10 stycznia 2017 roku, godz. 21:02 2,2°C

Właści­wie Lost nie ob­chodził imienin, Des urządzała mu zaw­sze nies­podzankę, ale te­raz jej nie było.
W ten lis­to­pado­wy piątek Lost kończył fe­lieton do "No co­men­ts" czas go nag­lił kiedy do Lan­gusty" wszedł sta­ry druh Rief. Nie widział go ja­kiś czas więc była okaz­ja do święto­wania. Chciał Los­to­wi zro­bić nies­podziankę. Kiedy skończył pi­sać, do sto­lika po­deszła ko­bieta, przed­sta­wiła się. Była bar­dzo jas­kra­wa i żywa, dużo mówiła, miała wiel­kie końskie zęby, na­wet po­dob­nie rżała ze śmie­chu kiedy sta­ry druh opo­wiadał za­baw­ne his­to­ryj­ki. No­siła bar­dzo ele­gan­cki płaszcz w ko­lorze viol­let* tak też miała na imię. Lost się zdzi­wil tą nies­podzianką, Rief zu­pełnie nie tra­fił w gust Los­ta, ale cóż pre­zentów się nie zwra­ca. Sta­ry Rief był bys­try, wie­dział że są Los­ta imieni­ny, zu­pel­nie mu obo­jet­ne. Wieczór skończył się jak na nis­ko­budżeto­wym fran­cuskim fil­mie.
Wszys­cy wyszli o 24.00 z Lan­gusty", po czym Rief spryt­nie złapał taksówkę i od­jechał. Lost zos­tał sam z Viol­let która mi­mo głupiego śmie­chu była jed­nak za­gubiona, niewin­na i drzała z zim­na.
Ko­biet­ry zaw­sze drżą z zim­na w fran­cuskich fil­mach.. Lost chciał ją zap­ro­wadzić do siebie i zro­bił to.
Viol­let była z za­wodu kraw­cową i mi­mo nieśmiałości miała zdol­ności ma­nual­ne których Lost mógł te­raz doświad­czyć. Kiedy wychodziła nad ra­nem z je­go apar­tmant* poczuł nies­mak. Był to nor­malny nies­mak ja­ki mają mężczyźni, których żony są da­leko .
Na py­tanie - dlacze­go? wszys­cy zaw­sze od­po­wiadają: "nie wiem, ale to było bez znacze­nia".
cdn

/by R. Th/

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa piórem2, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.