22 września 2013 roku, godz. 14:52 4,7°C

serce

Wra­cając spo­koj­nie ze spa­ceru w pew­nej chwi­li pot­knęłam się o ta­jem­niczą rzecz.
Nachy­liłam się aby zba­dać obiekt który zakłócił mo­je roz­myśle­nia.
Było to coś czer­wo­nego, w wiel­kości mo­jej dłoni, hmm no może troszeczkę większe i...
wy­dawało dziw­nie ryt­miczny odgłos. Cieka­we...
Pod­niosłam ta­jem­niczy przed­miot i ot­rze­pałam go z płatków śniegu.
To było Ser­ce, żywe. Za­muro­wało mnie.
Z je­go le­wej stro­ny sączyła się mała strużka krwi, po­nad­to miało na so­bie kil­ka otarć i si­niaków.
- Je­ju - szepnęłam sa­ma do siebie. Wpat­ry­wałam się w nie przez dłuższą chwi­le, było ta­kie kruche, niewin­ne.
Czym za­winiło? Z roz­myśleń wyr­wało mnie ciche chrząknięcie. Zo­baczyłam, że wpat­ruję się we mnie
pa­ra drob­nych zielo­nych oczek, małe us­tka ot­worzyły się z cichym wes­tchnieniem.
- Po co pod­no­sisz śmieci?
- Śmieci? - powtórzyłam zbyt otępiała.
- No tak, wiesz ta­kie nie­chciane, nieak­cepto­wane i niepot­rzeb­ne rzeczy. - gdy wy­mawiało te słowa, smu­tek i roz­pacz
plątały mu mały języczek.Chy­ba bar­dzo cier­piało, chcąc czy nie mu­siałam mu pomóc. Nie ma nic gor­sze­go od cier­pienia w sa­mot­ności.
- Za­biorę Cię do do­mu-oz­najmiłam.
- Po co?
Pat­rzyłam w te niewin­ne oczy i zas­ta­nawiałam się gdzie je­go właści­ciel, bo prze­cież każde ser­ce ma właści­ciela praw­da?
PO­ZA TYM JAK TA OSO­BA MOGŁA BEZ NIEGO ŻYĆ? nie ro­zumiem. Jak czuła? Czym czuła? Czy wgl możli­we było to, aby od­czu­wać co­kol­wiek nie po­siadając ser­ca?
- Po­mogę Ci - uśmie­chnęłam się i pogłas­kałam bijący kształt w mo­jej dłoni. Mo­że mi się zda­wało, może nie ale miałam wrażenie, że przez mo­ment za­biło szyb­ciej.
Ok­ryłam je dłońmi i przy­tuliłam do pier­si kierując się do do­mu.
Wchodząc położyłam śpiące ser­duszko na łóżko. Mo­men­talnie gdy je przy­tuliłam zasnęło.
Cała roz­trzęsiona po­biegłam po wodę ut­le­nioną i plas­try. Zaczęłam de­likat­nie opatrywać rany.
Ro­biłam to z wiel­kim sku­pieniem, nie chciałam budzić te­go ma­leństwa.
Prze­cierając de­likat­nie urazy zauważyłam wiele blizn i coś dziw­ne­go, coś co mnie bar­dzo za­cieka­wiło, w jed­nym miej­scu nad śpiący­mi ocza­mi znaj­do­wało się pękniecie. Złama­ne?
- Bieda­ku - wyszep­tałam...
Gdy skończyłam opat­ry­wać je do końca, po­zos­tało mi je­dynie zas­ta­nowienie się co z nim zrobię?
Po dłuższej chwi­li na­mysłu stwier­dziłam, że muszę zna­leźć właści­ciela!
Przy­sunęłam się bliżej niego i de­likat­nie mus­kałam ra­nę obok ust. Spało tak słod­ko.
- Dziękuję - usłyszałam nag­le.
-Za co? Prze­cież nie zro­biłam nic wiel­kiego - tłumaczyłam się głas­kając je da­lej.
-Opat­rzyłaś mo­je ra­ny, wzięłaś mnie ze sobą, choć mogłaś zos­ta­wić i... - nag­le ur­wało
-I..? No do­kończ proszę - uśmie­chnęłam się słabo
-Oka­załaś mi ty­le czułości. Nie wiesz jak to jest gdy ktoś już Cię nie chce.
Gdy ludzie mi­jają Cię ko­piąc i dep­cząc. Kiedy nie możesz się pod­nieść... Bo nie masz jak.
Jes­tem zep­su­te, złama­ne i sa­mot­ne.- Gorączko­wo prze­bierało w słowach. Bało się, czułam to.
Drżało. Nie wyt­rzy­małam i przy­tuliłam je de­likat­nie.
Za­padła dłuższa cisza, nie mogąc te­go znieść po chwi­li przer­wałam ją szepcząc
-Wiesz cza­sem jest tak- przemówiłam cichut­ko pat­rząc mu w oczy - że ktoś mu­si nas zep­suć po to, aby ktoś in­ny
mógł nas nap­ra­wić.

Vicky87 Monika
 7 marca 2014 roku, godz. 2:32

jeden z najpiękniejszych tekstów jakie czytałam, bardzo wzruszające i... chwytające właśnie za serce ;-) pozdrawiam :-)

_jekatiierina_ Jekatierina
 28 września 2013 roku, godz. 17:13

dziękuję za ciepłe słowa :)

rachel1995 Diana
 22 września 2013 roku, godz. 22:55

podoba mi się☻