiła kupę” albo „kaka”, ale obawiam się, że „zesrała się” to najbardziej prawdopodobny wariant (ostatecznie dzieci też mają uszy).”

4. Podsumowanie

Ogółem nie dowiedziałem się wiele nowego jeśli idzie stricte o pisanie. Było ciekawie, ale bez fajerwerków. O niebo lepiej zorganizowana i skoncentrowana wydała się książka Katarzyny Bondy: „Maszyna do pisania”, która chodzi za mną jak stalker. Po przeczytaniu „Jak pisać”, czuję że odwiedziłem pracownię pisarską, w której do rzemiosła podchodzi się nieco inaczej. W zasadzie obydwie książki mogłyby się uzupełniać, a miejscami przeczyć.

„Kurt Vonnegut przerabiał każdą stronę swych powieści, póki nie osiągnął dokładnie takiego efektu, o jaki mu chodziło. W efekcie czasami zdarzało mu się skończyć tylko stronę bądź dwie dziennie (a w koszu na śmieci piętrzył się stos zgniecionych, odrzuconych stron siedemdziesiąt jeden i siedemdziesiąt dwa). Kiedy jednak skończył swój maszynopis, to książka była skończona, zapięta na ostatni guzik. Można było od razu posłać ja do składu.”

Jak pisać
Nowe, rozszerzone wydanie zawierające dodatkowe [...]
Akula
 17 września 2021 roku, godz. 19:22

Mimo, iż poradnik to poczucie humoru autora sprawia, że czyta się przyjemnie. Nawet jeśli się nie pisze, to można uświadomić sobie dlaczego niektóre książki lepiej się nam czyta, a niektóre gorzej.

Razi trochę nawoływanie co jakiś czas: "Nie róbcie tego, błagam!" Tak jakby autor sam nie stosował się do tego o czym pisze. :) Wystarczyłoby przecież "Nie róbcie tego!" Ale to też można potraktować jako element humoru.