31 lipca 2021 roku, godz. 14:44 1,9°C

„Cała prawda o Planecie Ksi”, Janusz A. Zajdel – 5/5

1. Fabuła
Wyruszyłem w daleką przyszłość, w epokę ekspansji kosmicznej Ziemian. Kilkadziesiąt lat temu (fabularnego czasu) wysłano statek kolonizacyjny, liczący bodaj pięć tysięcy kolonistów, z misją zasiedlenia dobrze rokującej planety Ksi. Jak łatwo przewidzieć, coś poszło nie tak. Ostatnią wiadomością przechwyconą z misji, były następujące po sobie sprzeczne komunikaty: pierwszy – wezwanie pomocy, drugi – wszystko idzie zgodnie z planem. Po latach, do zbadania sprawy zwerbowano doświadczonego pilota – komandora Sloth-a. Oględnie mówiąc, typ maczo, kobieciarz, podróżnik, śpioch, przypominający stereotypowego marynarza. Sloth, wraz z załogą, wyrusza statkiem na planetę Ksi. Ma wolną rękę, nawet jeśli w grę wchodziłby konflikt zbrojny z obcą cywilizacją. Od tego momentu niemoralne jest opowiadać dalej. Z pozoru wygląda na naiwną fabułkę, przerobioną na milion sposobów. Nie dajcie się zwieść temu wprowadzeniu!

2. Struktura
Zaczyna się rozebraną kobietą, jednak obracaną przez narrację niezbyt starannie, jak na mój gust. Dalej poznałem wstępną sylwetkę komandora Sloth-a, głównego bohatera powieści. Do ostatniej strony nie miałem wrażenia, że jestem w nim uwięziony. Następnie przeszedłem do briefingu, który omówił „co i jak”, a potem wyruszyłem w kosmos. Mimo obecności kobietki, wszystko powyższe składa się na umiarkowanie senne wprowadzenie. Z hibernacji, niezbyt dotkliwej, obudziłem się dopiero w komosie, nieopodal planety Ksi. Tajemnica i jej eksploracja pochłonęła mnie na dobre, aż do zakończenia. Realia sci-fi okazały się makijażem dla wciągającej intrygi szpiegowskiej i dylematów politycznych. Muszę być tajemniczy, ale przypominam sobie moment, w którym myślę: „No proszę, roztrząsam dylematy konfidenta”. Ostatnia strona daje wyraziste wrażenie, że książka za szybko się kończy, że urywa się jak kartka papieru, kiedy zbudowała nadzieje na co najmniej inwazję obcych.

3. Język
Nie mam zarzutów, ale mam przez to niewiele do powiedzenia. Można swobodnie popłynąć. Na wstępie wyczuwałem obawę o techniczny żargon, związany z technologią przyszłości. To naturalne, że będzie on występował, pytanie tylko w jakich ilościach. Autor, mam wrażenie, starannie dozował ilość smaczków. Nie można więcej odjąć, ani dodać.

4. Inne
„Kogóż spośród orędowników sprawiedliwości dla zwykłego człowieka moglibyśmy uznać za prawdziwie bezinteresownych? Może Chrystusa, może Lenina... Kogóż jeszcze wymienilibyście bez wahań i wątpliwości?” – Sloth. Przy powyższym fragmencie wykrzywiłem twarz, jakbym jadł cytrynę. Nazbyt wyraziste, więc prawdopodobnie podliz na potrzebę cenzury. Lecz jakże ciekawa wypowiedź w kontekście fabularnym, przywołująca skojarzenie z klepaniem bezmyślnych formułek.

5. Podsumowanie
Tytuł godny polecenia, bardzo dobrze napisany. Zamyślał, zaskakiwał i urwał się nagle, pozostawiając pytania. Jest zdecydowanie czymś więcej, niż zapowiadał przez pierwsze trzydzieści stron.

„- Jesteśmy w domu! - powiedział, podając go Slothowi. - To kartofle.” (Żałuję, że nie napisał Ziemniaki)

Cała prawda o planecie Ksi
Powieść z nurtu fantastyki socjologicznej [...]
Akula
 3 sierpnia 2021 roku, godz. 20:59

Punkt 5 najbardziej zachęcił do przeczytania. Dodatkowo ocena i polski autor.

Recerz Max  3 sierpnia 2021 roku, godz. 23:57

Prawda, jeżeli polski autor to nie ma efektu "Lost in translation". Ale mi to obojętne.

Akula 4 sierpnia 2021 roku, godz. 15:38

Tak, to też ale to nie takie istotne. Polski, uwięziony umysł może mieć większą wyobraźnię.