18 maja 2020 roku, godz. 7:37

KOBIETA MIŁOŚCI cz. 2

Znowu zwróciła oczy w kierunku ekranu monitora. Próbowała ogarnąć aktualny wątek pisanej decyzji. Petenci bardzo utrudniają proces stanowionego prawa. Wstała więc i kolejny raz tej szychty podeszła do okna, aby nadać myślą celności przez obrazy malowane i serwowane tego dnia przez bardzo zmienną pogodę. Aura za oknem wyglądała teraz jak ciepłe lato. Na wschodzie niebo było błękitne i zupełnie bezchmurne. Słońce świeciło całą powierzchnią rozognionej kuli. Południe było takie bardzo jasne, przepełnione jasnością i taką poczuła się szczęśliwą,a epicentrum radości buzowało w okolicy jej serca. Nad lipami krążyło bardzo liczne stado wron. Krakanie zdominowało fonię, ale było przyjemnym. Przestał wściekać się wiatr. Wyglądało na to, że skrył się w zaroślach,które rozciągały się nad rzeką i odpoczywa przed następną dobrą zabawą. Na stadionie dziesięciolatki rozpoczęły trening wykorzystując okienko pogodowe. Była pewną, że to tylko okienko,wróciła do tworzenia i zapisywania aktu stwórczego.

Popłynęły nowe błyskotliwe i mądre zdania. Wklejała też sekwencje z innych decyzji. Pewne schematy powielają się. Gdzie trzeba powołać się na konkretne akty prawne, to się je przekleja. Akapity raz już skomponowane i sprawdzone w boju używa się przez wiele lat, nim znowu zmienią lub znowelizują prawo. Zadzwonił telefon. Był to sygnał wiadomości tekstowej. Maźnęła palcem wskazującym po ekranie. Wiadomość od M. Byłem na wsi w sklepie. Na obiad będzie sznycel, mizeria i tłuczone ziemniaki z masłem i szczypiorkiem. Odpisała śmiejąc się w duchu, a nawet wargami. Uwielbiam Twoje smaki. Kocham cię bardzo i bardzo bardzo tęsknię za Tobą. Odłożyła telefon i ponownie usłyszała z korytarza kroki zbliżające się do drzwi jej gabinetu. Po stukocie obcasów wiedziała, że zaraz wejdzie Jekaterina Pietrowna, młoda trzydziestoletnia specjalistka od wynajmu nieruchomości. I weszła, i zaczęła rozmowę.

- Cześć.
- Cześć. Co tam na spotkaniu z wierchuszką?
- Tragedia. Wiesz, że kierowniczka znowu wszystkiego zapomniała. Kompletnie się pogubiła. Dobrze, że szef był i ja. Ale to ona miała referować. Masakra.
- Ona już jakiś czas szwankuje z pamięcią. Ciekawe jak dalej rozwinie się jej przypadłość?
- No wiesz...ta choroba...wiek.
- Wiek zobowiązuje nie usprawiedliwia. Zapamiętaj to sobie dobrze.

Tutaj Jekaterina Pietrowna otwarła usta i przemówiły miną tak zwanego karpia. Nic nie mogła z siebie wykrztusić.Jej świat runął.

- Nu da Katiuszeńka! Powinna być początkową instancją i ostatnią.Dla nas wszystkich w wydziale wyrocznią, jak zootechnik w gospodarstwie rolnym jest alfa i jest omega, a leśniczy w swoim lesie. Ona dowozi się do emerytury,ale jej autorytet dogorywa.
- Może pogubiła się przez depresję związaną...no wiesz...może problemy z córkami, może czuje twój oddech na plecach, przecież gdy jej nie było, to wydział hulał dwa razy sprawniej. Na pewno jej doniosły...
- A dy przestań. Nie należę do partii. Córki mają chłopów i po 30 lat. Pora się ochadać. A co słychać w waszym piekiełku?
- Od jakiegoś czasu zostajemy po godzinach.
- Gdybym ja była kierowniczką, to miałybyście przechlapane.
- Jak?!
- Bo tylko nieudolny zostaje po godzinach. Normalny pracownik wyrabia się w ośmiu godzinach. Przemyśl to sobie. Nie umiecie sobie roboty zorganizować. Nie macie jej tak wiele, aby z nią sobie nie poradzić w ośmiu godzinach szychty. Jeszcze ze śniadaniem i kawą.
- Może masz rację. Muszę to sobie faktycznie przemyśleć i poukładać w głowie. One mnie zjedzą.
- No właśnie i tu pies liże dzwonki. Chcą przypodobać się szefowi, a ty ich się boisz. A nie boli cię, że twoje dzieci cię nie mają.Chora jesteś i to co robisz jest chorym. Przecież łeb masz już pusty wtedy. Tak naprawdę wtedy siedzicie i pijecie kawę, jeszcze poplotkujecie i mijają dwie godziny. Wracacie do domu. Po trzeciej czy czwartej kawie macie delirkę i jesteście złe na cały świat. Depresja hula w was. Ciekawe czy służy to waszym chłopom. Baby! Co i czy jeszcze robicie coś w sypialniach?
- Słucham cię i jakby mnie olśniło. Niestety nie wdając się w szczegóły, postawiłaś stuprocentową diagnozę. Dzisiaj już nie zostaję.
- Dzisiaj zostajesz. Jest dziesięciogodzinny dzień pracy, wszystkie zostajemy.

Koniec części drugiej

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.