25 października 2015 roku, godz. 00:25 0,6°C

Coraz dziwniej... cz. II

Z trudem powstrzymałam się przed wykonaniem niegrzecznego gestu w ślad za odchodzącym Gabem Foxem. Ciekawość zżerałam mnie, chciałam wiedzieć dokąd idzie.Hymm, w zasadzie czemu nie?
Ruszyłam za nim,
Doszedł do końca Dumble Street po czym wszedł w jedna z bocznych uliczek. Starając się być najciszej jak tylko potrafiłam zbliżyłam się do wejścia w zaułek, w którym przed sekundą zniknął mój srebrzysto-włosy i tajemniczy opiekun, a raczej niańka. Wychyliłam czubek głowy, aby zobaczyć czy nadal tam jest. Był. Rozmawiał z kimś znajdującym się w miejscu dla mnie nie widocznym, żywo przy tym gestykulując. Skupiłam się na tym aby coś usłyszeć.
Po chwili mi się udało skoncentrować.
- ...jak tak dalej pójdzie to zabije kogoś przez przypadek i trafi do kicia. Sadzę, że powinieneś jej wszystko wyjaśnić jeśli naprawdę ci na niej zależy. - Sięgnął po coś znajdującego się w lewej kieszeni jego marynarki. Po chwili doleciała do mnie charakterystyczna woń tytoniu. - A zależy ci, prawda?
- Zależy mi na niej, cholera...
Ten głos! Niby nie powinnam być zdziwiona, że to właśnie z nim rozmawia, w końcu Fox przyznał mi się otwarcie, że zna Iana. Ale o czym oni gadają?
- A wiesz co to znaczy, przyjacielu? - Ian przerwał, a gdy Fox zaprzeczył ruchem głowy mówił dalej: - To znaczy, że ja jestem od niej uzależniony. Ale nie tak jak ty od fajek. - Zaśmiał się. - Ja jestem uzależniony od jej uśmiechu, który sam przywołuję na jej wargi. Od rozmów z nią, które trwają najwyżej kilka minut, a dzięki którym Arisa staję się weselsza...
Zastygłam w bezruchu. Zamknęłam oczy, aby lepiej skoncentrować się na jego słowach. Nie obchodziły mnie pytające spojrzenia mijających mnie ludzi.
- Od jej radości, która jest dla mnie diablo ważna. Od bycia jej podporą, gdy opadnie z sił. Od bycia jej Aniołem Stróżem, który unosi ją w górę, kiedy opada na dno. Od patrzenia w jej oczy, roześmiane i pełne czegoś, czego nawet ty nie umiałeś nazwać, Opiekunie. Od jej obecności i ciepła, które mi daje. Dlatego nie chce jej stracić. - Przerwał w celu złapania oddechu, po czym dokończył: - Bo mi na niej zależy, przyjacielu. Jak cholera.
Po tych słowach nastala dziwna cisza. Wytarłam policzki z czegoś mokrego co pojawiło się na nich bez mojej wiedzy, a tym bardziej woli. Dlaczego ja jestem taką kretynką?! Lgnę do ludzi, którzy mnie ranią a odtrącam tych, dla których jestem ważna. Za każdym razem to samo...dlaczego?
- Hahaha. - Wybuch wesołości Foxa przerwał moje rozmyślania. - A myślałem, że nic mnie już nie zdziwi w świecie ludzi! Skoro, aż tak ją kochasz to dlaczego się poddałeś? Dlaczego odpuściłeś po pierwszej przegranej bitwie? Myślałem, że jako Kreator jesteś bardziej pomysłowy. - Zamilkł, ale gdy nie doczekał się żadnej riposty od Iana, wybuchnął: - Weź się w garść dupku!
Podskoczyłam przestraszona krzykiem Foxa. Naszła mnie ochota na szybką ewakuację z tego miejsca. Miałam wrażenie, że rozmówcy wiedzą o mojej obecności, a przynajmniej jeden z nich.
- To niby co mam robić? - Dobiegło do moich uszu pytanie Iana.
Długo nie trzeba było czekać na odpowiedź.
- Chroń ją, walcz o nią każdego dnia, całuj ją, kochaj ją, przytulaj zawsze kiedy będzie tego potrzebowała, śmiej się z nią ale i czasami z niej. Ale nigdy, powtarzam nigdy, nie pozwól jej upaść, jeśli nie masz planu jak ją złapać.
Ian odezwał się dopiero po chwili.
- Dziękuje, że nad nią czuwałeś zamiast mnie, przyjacielu.
Spojrzałam ostrożne na dwóch mężczyzn. Właśnie padli sobie w ramiona.
- W końcu od tego mnie masz, co nie? - zapytał już bez cienia gniewu w głosie Gabe. - Tylko nie schrzań już niczego więcej. Chyba jeszcze żaden Opiekun nie natrafił na taką parkę jak ty i Arisa. - Zaśmiał się co dziwnie skojarzyło mi się ze szczeknięciem psa. - Dwójka silnych Kreatorów zakochanych w sobie, z czego jeden z nich jeszcze o tym nie wie. Chyba będę musiał po wszystkim upomnieć się o dodatkowy Ogon.
Nic nie rozumiałam z tej dziwnej przemowy. Ogon? Opiekunowie? Kreatorzy? Ja zakochana w Ianie?
- A ty jak zwykle o pracy. - Głos Iana również znów był pogodny. - No, to załatwione. Ja się będę zbierał. I wiedz, że już nigdy się nie poddam, będę o nią walczył.
Gabe Fox nic nie odpowiedział, szturchnął tylko Iana w ramię. Ot, taki braterski gest po kłótni dwójki przyjaciół.
Ian ruszył w moim kierunku ze wzrokiem wbitym w swoje stopy, dzięki czemu nie spostrzegł mnie gdy opuszczał zaułek. Fox, który był tuż za nim, również minął mnie bez okazania jakiegokolwiek zainteresowania. Jednak zatrzymał się nagle i nie odwracając się do mnie powiedział głośno, jakby w przestrzeń Dumble Street:
- Aut amat, aut odit mulier, nihil est tertium.
Rzeczywiście. Nie ma trzeciej drogi.
Teraz to wiem.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Ancyk, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.